Upadłość Lehman Brothers sprawiła, że na rynku kompletnie wyparowało zaufanie, a wraz nim – przepływ pieniądza od tych, którzy go mieli do tych, którzy go potrzebowali. Nie chodziło o to, że konsumenci nie mogli wziąć telewizorów na raty; chodziło o to, że firmy nie miały jak pokrywać swoich bieżących zobowiązań (co dzieje się często na kredyt): płacić za surowce i robić przelewy z pensjami. Dosadnie wyraził to ówczesny szef Banku Rezerwy Federalnej Ben Bernake próbując zmobilizować polityków do działania: bez żadnej reakcji „nie będziemy mieli gospodarki”.

Szefostwo Lehman Brothers po upadku banku praktycznie zapadło się pod ziemię. Chociaż żaden z najwyższych rangą menedżerów nie poszedł do więzienia, to żaden też nie pełni dzisiaj żadnej, eksponowanej roli w międzynarodowych finansach.

Dlaczego żaden z pracowników banku nie został oskarżony?

W największym skrócie: ponieważ zarówno prokuratorzy federalni, jak i Federalne Biuro Śledcze (FBI) oraz Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) doszły do wniosku, że nie mają wystarczających dowodów na to, że bankierzy popełnili przestępstwo. A bez dowodów nie mieli co liczyć na skazujące wyroki.

Najdłużej przy sprawie grzebała ośmioosobowa grupa dochodzeniowa z SEC. Jak ustalił pięć lat po upadłości banku „New York Times”, jeszcze w 2011 r. ówczesna szefowa Komisji Mary Shapiro naciskała na swoich podwładnych, aby mimo wszystko zdecydowali się postawić pracownikom Lehman Brothers zarzuty. „Nie rozumiem tego i świat też tego nie zrozumie”, miała powiedzieć podczas spotkania z Georgem Canellosem, który jako szef nowojorskiego biura SEC nadzorował śledztwo, „dlaczego wciąż nie mamy sprawy?
Canellos stał jednak na stanowisku – nie wszyscy w SEC się z tym zgadzali – że Komisja nie ma wystarczających dowodów przestępstwa. Uważał, że przed sądem nie da się udowodnić, jakoby bankierzy celowo wprowadzili inwestorów w błąd wykazując jeszcze na parę dni przed upadłością, że Lehman Brothers jest w niezłej kondycji. Ślepą uliczką okazała się być także sztuczka księgowa (zwana „Repo 105”), wobec której przez jakiś czas żywiono nadzieję, że może być punktem zaczepienia dla sprawy w sądzie. Ostatecznie jednak Canellos i współpracownicy doszli do wniosku, że mieściła się ona w granicach dopuszczalnych praktyk księgowych.

Ponieważ w sprawach finansowych Departament Sprawiedliwości zazwyczaj zdaje się na SEC, toteż niechęć Komisji do postawienia zarzutów bankierom ukręciła również łeb dochodzeniom prowadzonym przez prokuraturę i FBI. Co ciekawe jednak, ani Departament, ani SEC nie opublikowały nigdy oficjalnego uzasadnienia dla zamknięcia śledztw w sprawie menedżerów Lehman Brothers. Prawdopodobnie z obawy przed ostrą reakcją opinii publicznej.

W grę wchodził też czynnik ludzki. Prokuratorzy skarżyli się dziennikarzom „NYT”, że wytłumaczenie ławie przysięgłych sztuczek księgowych byłoby niezwykle trudne. Nauczką była przegrana sprawa z 2009 r., w której ława przysięgłych uznała niewinnymi Ralpha Cioffiego i Matthew Tannina, dwóch menedżerów innego, upadłego banku – Bear Sterns – którm prokuratorzy postawili zarzut wprowadzenia inwestorów w błąd.

Nawet gdyby ktoś teraz chciał ukarać „banksterów” z Lehman Brothers, jest to już niemożliwe. Minął bowiem termin, w którym można było przedstawić im zarzuty.

Czy Lehman Brothers musiał w ogóle upaść?

Oficjalna narracja osób, od których zależało, czy Lehman Brothers przeżyje jest następująca: w 2008 r. nie było przepisów, które pozwalałyby Bankowi Rezerwy Federalnej (Fed) pomóc Lehman Brothers. Tak utrzymują zarówno ówczesny prezes Fedu Ben Bernake, jak i jego podwładny, szef nowojorskiego oddziału banku Timothy Geithner. Podobnego zdania jest pełniący w 2008 r. funkcję sekretarza skarbu Henry Paulson.

