Rzecznik Ubezpieczonych przygotował projekt nowelizacji prawa o ruchu drogowym, zmieniający zasady działalności rzeczoznawców samochodowych. Mają oni podlegać obowiązkowi wpisu na listę prowadzoną przez ministra infrastruktury i ubezpieczeniu OC za szkody wyrządzone w związku ze swoją działalnością. Rzecznik chce podnieść pozycję zawodu rzeczoznawcy, żeby zmienić zasady likwidacji szkód z OC komunikacyjnego zapisane w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych.

– Widać tu dyktat silniejszej strony, jaką jest zakład ubezpieczeń – mówi Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych.

Obecnie towarzystwo wycenia rozmiary szkody, np. na 10 tys. zł. Jeśli klient nie zgadza się, może powołać rzeczoznawcę i jeśli ten wyceni szkodę na 12 tys. zł, klient może domagać się dopłaty od towarzystwa. Najczęściej jednak kończy się na drodze sądowej. Sąd powołuje rzeczoznawców i na tej podstawie orzeka. Jeśli wygra klient, wszystkie koszty procesu pokrywa towarzystwo. Aby rozpocząć sądowy spór o wspomniane 2 tys. zł, trzeba wyłożyć około 1 tys. zł (na adwokata, rzeczoznawcę, opłaty sądowe). Niektóre towarzystwa bezkarnie mogą zaniżać wyceny, wiedząc, że większość klientów do sądu nie pójdzie.

– Proponujemy: jeśli ubezpieczyciel nie zgadza się z ustaleniami rzeczoznawcy powołanego przez poszkodowanego, może ją zakwestionować tylko na drodze sądowej – mówi Krystyna Krawczyk.

Dodaje, że towarzystwo będzie zobowiązane do pokrycia kosztów pracy takiego rzeczoznawcy. Przy czym taka zasada ma działać dopiero wtedy, gdy wycena rzeczoznawcy będzie różniła się od wyceny towarzystwa o więcej niż 10 proc. Jeśli więc w naszym przykładzie towarzystwo wyceniłoby szkody na 10 tys. zł, a rzeczoznawca na 10,9 tys. zł, to klient nie korzystałby z takiej ochrony. Jeśli rzeczoznawca wyceniłby szkodę na wspomniane 12 tys. zł, to ubezpieczyciel, chcąc ją zakwestionować, musiałby iść do sądu.

Rzeczoznawca mógłby być powoływany nie tylko do oceny uszkodzeń, ale też wartości pojazdu sprzed szkody czy pozostałości po szkodzie.