statystyki

W Polsce ma powstać dziewięć spalarni śmieci

autor: Jacek Balcewicz06.05.2009, 11:01
  • Wyślij
  • Drukuj

W Polsce nadal tylko 4,5 proc. śmieci podlega recyklingowi i kompostowaniu. To się ma zmienić. W planie jest budowa dziewięciu spalarni, które mogą wyprodukować 500 MW mocy.



Na zaktualizowanej 31 lipca 2008 r. liście indykatywnej indywidualnych projektów Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko znajduje się dziewięć dużych spalarni przewidzianych do budowy w latach 2009–2014 o łącznej wydajności blisko 2 mln ton rocznie za cenę 4 694 mln zł przy łącznym dofinansowaniu z Funduszu Spójności na poziomie 2 691 mln zł, czyli 57 proc.

Więcej energii

Traktując to w kategoriach energetycznych, to w przeliczeniu odpowiednik jednego bloku o mocy 500 MW, tyle tylko że działającego w rozproszeniu. To także odnawialne źródło energii premiowane w połowie zielonymi certyfikatami i co ważne neutralne pod względem limitu na emisję CO2. To także ekwiwalent mniej więcej 1,5 mln ton węgla rocznie, czyli mówiąc obrazowo, roczne wydobycie małej kopalni.

Akceptacja społeczna

W Polsce spalarnie mają powstać (według kolejności umieszczenia na liście): w Łodzi (250 tys. ton), Krakowie (250 tys. ton), Warszawie (265 tys. ton), aglomeracji białostockiej (100 tys. ton), aglomeracji trójmiejskiej (250 tys. ton), aglomeracji śląskiej – Ruda Śląska (250 tys. ton), aglomeracji śląskiej – Katowice (250 tys. ton), Poznaniu (200 tys. ton) i Szczecińskim Obszarze Metropolitalnym (180 tys. ton).

Wydaje się, że innego wyjścia nie ma, bo pojemność na czynnych składowiskach powoli kończy się, a o budowie nowych raczej nie ma co marzyć. Problem jednak w tym, że obiekty takie muszą zyskać akceptację społeczną. A z tym bywa już gorzej. O ile generalnie jesteśmy za spalaniem śmieci i widzimy tego rodzaju instalacje w gronie najbardziej nowoczesnych i potrzebnych, o tyle jeśli sprowadzamy je do poziomu dzielnicy, w której mieszkamy, to akceptacja słabnie, jeśli zaś obiekt miałby powstać w bezpośrednim sąsiedztwie, to ogólne przyzwolenie przeradza się w negację albo, co gorsza, w zdecydowany protest.

– Problem bierze się z tego, że my źle nazywamy rzeczy. Zamiast spalarnia śmieci czy nawet Zakład Termicznej Utylizacji Odpadów powinniśmy mówić po prostu elektrociepłownia na paliwo alternatywne albo paliwo lokalne – mówi prof. Antoni Tajduś, rektor AGH i przewodniczący Rady Nadzorczej Tauron Polska Energia.

Karl J. Thom-Kozmiensky, emerytowany profesor Politechniki w Berlinie i ekspert w dziedzinie gospodarki odpadami, stoi na stanowisku, iż spalanie odpadów jest najbardziej optymalną i racjonalną formą ich utylizacji. Chociaż spalanie nie wyklucza recyklingu, o wszystkim decyduje rachunek ekonomiczny, kultura techniczna i bieżąca koniunktura.

Unijna statystyka

Cała Unia Europejska produkuje rocznie 259 mln ton śmieci, z czego 35 proc. podlega recyklingowi i kompostowaniu, 17 proc. spalaniu, a 48 proc. trafia na wysypiska. Jeśli przełożymy na to miarę starej Unii Europejskiej, to udział spalanych śmieci rośnie do 26 proc. Ale i w tej grupie państw nie da się wyprowadzić jednolitego wzorca postępowania. Najwięcej swoich śmieci spala Dania, bo aż 54 proc., Szwecja niewiele mniej, bo 45 proc., Luksemburg 41 proc., Belgia 35 proc., Francja 34 proc., Holandia 32 proc., Niemcy i Portugalia po 22 proc. Są też kraje, które w ogóle nie spalają swoich śmieci, jak Grecja czy Irlandia. Ta ostatnia przymierza się jednak do budowy w Dublinie spalarni o gigantycznej wydajności 600 tys. ton rocznie za 200 mln funtów. Tylko 7 proc. spala Hiszpania, 8 proc. Wielka Brytania, 9 proc. Finlandia, 10 proc. Austria, 11 proc. Włochy.

Wśród nowych państw UE najwięcej śmieci, bo 14 proc., spalają Czesi, ale stanowiący jedną przez wiele lat w ramach Czechosłowacji federację – Słowacy już tylko 5 proc. Łotysze spalają 4 proc., zaś Węgrzy 3 proc. Wśród nowych państw Unii Europejskiej śmieci nie spalają w ogóle: Bułgarzy, Cypryjczycy, Estończycy, Litwini i Rumuni. Zróżnicowane są także wielkości spalarni. Holendrzy, Portugalczycy, Austriacy czy Niemcy preferują duże obiekty o wydajności od 430 tys. ton rocznie do 230 tys. ton rocznie. Natomiast Francuzi czy Włosi wolą zakłady o znacznie mniejszej wydajności, oscylującej między 90 a 70 tys. ton rocznie.

17 proc. powstających rocznie w krajach Unii Europejskiej śmieci jest spalanych




  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:GP
czytaj więcej w e-DGPczytaj więcej w e-DGP

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Komentarze: 4

  • 1: bulik z IP: 79.163.184.* (2010-05-28 12:13)

    podobno bykowina to pustynia to ją bierze

  • 2: Szymon z IP: 91.150.222.* (2010-11-25 10:59)

    Popieram stanowisko prof. Karl J. Thom-Kozmiensky-iego. Spalarnie to jedyne optimum dla Polski.

  • 3: mos z IP: 86.24.33.* (2013-01-12 16:57)

    Spalanie niektorych typow odpadow powoduje niebezpieczne dla zdrowia toksyny w powietrzu, gruncie i wodzie. Podczas kiedy smiecie produkowane w Polsce powinny byc bezpiecznie spalane, nie powinnismi sie godzic na import toksycznych odpadow z Niemiec i Wloch. Jest to jedna z najbardziej skorumpowanych dziedzin infrastruktury. Mafia stara sie lokowac toksyczne odpady industrialne w biedniejszych krajach Europy is Azjii Mniejszej. Niemcy przyjmuja smieci z Wloch a nawet Indii na spalenie. Nie pozwolmy aby te smiecie znalazly sie w Polsce.

  • 4: hihjklthfjklf z IP: 83.21.87.* (2013-04-11 13:11)

    ble

Dowiedz się więcej

Poradniki

Galerie