Kryzys w coraz większym stopniu dotyka centra handlowe. Do końca roku w galeriach handlowych zwolnić się może ponad 600 lokali handlowych. Głównie za sprawą sieci odzieżowych, które nie radzą sobie z kryzysem i ogłaszają upadłość. Wniosek złożył już Semax, właściciel sklepów Hot Oil, Deep, Vabbi Faktory Outlet, spółka Galeria Centrum oraz marka Reporter. Ostatnio dołączyła do nich firma Monnari Trade, właściciel sklepów pod markami Monnari, Pabia i Molton. Niestety coraz głośniej mówi się też o problemach marek Diverse, Vistula & Wólczanka, Bytom czy Royal Collection. Ta ostatnia, jak donoszą agencje nieruchomości, zrezygnowała z otwarcia sklepów o łącznej powierzchni 11 tys. mkw., co miało nastąpić w tym roku. Oznacza to brak zapowiedzianych sklepów w centrum handlowym Renoma we Wrocławiu, w warszawskim Klifie oraz w poznańskiej Galerii Malta. Natomiast w Plejadzie w Sosnowcu, Royal Collection, który ma 39 sklepów w kraju, zdecydował się nawet na zamknięcie salonu.

– Sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna. Wciąż do Polski wchodzą nowe marki – zauważa Magdalena Frątczak z CB Richard Ellis.

Są wśród nich m.in. Ann Christie, s.Oliver, TK Maxx czy Primark.

Poza tym wielu centrom handlowym udaje się wypowiedzieć umowy najmu tym firmom, które planują ogłosić upadłość. Dzięki temu mogą znaleźć nowych najemców bez konieczności czekania, aż zwolni się lokal.

– Jest to możliwe, jeśli w umowie najmu znajduje się zezwalający na to zapis. W przeciwnym razie prawo do rozporządzania lokalem po ogłoszeniu upadłości zyskuje syndyk – wyjaśnia Magdalena Frątczak.

Centra handlowe nie muszą obawiać się o swój byt także dlatego, że wciąż większość działających w kraju sieci deklaruje dalszy rozwój. Przykładem może być marka CCC, która chce otworzyć 30 salonów. Tyle samo ma w planach Jysk. Z kolei Grupa Empik Media & Fashion uruchomi ponad 40 salonów w 2009 roku.

– Nic dziwnego, warunki, które można dziś wynegocjować w centrach handlowych, są nieporównywalnie lepsze niż 1,5 roku temu – zauważa Magdalena Frątczak.

Do tego wiele sieci, jak marka Inditex czy Swarovski chce przejmować zwalniane lokale.

Niektóre centra handlowe mogą więc zyskać na kryzysie. A to dlatego, że oferując atrakcyjne warunki najmu, mogą ściągnąć do siebie marki, które wcześniej nie były zainteresowane współpracą. Ewidentnym przykładem takiego obiektu jest wspomniane Blue City, które w ostatnim czasie wzbogaciło się o sklepy marki Zara, Bershka, Pull & Bear i Stradivarius.

Na pewno z pustką w galerii powstałą na skutek upadłości marek szybciej poradzą sobie centra handlowe większych miast. Problemu nie będzie też z wynajmem atrakcyjnie położonych lokali.

– Sieci handlowe wciąż chcą się rozwijać. Niektóre centra mają wręcz szansę na wynegocjowanie wyższych stawek czynszów od nowych najemców – uważa Ewa Derlatka-Chilewicz z DTZ.

Dotyczy to w szczególności tych obiektów, w których mimo kryzysu kolejka oczekujących na wolny lokal wciąż jest długa.

– W mniejszych miastach proces zapełniania pustych lokali może potrwać dłużej. Ostatecznie jednak pojawią się w nich tańsze marki lub lokalni gracze – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz.