Dilerzy coraz głośniej narzekają na warunki umów narzucane im przez importerów. Właściciele salonów przestają zarabiać na sprzedaży aut. Marże spadły nawet do zera. W małych miastach rusza fala bankructw wśród dilerów samochodowych.
Publikacja: 13 października 2009, 03:00 Aktualizacja: 13 października 2009, 07:52
Dilerzy samochodowi mają coraz większe problemy finansowe. Jako główny powód wskazują umowy z importerami. Twierdzą, że zapisy w tych dokumentach są im narzucane, mimo że unijne prawo nakazuje utrzymywanie równych praw obu stron.
Jedynym elementem do negocjacji między importerami i dilerami są marże handlowe. Jednak w tym roku, w związku z kryzysem na rynku, zostały one drastycznie obniżone. Doszło do tego, że na sprzedaży niektórych, nawet najbardziej popularnych w naszym kraju modeli nie zarabia się nic, mimo że zgodnie z umową tylko dzięki marży diler powinien otrzymać około 8 proc. wartości każdego sprzedanego samochodu.
Dlaczego zarobek jest tak marny? Żeby wzmocnić siłę marki na rynku, importerzy niemal przez cały rok prowadzą akcje promujące sprzedaż. Atrakcyjne warunki leasingu, kredytu, jak też upusty gotówkowe dla klientów indywidualnych i firm, są finansowane nie tylko z marż importerów czy producentów. Koszty promocji ponoszą również dilerzy.
Najgorsze, że o zakresie swojego finansowego zaangażowania dowiadują się długo po sprzedaży auta. To efekt skomplikowanego systemu korekty cennika. Na domiar złego cena korygowana jest nie tylko przez koszty akcji promocyjnych. Nierzadko cena jest podnoszona w dniu dostawy w stosunku do widniejącej na złożonym kilka miesięcy wcześniej zamówieniu.
– Tak naprawdę kupujemy więc auto, nie wiedząc do końca, jaką ostatecznie zapłacimy za nie cenę – mówi anonimowo jeden z właścicieli firmy dilerskiej, sprzedającej Volkswageny.
Jak dodaje, w tej sieci jedynym poważnym źródłem dochodu dilera – oprócz obsługi serwisowej – pozostają tzw. bonusy rozliczane co kwartał, a wypłacane przez importera na koniec każdego roku kalendarzowego.
Ten system jednak również jest oparty na nie do końca przejrzystych zasadach. Wysokość grantów uzależniona jest nie tylko od wykonania planu, ale też np. od badań ankietowych określających poziom satysfakcji klientów.
– W rezultacie już na samym starcie wiemy, że importer ograniczy bonus o jedną trzecią, a zatem to, co możemy ostatecznie otrzymać, to góra 1,5 proc. – mówi właściciel firmy dilerskiej.
O zapisach w umowach dilerzy nie chcą mówić oficjalnie, gdyż za ujawnienie tajemnicy handlowej groziłoby im w najlepszym razie wykluczenie z sieci. Przeciw jawnej – jak uważają – dyskryminacji ze strony importerów nie chcą też występować na drogę sądową, gdyż efekt byłby taki sam.
Oficjalnie mówią jedynie o braku zrozumienia ze strony menedżerów zarządzających sieciami.
1: Majster z IP: 94.42.104.* (2009-10-13 09:10)
He he. Ostatnie zdanie jest dobre. Zawsze było tak,że "handlowców" trzeba głaskać itp. Ten Pan potwierdza,że jest źle w sieci dealerskiej.Ciekawe kto będzie sprzedawał auta, zwłaszcza nowe w Polsce, kiedy nie będzie właśnie tych rodzinnych biznesów,które najlepiej znają rynek w PL. Raczej koncern nie może sobie pozwolić na takie bajery i managerowie powinni spasować. Tylko pozytywna motywacja przekona dealerów do dalszego funkcjonowania na rynku aut. Olewka z góry - większe problemy,aż do produkcji aut i tu brak zysków producenta = zwolnienia = zwolnienia managerów sieci - itd itd
2: praktyk korporacyjny z IP: 217.17.44.* (2009-10-13 11:05)
Szkoda małych, rodzinnych firm Dilerskich które nieco inaczej postrzegają swój biznes i nie chcą ścigać się za wszelką cenę z innymi dilerami i z całą masą planów wyznaczanych przez importerów.
Te mniejsze firmy może nie są tak dynamiczne ale opierają swoje dziłanie na czymś istotnym a teraz prawie zapomnianym: na ciepłej presonalnej relacji z klientem. Taki klient będzie lojalny. U innych dilerów nie ma tej relacji.
3: Piotr Kolski z IP: 78.133.255.* (2009-10-13 13:30)
Taaaa... biedni dealerzy, rodzinne firmy... A jak człowiek chciał kupić samochód w lipcu, to na zapytanie mailowe o przedstawienie oferty żaden z nich nie raczył wysmażyć kilku zdań odpowiedzi (do dziś nikt się nie odezwał). Reasumując - wcale nie jest mi ich szkoda, bo gdzieś ci, pożal się boże, biznesmeni przestali walczyć o klienta.
