Rozmawiamy z MICHAŁEM BIEŃKIEM, doktorem chemii, założycielem firmy Apeiron Synthesis - Młody doktorant chemii z Warszawy założył firmę, bo laboratorium, w którym pracował, nie było w stanie podjąć się zlecenia, które miało przynieść olbrzymie zyski.
Publikacja: 9 listopada 2009, 12:25 Aktualizacja: 9 listopada 2009, 12:32
Od roku prowadzi pan własną firmę. Czym ona się zajmuje?
Produkujemy tzw. katalizatory metatezy, czyli związek chemiczny stosowany m.in. do produkcji leków nowej generacji. Leczy się nimi np. wirusowe zapalenie wątroby typy C. Obecnie na świecie są jeszcze tylko trzy firmy oferujące tę technologię w przemyśle farmaceutycznym.
Skąd pomysł na ten biznes?
Zrodził się on jeszcze w trakcie robienia przeze mnie doktoratu. Pracując w Instytucie Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk, zaobserwowałem rosnące zainteresowanie rezultatami badań naszego zespołu zarówno ze strony innych ośrodków akademickich, jak i przemysłu. Najsilniejszym impulsem do założenia firmy była jednak współpraca z dużym koncernem farmaceutycznym, który po przetestowaniu jednego z naszych katalizatorów chciał kupować ok. 10 kg rocznie tego produktu (wartość rynkowa transakcji to ok. 1 mln euro). Laboratorium, w którym prowadziłem badania, nie było jednak w stanie sprostać temu zamówieniu ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury do produkcji. Wtedy postanowiłem, że założę firmę, która takim wymogom sprosta.
Od czego pan zaczynał?
Na początku założyłem firmę przy Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości Politechniki Warszawskiej. W ciągu jednego dnia podpisałem umowę, a następnego mogłem już wystawić fakturę za wykonane usługi. To jest bardzo dobry sposób na start. Zwłaszcza że nie miałem pewności, czy ten biznes odniesie sukces.
Największym problemem był jednak brak kapitału oraz wiedzy i doświadczenia w tym, jak zamienić odkrycie naukowe w sukces komercyjny. Na studiach nikt nas tego nie uczył. Gdy uporałem się z pierwszymi trudnościami, pojawiały się kolejne: jak zorganizować dział badawczo-wdrożeniowy i produkcję, mając niewielkie środki finansowe, pozyskać pierwszych klientów, prowadzić negocjacje z partnerami zagranicznymi.
Wiedziałem, że aby odnieść sukces, muszę postawić wszystko na jedną kartę. Przez pierwszy rok, kiedy nie było jeszcze zleceń, nie zarabiałem. Zaangażowałem prawie wszystkie swoje oszczędności, aby móc rozwinąć firmę do etapu, w jakim jest teraz.
1: Alicja z IP: 83.17.191.* (2009-11-09 20:14)
Brawo chłopie! Oczywiści nie wszystko zawsze idzie łatwo. Nauka, szkolenia itp. muszą być na porządku dziennym, aby być innowacyjnym i sprostać wymaganiom rynku. Niestety oferowana tzw. pomoc na własną działalność jak widać nie ma nic wspólnego z porządnym biznesem. Kasa, kasa i raz jeszcze kasa. A ileż takich przedsięwzięć upada, bo ludzie nie mają na początek.
2: Studentka Prawa z IP: 89.72.54.* (2009-11-09 21:56)
:*
3: bogas86 z IP: 87.204.33.* (2009-11-11 13:51)
Super. Będę brał z Ciebie przykład :)
4: linasrt z IP: 89.79.7.* (2009-11-14 14:24)
gratuluje trafnego biznesu www.linart.pl
5: piorun z IP: 209.151.236.* (2010-04-08 11:43)
uważaj na baby lecące na kasę np studentka prawa ^
;p
6: nioh z IP: 213.199.192.* (2011-07-12 21:23)
nioh nioh

Dostawcy energii elektrycznej w Polsce o klientów indywidualnych zabiegają głównie za pomocą nieczystych sztuczek. Różnice w oferowanych odbiorcom cenach są kosmetyczne
![]() |