Im więcej czasu mija od tych wydarzeń, tym więcej osób kwestionuje tą narrację (np. ekonomista Laurence Ball w książce „The Fed and Lehman Brothers” czy Lawrence McDonald w książce „A Colossal Failure of Common Sense: The Inside Story of the Collapse of Lehman Brothers”).

Geithner mówił po latach, że Lehman Brothers był w tak opłakanym stanie, że bank nie miał czego dać w zastaw ewentualnej pożyczki od Fedu - czego wymagała ustawa regulująca jego działalność. Tymczasem analitycy nowojorskiego oddziału banku centralnego w kluczowy weekend 13 i 14 września - kiedy ważyły się losy Lehman Brothers - doszli do wniosku, że nie było aż tak źle. Ostatecznie informacja ta nie dotarła do ich szefa, bo był zbyt zajęty gaszeniem kolejnego pożaru – tym razem chodziło o problemy firmy ubezpieczeniowej AIG. Kiedy więc w niedzielę 14 września wieczorem Bernake zadzwonił do Geithnera z pytaniem, czy Fed może pożyczyć Lehman Brothers pieniądze, odpowiedź brzmiała: nie. Bank centralny wyłoży pieniądze, które następnego dnia inwestorzy będą chcieli z banku odzyskać. Katastrofa wizerunkowa i w sztuce nadzoru finansowego.
Argument prawny wydaje się być naciągany także z tego powodu, że – według „New York Timesa” - publicznie Bernake, Geithner i Paulson zaczęli go używać dopiero miesiąc po upadłości Lehman Brothers. Spadła na nich wtedy fala krytyki za to, jaki wstrząs w gospodarce wywołał zgon banku (kompletne zamrożenie rynku kredytowego). Dość szybko okazało się też, że innym bankom władza pomaga bardzo chętnie, co tylko wzmocniło podejrzenia, że decyzja o zatrzaśnięciu drzwi przed Lehman Brothers nie była umotywowana wyłącznie makroekonomicznie czy prawnie.

Oczywiście zawsze pozostaje argument moralny: rynek musiał otrzymać sygnał, że rząd nie pomoże każdej instytucji w tarapatach. Moralna analiza wymaga jednak wzięcia pod uwagę także konsekwencji takiej nauczki.

Richard Fuld, Prezes

„Goryl z Wall Street” nigdy publicznie nie wziął odpowiedzialności za upadłość Lehman Brothers. Siedem miesięcy po upadku Lehman Brothers założył firmę doradczo-inwestycyjną Matrix Advisory, gdzie pomaga inwestować klientom prywatnym i firmom. Zarządza majątkiem o wartości 200 mln dol., co czyni z niego branżową płotkę. W lobby firmy Fuld kazał powiesić obrazek z napisem: „To było wtedy, a to jest teraz”.

Finansowo 72-letni Fuld musi mieć się nieźle, chociaż w 2009 r. sprzedał swój apartament na Manhattanie za 25 mln dol. Jak wykazali w analizie raportów dla Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, prezes w latach 2000-2008 zainkasował 60 mln dol. pensji. Sprzedawał także akcje swojej firmy, które również stanowiły element jego uposażenia. Te transakcje okazały się być znacznie bardziej lukratywne i przyniosły mu łącznie 461 mln dol. Jeśli kogoś to pocieszy, w momencie bankructwa banku Fuld miał jeszcze 10 mln akcji, które w szczytowym okresie były warte ponad 80 dol. za sztukę. Koło nosa przeszło mu więc ponad 800 mln dol.

Były prezes rzadko ryzykuje wystąpienia publiczne, chociaż zgodził się na udział w konferencji o finansach w Nowym Jorku w 2015 r. Powtórzył tam, co powtarza od lat: jego bank był do odratowania, a wina za kryzys leży po stronie chciwych klientów. Uraczył nawet zgromadzonych kilkoma bonmotami, w tym aby „potrafili otworzyć swoje serce, kochać i być kochanym”, a także „szukać równowagi między życiem a śmiercią”.

Zapytany przez jednego ze zgromadzonych, dlaczego – skoro nie przyczynił się do upadku banku – po wszystkim nie odjechał po prostu w kierunku zachodzącego słońca, odparł: „Weź się wypchaj”.

