Według klasyfikacji branżowej Głównego Urzędu Statystycznego na przemysł chemiczny składają się: produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych, produkcja wyrobów farmaceutycznych, produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych oraz produkty rafinacji ropy naftowej. Identyfikując przemysł chemiczny poprzez firmy, do tej branży zalicza się na przykład PKN Orlen, największą pod względem przychodów korporację w Europie Środkowo-Wschodniej, Grupę Azoty, jedną z kluczowych grup kapitałowych branży chemicznej w Europie, Synthos, największego wytwórcę syntetycznego kauczuku na Starym Kontynencie, czy producentów opon samochodowych – Dębicę i olsztyński Stomil.

Ale obok największych grup kapitałowych, które wytwarzają głównie wysokotonażowe chemikalia w podstawowych formach, w chemii działa ponad 10 tys. mniejszych podmiotów zajmujących się głównie przetwórstwem.

W zeszłym roku na branżę chemiczną przypadło 17 proc. produkcji sprzedanej krajowego przemysłu. Zatrudniała na koniec grudnia 2016 r. 292 tys. osób, ustępując pod tym względem jedynie przemysłowi spożywczemu i produkcji metali oraz wyrobów z metali.

Szybki rozwój, wysokie stopy zwrotu

Z przemysłem chemicznym nierozerwalnie związane są praktycznie wszystkie sektory gospodarki. Branża dostarcza im wielu komponentów, a produkty chemiczne obecne są w każdej dziedzinie życia. Wyprodukowanie chleba wymaga użycia nawozów, środków ochrony roślin i środków biobójczych. Sprzedawaną na wynos kawę nakrywamy wieczkiem z polistyrenu, papier, z którego zrobiono kubek, zawiera związki chemiczne, a napisy na nim mają kolor dzięki barwnikom. Bez przemysłu chemicznego nie mielibyśmy samochodów, pełne wyrobów z tworzyw sztucznych są nasze mieszkania.

Coraz szersze zastosowanie wyrobów przemysłu chemicznego to jeden z powodów, dla którego branża rozwija się szybciej niż cały krajowy przemysł. Średnioroczne tempo wzrostu produkcji sprzedanej segmentu chemicznego (z wyłączeniem paliw) w latach 2010–2016 wyniosło 6,7 proc. Tymczasem cały przemysł rósł w tym czasie w tempie 3,8 proc. rocznie.

– Można z całą stanowczością stwierdzić, iż przemysł chemiczny staje się fundamentem bezpieczeństwa strategicznego, zwłaszcza w kontekście gospodarczym, a także poprzez zabezpieczenie podstawowych potrzeb państwa i jego mieszkańców – mam tu na myśli na przykład żywność, energetykę czy produkty farmaceutyczne. W praktyce więc przemysł chemiczny dziś jest nie tylko samodzielną, ale zdecydowanie jedną z najważniejszych gałęzi przemysłu, bez której inne branże praktycznie nie byłyby w stanie funkcjonować – mówi dr Wojciech Wardacki, prezes zarządu Grupy Azoty.

Odbiciem szybkiego rozwoju branży chemicznej jest wzrost kursów akcji spółek chemicznych notowanych na warszawskiej giełdzie. Od końca 2010 r. notowania Grupy Azoty poszły w górę o ponad 100 proc., kurs akcji Synthosu wzrósł w tym czasie o 60 proc., specjalizujący się w produkcji sody Ciech podrożał o 120 proc., a notowania produkującego poliole, chloroalkalia i systemy poliuretanowe PCC Rokita wzrosły o 160 proc. od giełdowego debiutu w czerwcu 2014 r.

Azjatycki cień

Branża jest także czołowym eksporterem – niemal 75 proc. produktów wytwarzanych w segmencie chemicznym (bez paliw) sprzedawane jest na rynkach zagranicznych. Eksportujemy w pierwszej kolejności do Niemiec. Na tamtejszym rynku polska chemia sprzedała w zeszłym roku towary o wartości niemal 7 mld euro. Jesteśmy silnie obecni także w innych największych krajach Unii – we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii. W przypadku największych krajowych firm około połowy przychodów ze sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych. Jedną z naszych eksportowych specjalności są opony. W zeszłym roku sprzedaliśmy ich na rynkach zagranicznych za niemal 7 mld zł. Łączna wartość eksportu sięgnęła 81 mld zł.

Import był jednak jeszcze większy i przekroczył w 2016 r. 100 mld zł. Deficyt w handlu jest przede wszystkim efektem tego, że sprowadzamy coraz więcej towarów chemii masowej. To jeden z tych obszarów branży, w którym globalna konkurencja jest coraz silniejsza, a Unia Europejska nie zawsze w tej dziedzinie nadąża. Jej udział w światowych przychodach segmentu chemicznego spadł w ciągu dwóch dekad z 32 proc., do 15 proc. w 2015 r. Centrum przemysłu chemicznego stopniowo przenosi się do Azji, gdzie niższe są koszty produkcji, a jednocześnie dużo mniej dolegliwe regulacje, związane na przykład z polityką klimatyczną.

– Europa ma ograniczony dostęp do ropy naftowej i gazu, czyli dwóch podstawowych surowców. Ich koszty są dla firm z Unii 2–3 razy wyższe niż dla przedsiębiorstw amerykańskich czy bliskowschodnich, które mają dostęp do surowców na miejscu. To ma znaczenie przede wszystkim na rynku produktów masowych, gdzie w pierwszej kolejności liczy się cena. Ale to nie znaczy, że produkcja chemiczna na Starym Kontynencie nie ma sensu – mówi Łukasz Zalicki, partner w firmie doradczej EY, jeden z autorów raportu poświęconego branży chemicznej. – Mamy wciąż w Europie najlepsze centra badawczo-rozwojowe, które pozwalają tutejszym firmom tworzyć nowe produkty, ulepszać użyteczność już istniejących czy tworzyć nowe produkty lub ich kompozyty. Ucieczka w innowacje to dla europejskich firm podstawowy sposób, żeby utrzymać się na rynku globalnym. W dalszej kolejności wymieniłbym ciągłe dążenie do operacyjnej doskonałości i poszukiwanie możliwości współpracy z innym przedsiębiorstwami z branży. Tworzenie klastrów to coraz częściej stosowana przez firmy chemiczne praktyka – dodaje ekspert EY.

Polski przemysł chemiczny

Michał Wójcik

e-mail: dgp@infor.pl


PARTNER