Jedna czwarta wszystkich lasów w Polsce to lasy prywatne. Biorąc pod uwagę, że całość liczy ok. 9,5 mln ha, to olbrzymi areał. Jednak właściciele nie czerpią niemal żadnych korzyści ze swojego majątku...

Problem w tym, że właśnie prywatne lasy są bardzo zaniedbane. Rosną sobie, jak chcą, w większości nikt ich nie pielęgnuje, nie prowadzi na nich gospodarki leśnej. Nie dba o to, aby były zdrowe, silne, różnorodne biologicznie. Nie ma więc z nich za wielkiego pożytku – no, chyba że dla złodziei, którzy pustoszą te prywatne rewiry, wycinając nielegalnie drzewa – bo też zazwyczaj nikt tych obszarów nie pilnuje.

Wiele maleńkich działek

Dzieje się tak głównie z tego powodu, że ten wielki obszar porośnięty przez drzewa jest podzielony na maleńkie spłachetki. Na jednego właściciela przypada pół, góra półtora hektara. Inna sprawa, że tych właścicieli nikt dobrze nie policzył – może być ich od 900 tys. do 2 (albo jeszcze więcej) mln. Znaczna część z nich to osoby w podeszłym wieku, niebędące w stanie zadbać o swoją własność. Wiele jest też takich osób, które wyjechały do miast, mają własne sprawy, nie interesują się spuścizną odziedziczoną po przodkach.

OPINIA EKSPERTA

Pomysł wart rozważenia

Grzegorz P. Kubalski Związek Powiatów Polskich

Grzegorz P. Kubalski Związek Powiatów Polskich

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Idea powołania izb leśnych jest godna rozważenia. Państwo – ze względu zarówno na treść konstytucji, jak i zasady funkcjonowania społeczeństwa – powinno być oparte na zasadzie subsydiarności. Władza publiczna powinna interweniować dopiero w sytuacji, gdy z określonymi zadaniami nie są w stanie sobie poradzić, czy to sami zainteresowani, czy to grupy społeczne, których są członkami. Określone zadania związane z gospodarką leśną są wykonywane przez starostów właśnie z tej przyczyny, że przekraczały one możliwości poszczególnych właścicieli lasów – zwłaszcza w warunkach bardzo dużego rozdrobnienia własności – a jednocześnie nie istniały organizacje, które zadania te mogłyby wykonywać. Gdyby izby leśne były w stanie to czynić, to nie byłoby przeszkód do przekazania im do realizacji określonych zadań. Zauważyć przy tym należy, że nie mogłoby to dotyczyć zadań związanych z nadzorem nad gospodarką leśną. Nadzór taki powinien jednak pozostać w gestii administracji publicznej.

Przekazanie określonej części środków Funduszu Leśnego – proporcjonalnej do przekazanych im zadań – nie budziłoby większych zastrzeżeń. Znacznie bardziej kontrowersyjna jest propozycja przekazywania do ich dyspozycji 10 proc. podatku leśnego. Przypomnieć należy, że podatek leśny jest podatkiem majątkowym związanym z własnością gruntów leśnych. Trudno znaleźć racjonalne aksjologiczne uzasadnienie do wprowadzenia w praktyce częściowego zwolnienia podatkowego – bo przeznaczenie tych środków na usługi świadczone przez izby leśne na rzecz właścicieli lasów w praktyce miałoby taki charakter. 

Ze statystyk wynika, że gospodarstwo leśne będące własnością prywatnych osób ma średnio 1–1,3 ha. Większe działki są rzadkością, natomiast zdarzają się i takie, które trudno nazwać działkami. W nadleśnictwie Sarnaki leżącym na terenie zarządzanym przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Lublinie jest np. sporo takich, które mają po 25 cm szerokości, za to ok. 2 km długości. – Czy na takim zagonku można uprawiać coś innego poza marchewką albo ziemniakami? – pyta retorycznie jeden z leśników, który woli zachować anonimowość. Bo trudno uprawiać tam drzewa, biorąc pod uwagę choćby to, że pień 80- czy 100-letniego okazu (a takie dopiero osiągają wiek rębności) ma dużo większą średnicę.

Dlatego, choć tyle lasów jest prywatnych, nie przynoszą one właścicielom korzyści, jedynie generują koszty, np. podatek leśny. Obowiązki w tym zakresie określa rozporządzenie ministra finansów z 30 grudnia 1999 r. w sprawie trybu składania zgłoszeń identyfikacyjnych oraz aktualizacyjnych przez podatników podatku rolnego, leśnego i od nieruchomości (Dz.U. nr 111, poz. 1291).

Prywatne lasy są też źródłem łatwego zarobku dla specjalizujących się w kradzieży drewna złodziei, którzy dysponują specjalistycznym sprzętem (w przeciwieństwie do prawowitych właścicieli). Wycinają oni drzewa i wprowadzają pozyskany nielegalnie produkt do szarej strefy. A na drewno jest na rynku spore zapotrzebowanie.

Szukanie rozwiązania

Od kilku lat środowisko właścicieli lasów prywatnych zaczęło się aktywizować i konsolidować. Powstało kilkanaście stowarzyszeń, które ich skupiają, część z nich weszła do szerszej organizacji, jaką jest Polski Związek Zrzeszeń Leśnych. Zaczęły się też pojawiać inicjatywy, które mają pomóc prywatnym właścicielom w gospodarowaniu w ich lasach i zarządzaniu nimi. Ostatnio Stowarzyszenie Leśników i Właścicieli Lasów Prywatnych zaproponowało, aby utworzyć – na wzór izb rolniczych – izby leśne.

– Jeśli ludzie mający lasy mogliby się grupować w izbach leśnych, jak rolnicy w izbach rolniczych, byłoby to przedsięwzięcie na dużo większą skalę niż dotychczasowe inicjatywy i dające dużo większe możliwości – mówi Stefan Traczyk, prezes Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów. Jak dodaje, rozwiązanie w postaci izb leśnych daje także większe pole manewru z powodu rozwiązań prawnych, w tym choćby zwiększa możliwości znalezienia finansowania (patrz rozmowa).

Sprawa zaczęła się rozkręcać. W Sejmie w najbliższym czasie ma się odbyć konferencja naukowa na ten temat.

Tygodnik 18.05.

Tygodnik 18.05.

źródło: GazetaPrawna.pl

Lasy akceptują, resort milczy

Pomysł spotkał się ze wstępną aprobatą Lasów Państwowych. Jak powiedziała w rozmowie z DGP rzeczniczka LP Anna Malinowska, po spotkaniach z przedstawicielami samorządu prywatnych właścicieli leśnych ustalono, że prace nad pomysłem będą procedowane. W ciągu najbliższego roku należy wykonać badania w środowisku, aby zorientować się, ile osób byłoby zainteresowanych przystąpieniem do izb leśnych. Kolejne zadanie to analiza ustaw regulujących kwestie leśne w Polsce, a potem zaproponowanie stosownych poprawek. Sporo wysiłku będzie trzeba włożyć w akcję edukacyjną i informacyjną.

Ministerstwo Środowiska, któremu podlegają wszystkie lasy, na razie zachowuje pozycję dystansu i wyczekiwania. W odpowiedzi na nasze pytania stwierdziło, że jak zostaną mu przedłożone konkretne propozycje, to się do nich odniesie. Z nieoficjalnych rozmów z osobami zbliżonymi do MŚ wynika jednak, że resort jest przychylny nowej idei. Natomiast nie będzie zajmował stanowiska przed wyborami samorządowymi. 

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA>>