Według Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wartość aktywów zgromadzonych przez osoby, których majątek zgromadzony w bankach wynosi co najmniej 1 mln zł, wynosi 70–80 mld zł. Te pieniądze są na celowniku branży private bankingu. Przed rokiem, zanim do Polski trafił globalny kryzys finansowy, bankowcy szacowali, że rynek będzie rósł o 40 proc. rocznie.

– Bessa na rynkach finansowych nie pozostaje bez wpływu na klientów o zasobniejszych portfelach. Daje się zauważyć mniejszą skłonność do powierzania w zarządzanie płynnych aktywów – twierdzi Jacek Dekarz, wiceprezes BRE Wealth Management.

Jednak jego zdaniem wciąż można liczyć, że w tym roku aktywa klientów private bankingu wzrosną o 20 proc. i mogą przekroczyć 100 mld zł.

– Kryzys finansowy pokazał, jak wiele wealth management w Polsce ma jeszcze do zrobienia. Przede wszystkim większość doradców klientów w Polsce zachowywała się do tej pory jak sprzedawcy produktów finansowych. Korzystając z faktu, że na rynku od wielu lat trwała hossa, oferowano często produkty finansowe niedopasowane do profilu ryzyka klienta, a klienci zwiedzeni wysokimi historycznymi stopami zwrotu chętnie inwestowali w tego typu instrumenty – zauważa Michał Tuczyński, doradca inwestycyjny private bankingu w ING Banku.

Jego zdaniem klienci bankowości prywatnej są świadomymi inwestorami. Część z nich jest skłonna do podejmowania większego ryzyka, co wynika ze sposobu, w jaki dorobili się majątku.

– Ale i w bankowości prywatnej są inwestorzy, którzy chcą tylko bezpiecznych inwestycji. Przychodzą do banku dlatego, że jest on z założenia instytucją bezpieczną, która powinna chronić ich kapitał – dodaje Michał Tuczyński.

Zdaniem Mateusza Ostrowskiego, analityka firmy Open Finance, mimo kryzysu private banking w Polsce to nadal dochodowy biznes dla banków, bo grupa społeczeństwa o wysokich dochodach ciągle będzie się rozwijać.

– Tym bardziej, że w tym roku czekają nas bardzo korzystne zmiany podatkowe dla osób z wysokimi dochodami – dodaje Ostrowski.

W tym roku pierwszy raz dochody osób powyżej 85,528 zł objęte będą maksymalnie stawką 32 proc. (obecnie najwyższa stawka wynosi 40 proc.), bogaci klienci więcej będą mogli przeznaczyć na inwestycje i powierzyć w zarządzanie bankom.

Na rosnącą świadomość, lecz przede wszystkim zamożność polskich klientów, liczy Sal. Oppenheim, najstarszy niemiecki bank prywatny specjalizujący się w zarządzaniu aktywami, który wiosną ubiegłego roku rozpoczął działalność operacyjną w naszym kraju.

– Nie zmieniamy planów. Decydując się na wejście do Polski, myśleliśmy o dłuższej perspektywie i kryzys tego nie zmieni. Wręcz przeciwnie, to właśnie w trudnych czasach rośnie zapotrzebowanie na efektywne doradztwo i zarządzanie pieniędzmi klientów – mówi Stanisław Markowski, dyrektor kierujący przedstawicielstwem Sal. Oppenheim w Polsce.

Podobnie ma się sprawa z duńskim Saxo Bankiem, który kilka miesięcy temu uruchomił przedstawicielstwo w naszym kraju. Saxo specjalizuje się w obsłudze zamożnych klientów, którzy chcą handlować walutami, akcjami, towarami, kontraktami futures, opcjami oraz instrumentami pochodnymi, liczy na pozyskanie w Polsce nawet kilku tysięcy klientów.

BANKOWE USŁUGI DLA BOGATYCH

Mianem private bankingu zwykło się określać grupę usług oferowanych najzamożniejszym klientom indywidualnym. Obejmują one specjalne lokaty, inwestycje w papiery wartościowe, metale szlachetne, nieruchomości czy nawet dzieła sztuki (tzw. art banking).

Banki europejskie oferują takie usługi osobom dysponującym aktywami w wysokości co najmniej 1 mln euro. W Polsce wymagane jest standardowo 0,5 mln zł, choć zdarzają się instytucje oferujące private banking osobom z nawet 100 tys. zł.

Private banking w ofercie mają niemal wszystkie banki detaliczne w kraju. Na rynku są też instytucje specjalizujące się tylko w obsłudze najzamożniejszych klientów. Pierwszym, który wprowadził ten model biznesu, był Nobel Bank. Przez przedstawicielstwa działają u nas także m.in. szwajcarski UBS i niemiecki Sal. Oppenheim.