Komisja Europejska od listopada ubiegłego roku już dwukrotnie zmieniała prognozę tegorocznego wzrostu PKB dla Polski. Ministerstwo Finansów, pracując nad budżetem – czyli od września ubiegłego roku – podawało trzy różne szacunki dotyczące wzrostu gospodarczego. I wygląda na to, że na tym nie poprzestanie. Narodowy Bank Polski już w czerwcu poda nową projekcję inflacji i przedstawi prognozę PKB.

W takim samym rytmie, jak szacunki instytucji, zmienia się tzw. konsensus rynkowy, czyli średnia z oczekiwań analityków. Jeszcze w styczniu spodziewali się oni wzrostu gospodarczego na poziomie zbliżonym do 1,5 proc. Teraz typują stagnację.

Ogólny obraz koniunktury

Nic dziwnego, że prognozy makro mają coraz mniejsze znaczenie przy tworzeniu strategii w firmach. Przedsiębiorcy, z którymi rozmawiała GP, mówią, że na podstawie prognoz makro próbują określić ogólny przebieg koniunktury w gospodarce. Ważne dla nich są dane z rynku pracy, bo na ich podstawie można określić popyt na produkowane dobra i usługi, ale też prognozować kształtowanie się wzrostu wynagrodzeń.

– Prowadząc tak duży biznes, muszę te wszystkie dane widzieć, oceniać i analizować. Dla nas jako dużego eksportera usług bardzo ważne są też wszystkie informacje wpływające na kurs złotego, bo od tego w dużej części zależy dochodowość naszego biznesu – mówi Konrad Jaskóła, prezes Polimex-Mostostal.

Przez wiele miesięcy prezesi firm budowlanych z niepokojem przyjmowali wszystkie informacje o wzroście płac. Zarobki w budownictwie rosły najszybciej w całej gospodarce.

– Informacja o średniej płacy w gospodarce i naszym sektorze pozwala mi ocenić, w jakim miejscu jesteśmy i czy mogę się spodziewać większej presji płacowej – mówi prezes Jaskóła.

Jednak najważniejszy dla menedżerów jest wskaźnik wzrostu PKB, bo syntetycznie obrazuje to, co się dzieje w gospodarce.

– Dla nas bardzo istotne są wskaźniki dotyczące wzrostu gospodarczego i poziomu inwestycji. To decyduje o tym, jaki będzie w kraju popyt na naszą pracę – mówi Konrad Jaskóła.

– Wzrost gospodarczy to najbardziej ogólny wskaźnik. Na razie jest on dodatni, ale nie można przecież wykluczyć, że za kilka miesięcy będzie ujemny. A recesja prawdopodobnie będzie oznaczać spadek sprzedaży – dodaje Andrzej Blikle, prezes i większościowy udziałowiec spółki Blikle.

Według prezesa Blikle jego firma po ostatnich prognozach stworzyła awaryjny plan B.

– Scenariusz bazowy rozwoju naszej firmy opracowaliśmy w listopadzie ubiegłego roku, kiedy prognozy gospodarcze nie były jeszcze takie złe. Po ostatnich nowych szacunkach przygotowaliśmy plan B. Mamy go w zapasie. Wiemy, co należy zrobić, gdyby gospodarka ochłodziła się jeszcze bardziej, ale na razie nie musimy go realizować – dodaje.

Andrzej Blikle mówi, że scenariusz awaryjny zostanie wdrożony wtedy, gdy w firmie spadnie sprzedaż. Na razie spółka na wyniki nie narzeka.

– Dla mnie sprzedaż w mojej firmie jest najważniejszym wskaźnikiem. To jest najważniejszy parametr, ponieważ duże inwestycje mamy już za sobą. Odchudzenie firmy z kosztów też już nastąpiło, bo zaczęliśmy to robić w ubiegłym roku. Proste rezerwy, jeśli chodzi o koszty, już wykorzystaliśmy – mówi.

– Na razie nie musimy wprowadzać scenariusza zapasowego. Jednak każdy rozsądny przedsiębiorca powinien sobie przygotować jakiś plan B. Pewna liczba firm musi już zresztą taki plan wdrażać, ale niektóre mają się jeszcze całkiem dobrze. To zależy od branży – dodaje właściciel Blikle sp. z o.o.