Ministerstwo Gospodarki uznało, że jego własna propozycja wpisana pierwotnie do projektu ustawy Prawo energetyczne jest jednak zbędna.

Na początku roku, gdy przemysł protestował przeciwko podwyżkom cen prądu, ministerstwo, przygotowując nowelizację prawa energetycznego, wpisało do niej nowe uprawnienia dla prezesa URE. Regulator miał uzyskać prawa pozwalające mu w uzasadnionych sytuacjach ograniczać wzrost cen prądu m.in. przez ustalanie maksymalnej ceny sprzedaży. Jednak stosownego przepisu – chodzi o artykuł 48a – nie ma w projekcie nowelizacji prawa energetycznego, który rząd przyjął i skierował do Sejmu.

– Jestem rozczarowany, że tego przepisu już nie ma. Liczę na to, że posłowie zajmą się sprawą wzmocnienia regulatora – mówi Mariusz Swora, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

– Z punktu widzenia rozwoju mechanizmów rynkowych byłby to krok w tył, ponieważ przepisy te sprowadzałyby się do regulacji cen energii elektrycznej decyzjami administracyjnymi – mówi Paweł Gniadek, rzecznik Tauron Polska Energia.

Energetycy podają też w wątpliwość skuteczność nowych przepisów jako narzędzi obniżania cen prądu.

– Wątpię, żeby takie rozwiązanie mogło być skutecznym narzędziem obniżania cen energii elektrycznej. To dobrze, że rząd nie chce wprowadzać nowych administracyjnych regulacji na tym rynku, który i tak jest mocno regulowany – mówi Roman Pionkowski, dyrektor Centrum Rozwoju Aktywów Energetycznych w gdańskiej Enerdze.

JAKIE NOWE UPRAWNIENIA MIAŁ DOSTAĆ PREZES URE

● Narzucenie producentom/sprzedawcom energii warunków sprzedaży określonych ilości energii lub mocy wytwórczych

● Ustalanie maksymalnej ceny sprzedaży energii przez producentów lub sprzedawców

● Zastąpienie ceny sprzedaży energii ustalonej przez przedsiębiorstwo energetyczne ceną określoną przez siebie