4: LB z IP: 213.184.193.* (2009-10-13 14:30)
Niech sprzedają auta w hipermarketach lub sprzedają auta przez internet z dostawa do domu z Niemiec lub Czech jeżeli u nas auto salony się nie opłacają. I zająć się tylko serwisem. Mechaników mamy bardzo dobrych, zmniejszyć kolejki itp. naprawiać kilka marek w jednym serwisie i proponować części oryginalne oraz zamienniki tak aby możliwe było obniżenie cen.
5: Dealer z IP: 194.63.134.* (2009-10-13 14:58)
Odnośnie komentarza Pana Piotra, interesy i klientów traktujemy bardzo poważnie. Nie odpisujemy na zapytania mailowe bez numerów telefonu klienta skirowane do dealerów w całej polsce, czyli na zasadzie licytacji (u tego dostałem to i to, a tamten dożucił mi jeszcze dywaniki co możecie mi zaproponować ?) Jak dostajemy takiego maila to bardzo często na niego w ogóle nie odpisujemy bo klient traktuje nas (i siebie) nie poważnie, to nie rynek ani nie allegro !!! w 95% takich przypadków brakuje numeru telefonu klienta, bardzo często odpisujemy z prośbą o kontakt telefoniczny i niestety praktycznie nikt nie oddzwania. Także Panie Piotrze jak się robi licytacje to proszę nie liczyc na kontakt bo dealerzy ignorują takich klientów i uważamy że jest to najwyższa forma "pajacowania" nie przystająca poważnym osobom.
6: Klient z IP: 62.21.45.* (2009-10-13 21:11)
Szanowny Panie Dealer co jest w tym niepoważnego, że klient chce kupić taniej. Już widzę Pana jak zakupuje np. części w sieci i jest zadowolony z braku możliwości negocjacji. Już widzę kupującego dealera samochodów telewizora w obojętnie jakim sklepie, a nie szuka najtańszej oferty. Całe moje wypociny jednak mogą okazać się nieprawdziwe, a to oznacza tylko, że dealerzy nadal zarabiają, za dużo ponieważ wydając swoje pieniądze nie są zainteresowani znalezieniem najkorzystniejszej ceny lub wyposażenia nawet dywaników. Jeżeli nie będzie możliwości "licytacji" to cóż nam po wolnym rynku wprowadźmy równe ceny u każdego dealera i obowiązek kupowania u najbliższego - to się PANIE DEALER nie wrati szukamy taniej dla nas to normalne.
7: Klient z IP: 62.21.45.* (2009-10-13 21:35)
PANIE DEALER Pan Piotr nie napisał, w swojej korespondencji elektronicznej, iż nie podał numeru telefonu, nie napisał czy chciał dywaniki, napisał, że chciał otrzymać ofertę. Podejście w taki sposób jaki Pan zaprezentował Panie Dealer właśnie pokazuje Wasze traktowanie klienta, ma przyjść do Was marnować czas i paliwo. Nie, to wiek poczty elektronicznej i zapytań. szkoda że zamiast to zrozumieć pisze Pan o pajacowaniu. Odnosząc się do Allegro to może się okazać że np. Allegro przejmie rynek samochodów nowych tylko dlatego że można tam "PAJACOWAĆ" nazywa się to licytacją. No cóż najdroższe dzieła sztuki są sprzedawane na licytacjach i nikt się nie obraża. Takie podejście pokazuje nam dlaczego ta branża przeżywa taki krysys - zapytanie pocztą elektroniczną to "PAJACOWANIE" nie życzę sukcesów bo to przy takim podejściu niemożliwe. Czekam cierpliwie kiedy będę mógł PAJACOWAĆ na Allegro i sprzedawca nowego samochodu dostarczy mi je po wygranej licytacji do domu. To chyba wreszcie nadejdzie z dobrem dla nas klientów
8: Klient 2 z IP: 79.190.170.* (2009-10-15 11:11)
Panie Klient.
Sam kiedyś zrobiłem podobnie wysłałem emaila do różnych dealerów z zapytaniem. Normalną sprawą jest że człowiek się przedstawia , więc podpisie były dane moje i mojej malutkiej firmy rodzinnej. Zapytanie dałem konkretne taki a taki model , wersja interesuje mnie najniższa cena. Odezwał się tylko jeden dealer z którym po ok 2 miesiącach negocjacji dotarliśmy do celu. On sprzedał ja kupiłem. Myślę że za obopólną korzyścią.
Szanowny Panie klient podstawowa zasada jak gów..o płacisz to gów..o wymagasz.
Chcesz licytacji i dostawy do domu. Zwróć się do swojego dealera na miejscu. Zapłacisz za wszystko to Ci przyprowadzą pojazd do domu.
Chcesz niskiej ceny nie oczekuj dobrej obsługi. Dealer też człowiek i jego czas kosztuje.
9: Klient z IP: 62.21.45.* (2009-10-15 17:10)
panie klient 2 wysłał Pan e-maile i otrzymał Pan odpowiedź. Więc chyba nie poczytał Pan co napisał Pan Dealer polecam jego wypociny gdzie nie odpisuje na e-maile. Jeżeli na zapytanie odpowiedział tylko jeden dealer, to właśnie potwierdza że mają za dobrze i to właśnie chciałem wyrazić swoją opinią

Dzięki rywalizacji dwóch linii o pasażerów w te wakacje na pewno będziemy po Polsce latać tanio. Pytanie, czy wyniszczającą batalię opartą na promocjach wytrzymają linie lotnicze, które sporo dokładają do interesu





