Nie mieliśmy wzrostu gospodarczego w II kwartale – tak wynika z ankiety przeprowadzonej przez GP wśród ekonomistów dużych banków. Fakt, że PKB nie spadł, to głównie zasługa dużego wkładu eksportu netto. Bo inne składowe wzrostu PKB raczej mu się nie przysłużyły.

Eksport ratuje wzrost

Dodatni wkład eksportu to częściowo efekt rachunkowy. Wartość sprzedaży polskich towarów za granicę spadała w II kwartale i to dość dynamicznie. Dużo szybciej jednak malała wartość importu.

– W efekcie wkład tzw. eksportu netto do PKB mógł być nawet wyższy, niż w I kwartale, kiedy to wyniósł 1,9 proc. W II mogło to być nawet 3,6 proc. – ocenia Rafał Benecki, ekonomista ING BSK.

Według Marcina Mazurka z BRE Banku to właśnie eksport netto zawyży wynik PKB.

– Bo II kwartał charakteryzował się przede wszystkim niższą konsumpcją. Jednak efekt eksportu netto się nasilił w porównaniu z I kwartałem. I on będzie się nasilał w kolejnych kwartałach, ta kontrybucja będzie się zawierać w przedziale 2–3 proc. – mówi ekonomista.

Jednak zdaniem Tomasza Kaczora z BGK ten trend może się odwrócić już w IV kwartale.

– Nie będzie już tak korzystnej sytuacji kursowej. Złoty zaczął już się umacniać. Poza tym już IV kwartał ubiegłego roku to był okres słabszego złotego. Efekt pozytywnego wkładu eksportu netto zniknie – ocenia Tomasz Kaczor.

Według ekonomistów, z którymi rozmawialiśmy, gdyby nie eksport netto, to niewykluczone, że w II kwartale mielibyśmy spadek PKB. Bo główny motor, który napędza jego wzrost – konsumpcja prywatna – zaczął się dławić. Niektórzy ekonomiści oceniają, że jej dynamika spadła do około 2,5 proc. wobec 3,3 proc. w I kwartale.

– Zmiany na rynku pracy i dostosowanie wydatków konsumpcyjnych przebiega z pewnym opóźnieniem. Zapewne jesteśmy na samym początku tego procesu. Tempo spadku zatrudnienia nie będzie się zmniejszać. Nominalne i realne tempo wzrostu wynagrodzeń raczej będzie spadać. I niewykluczone, że w II połowie roku zobaczymy nominalny spadek płac w sektorze przedsiębiorstw – mówi Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas.

Jego zdaniem napięcia na rynku pracy to główna przyczyna ograniczania wydatków konsumpcyjnych.

– Perspektywy dla kredytu konsumpcyjnego też nie są najlepsze. I biorąc pod uwagę taką kompozycję rachunków narodowych, gdzie konsumpcja jest jednym z głównych elementów, wszystko, co źle wróży konsumpcji, źle wróży PKB – dodaje Michał Dybuła.

Według Marcina Mazurka z BRE Banku dynamika konsumpcji będzie się systematycznie obniżać. Pod koniec roku może wynosić już około 1,5 proc. Tomasz Kaczor z BGK dodaje, że to może zaważyć na wyniku całego roku.

– I nawet impuls fiskalny w postaci obniżonych podatków dochodowych może nie zadziałać. Co prawda około 8 mld zł zostanie w kieszeniach podatników, ale z drugiej strony można założyć, że rząd nie wyda takiej kwoty. Więc w skali całego spożycia efekt netto będzie niewielki – mówi ekonomista.