W pierwszych trzech miesiącach zysk netto banku Pekao wyniósł 566,3 mln zł (analitycy ankietowani przez GP spodziewali się zysku na poziomie 549 mln zł). To prawda, że w analogicznym okresie 2008 r. Pekao zarobił na czysto aż 1,14 mld zł. Jednak wtedy zysk banku powiększyło ponad 350 mln zł uzyskanych ze sprzedaży Centralnego Domu Maklerskiego. Bez tej jednorazowej transakcji spadek zysku wyniósłby jedynie 27 proc. – zdecydowanie mniej niż w przypadku innych dużych banków giełdowych, które opublikowały już wyniki finansowe za I kwartał 2008 roku.

– Wynik na poziomie netto jest zgodny z oczekiwaniami rynku, mimo niższych przychodów odsetkowych spowodowanych spadającymi stopami procentowymi oraz presją na ceny depozytów. Pozytywnie zaskakują za to znacznie niższe od oczekiwań rezerwy na niespłacane kredyty – zauważa Michał Sobolewski, analityk IDMSA.

Rzeczywiście, przy portfelu kredytowym przekraczającym 83 mld zł odpisy Pekao na złe i nieregularne kredyty wyniosły w I kwartale 2009 r. nieco ponad 90 mln zł. Podczas gdy banki dysponujące znacznie mniejszym portfelem kredytowym – Bank Handlowy, Millennium czy BRE Bank – musiały tworzyć na ryzyko kredytowe rezerwy sięgające setek milionów złotych. Zdaniem analityków zaskoczeniem są bardzo małe rezerwy na ukraińską spółkę zależną banku (UniCredit Ukraina), podczas gdy konkurencyjny PKO BP działalność na Wschodzie kosztowała już ponad 300 mln zł odpisów. Pekao w przeciwieństwie do konkurentów nie musiał też praktycznie tworzyć odpisów na tzw. opcje walutowe, gdyż ich prawie nie udzielał.

Z zadowoleniem wyniku banku przyjęli inwestorzy – kurs akcji Pekao rósł wczoraj o ponad 3 proc., by ostatecznie zamknąć się na 2,61-procentowym plusie.

Zarówno prezes Bielecki, jak i wiceprezes Lovaglio podkreślali, że mimo trudnych warunków ich bankowi udało się zwiększyć portfel kredytowy. W porównaniu z ostatnim kwartałem 2008 r. kredyty dla ludności wzrosły o 5,3 proc. (do 28,3 mld zł), a dla firm o 3,7 proc. (do 60,5 mld zł).

– Nie wydaje się, by Pekao znany z konserwatywnej polityki kredytowej coś tutaj zmienił. Niewielki wzrost akcji kredytowej to przede wszystkim efekt ponad 10-procentowego osłabienia się złotego, przez co w bilansie banku wzrosła wartość kredytów denominowanych w walutach obcych – ocenia Tomasz Bursa, analityk firmy Ipopema Securities. Dlatego jego zdaniem trudno się zachwycać przyrostem kredytów w Pekao.

Nic też nie zapowiada, by Pekao miał z tego konserwatyzmu zrezygnować. Zarówno, jeśli chodzi o kredyty, jak i trzymanie w ryzach kosztów własnych banku.

– Dokonujemy właśnie przeglądu naszych kosztów i w zależności od sytuacji po II kwartale możemy wprowadzić program oszczędnościowy. Będzie on dotyczył administracji i nieruchomości, ale nie ludzi. Nie jesteśmy zwolennikami redukcji etatów i nie planujemy żadnych zwolnień grupowych – powiedział Luigi Lovaglio. Przypomnijmy jednak, że większościowy akcjonariusz Pekao, włoska grupa UniCredit, zapowiedział w marcu zwolnienie około 2 tys. pracowników grupy w Europie Środkowej i Wschodniej.

Jutro wyniki finansowe zaprezentuje główny konkurent Pekao – PKO BP.