Erin Callan, Dyrektor finansowa

Kiedy Callan otrzymała propozycję objęcia stanowiska szefa od finansów Lehman Brothers w 2007 r. – a więc wtedy, kiedy grunt zaczął się palić bankierom pod nogami – część pracowników firmy uznała, że Fuld i Gregory oszaleli. Callan, chociaż była bardzo ambitna, nie miała jednak wykształcenia księgowego (była specjalistką od prawa podatkowego). Stała się jednak miłą buzią sypiącego się banku, kiedy zapewniała na małym ekranie inwestorów, że finanse Lehman Brothers mają się świetnie. Jeden z pracowników złośliwie zauważył nawet, że w telewizji pojawiała się częściej niż Lisa Kudrow z serialu komediowego „Przyjaciele”.

Callan na stanowisku nie dotrwała do końca. Na trzy miesiące przed upadkiem firmy, na skutek silnej wewnętrznej presji na zmiany w kierownictwie została zwolniona. Zaliczyła wtedy krótki epizod w Credit Suisse, ale ostatecznei zaszyła się w swoim domu na Long Island, który kupiła w 2005 r. za 3,9 mln dol.

Obecnie nie pracuje. Mieszka ze swoim drugim mężem, emerytowanym strażakiem Anthonym Montellą (sympatią jeszcze z czasów liceum) oraz córką. W 2016 r. wydała pamiętnik („Full Circle: A memoir of leaning in too far and the journey back”), w którym przestrzega kobiety, aby nie poświęcały życia rodzinnego dla kariery.

Joseph Gregory, Dyrektor operacyjny

Numer 2 w banku, w którym przepracował 30 lat. Lawrence McDonald, b. pracownik Lehman Brothers w książce „A Colossal Failure of Common Sense” mówi, że Gregory był wiernym pułkownikiem Fulda i jednym z ekipy „yes-manów” – czyli po prostu potakiwaczy bez własnego zdania, którymi prezes banku otoczył się na przestrzeni lat i którzy nie ważyli się mu sprzeciwić. Rola ta musiała Gregory’emu odpowiadać, bo jako numer dwa w banku robił naprawdę niezłe pieniądze. Były mu potrzebne do tego, żeby mógł utrzymywać dość ekstrawagancki styl życia. Do pracy latał helikopterem, ale warto dodać, że był to jego prywatny. Za to służbowym odrzutowcem wysyłał swoją żonę na zakupy do Los Angeles.

Christopher O'Meara, Dyrektor ds. ryzyka

Chociaż takie było ostatnie stanowisko, jakie O’Meara pełnił w Lehman Brothers, wcześniej był odpowiedzialny za finanse firmy – a konkretniej, był poprzednikiem na stanowisku dyrektora ds. finansowych Erin Callan. Postawienie go na czele oceny ryzyka wywołało wewnątrz firmy dokładnie takie samo zdziwienie, jak promocja koleżanki na szefa od finansów. O’Meara z wykształcenia był księgowym i temu poświęcił większość swojej kariery. O wycenie ryzyka poszczególnych aktywów wiedział tyle, co o pszczelarstwie. W opinii ówczesnych pracowników banku jego „awans” był ostatecznym dowodem, że najlepiej dla firmy byłoby, gdyby Fuld i Gregory odeszli.

O’Meara wciąż pracuje w branży. Po katastrofie Lehman Brothers znalazł się w części wykupionej przez japoński konglomerat finansowy Nomura. Później zahaczył o szwajcarski UBS. Obecnie jest prezesem singapurskiej firmy inwestycyjnej Conduit Securities.

Magazyn 14.09.2018

Magazyn 14.09.2018

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tom Russo, Dyrektor ds. prawnych

Podczas wywiadu w 2005 r. Russo powiedział dziennikarzowi, że zanim zabierze się za cokolwiek, zawsze zastanawia się: czy robię wszystko, co w mojej mocy? „Jeśli dobrze ci z tym, co robisz, to nagrodą jest wewnętrzny spokój”. Otwarte pozostaje pytanie, czy patrząc wstecz na ostatnie lata w Lehman Brothers ma wrażenie, że zrobił wszystko, co w jego mocy. Jako główny prawnik firmy musiał bowiem uczestniczyć w szukaniu kancelarii prawnej, która przyklepałaby pewną sztuczkę księgową, dzięki której bank wydawał się być mniej zadłużony niż był w rzeczywistości.

W niedzielę wieczorem 14 września 2008 r., kiedy okazało się, że Lehman musi upaść, na pewno zrobił, co było w jego mocy: wykonał telefon do jednego człowieka, który mógł to jeszcze powstrzymać, Timothy’ego Geithnera. Szefa nowojorskiego Fedu jednak nie odbierał, toteż następnego dnia bank ogłosił koniec działalności.
Russo później pracował dla AIG, gdzie negocjował m.in. zakończenie rządowego bailoutu firmy. Obecnie skupił się na pracy naukowej.