Po czterech zwyżkowych tygodniach na GPW rośnie prawdopodobieństwo korekty notowań. Tym bardziej realne, że zwyżka WIG, podobnie jak amerykańskiego S&P 500, ma już rozmiary zbliżone do najsilniejszej korekty w obecnej bessie. Jedną z najważniejszych przesłanek do trwającego przez ostatnie tygodnie wzrostu było odrodzenie się nadziei, że kolejne programy pomocowe wdrażane w amerykańskiej gospodarce zostaną w pełni uchwalone przez Kongres, a potem korzystnie wpłyną na gospodarkę. Aby się o tym przekonać, trzeba czasu, w którym rynek może pozostawać w trendzie bocznym. Dla S&P 500 dobrym miejscem na to byłyby okolice 800 pkt. Przeciwko kontynuacji zwyżek przemawiają spadające obroty w czasie zwyżki w USA, pokazujące, że im wyższe ceny akcji, tym mniej chętnych do ich kupna.

Dla naszego rynku taki scenariusz oznaczałby konsolidację WIG w rejonie 25 tys. pkt. Sygnałem sugerującym taką możliwość są rekomendacje sprzedaży dla KGHM z piątku. Realizacja zysków na ostatniej sesji też była sygnałem, że inwestorzy obawiają się trzymania akcji. Ostatnie dane makroekonomiczne w wielu przypadkach były lepsze od oczekiwań, ale to jeszcze nie oznacza faktycznej poprawy. Poza tym zdarza się, że wynik tylko z pozoru wypada lepiej od prognoz. Tak było z informacjami o wzroście zamówień na dobra trwałego użytku w USA, które wzięły się stąd, że po rewizji danych spadek z poprzedniego miesiąca okazał się większy niż podawano.

Przy braku silnych fundamentalnych przesłanek do wzrostu szczególnie ważne jest zastanowienie nad strategią działania oraz ryzykiem inwestycji. Trzeba wybierać między jednorazową inwestycją a systematycznymi zakupami, określić stopień ekspozycji na rynek akcji czy wskazać moment rozpoczęcia inwestycji. Trzeba też z jednej strony mieć świadomość ryzyka związanego z inwestowaniem (u progu 2009 roku wydawało się, że skala spadku cen akcji musi się zmniejszyć, a w półtora miesiąca później okazało się, że akcje straciły połowę tego, co w 2008 roku) oraz możliwości jego ograniczenia, np. przez dywersyfikację portfela. Z uwagi na trend spadkowy i wysokie ryzyko utraty płynności przez pojedyncze spółki, problemów z obsługą zobowiązań czy wreszcie bankructwa, lepszym od bezpośrednich inwestycji rozwiązaniem wydaje się wybór funduszu o dobrze zdywersyfikowanym portfelu, a także stopniowa akumulacja w miejsce jednorazowej inwestycji, zwłaszcza o istotnym udziale w portfelu.