statystyki

Od zera do zbawiciela: Nowoczesny kapitalizm skuteczniej niż ambitne programy polityczne rozwiązuje problemy społeczne

autor: Sebastian Stodolak16.09.2017, 16:30
Dodajmy: światu potrzeba całego mnóstwa małych poszukiwaczy bardziej niż wielkich reformatorów z wizją.

Dodajmy: światu potrzeba całego mnóstwa małych poszukiwaczy bardziej niż wielkich reformatorów z wizją.źródło: ShutterStock

Nowoczesny kapitalizm skuteczniej niż ambitne programy polityczne rozwiązuje problemy społeczne i znosi potrzebę istnienia gospodarczej lewicy.

Reklama


Nie jest szczególną nowością uwaga, że na świecie powszechnie marnuje się jedzenie. Według Federacji Polskich Banków Żywności wyrzucamy ok. 9 ton artykułów spożywczych rocznie, w tym dwie trzecie już w trakcie produkcji (to w większości odpadki), z domów wynosimy na śmietnik 2 mln ton, a w trakcie dystrybucji przepada 0,35 mln tony. Dlaczego o tym piszę?

Przypadek chciał, że jadąc na tegoroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy, zabrałem ze sobą autostopowicza, któremu świadomość skali marnotrawstwa żywności nie daje spokoju. – Boli mnie, że na Zachodzie marnujemy tyle jedzenia, zważywszy, jak wiele ludzi na ziemi żyje w nędzy. Coś tu szwankuje i zamierzam to przynajmniej w części naprawić – zapowiedział idealistycznie, a ja pomyślałem, że to kolejny oderwany od rzeczywistości przedstawiciel jakiejś organizacji pozarządowej. Myliłem się.

Michał Nowak okazał się założycielem i szefem Outletu Spożywczego, firmy, która na zidentyfikowanym przez niego zjawisku chce zwyczajnie zarabiać. Szlachetne intencje łączy z biznesem.

Mentalna (r)ewolucja

– Jesteśmy pośrednikiem między tymi, którzy mają na zbyciu żywność o zbliżającym się terminie przydatności do spożycia – np. supermarketami, a tymi, dla których to nie ma znaczenia, bo od razu ją konsumują, np. firmami cateringowymi, stołówkami szkolnymi itd. – tłumaczy Nowak. Brzmi logicznie. Zwłaszcza że politycy przymierzają się do zakazania dużym sklepom wyrzucania przydatnej jeszcze żywności, w wyniku czego jego początkująca dopiero firma (dwa lata na rynku) może złapać porządny wiatr w żagle. Nowak uważa jednak, że nakazy i zakazy świata nie naprawią – tylko zrobią to prospołecznie zorientowani przedsiębiorcy.

W takim podejściu – co sobie uświadomiłem w trakcie naszej długiej rozmowy – nie jest osamotniony. Mentalność młodych przedsiębiorców w ciągu ostatnich dekad ewoluuje: wielu z nich nie chodzi już o karierę od zera do milionera, a o karierę od zera do zbawiciela. Chcą naprawiać świat, podobnie jak niektórzy politycy – tyle że są w tym skuteczniejsi.

Firmy społeczne, czyli takie, które nie tylko dopisały sobie jakąś społeczną misję do działalności, ale które działalność od misji zaczynają, nie są zjawiskiem marginalnym. Magdalena Krukowska w artykule „Biznes społecznie wpływowy”, opublikowanym w Obserwatorze Finansowym, podaje, że w samej tylko Europie „firm społecznych” jest ok. 2 mln (a zatrudniają ponad 6 mln osób), co daje aż 10 proc. wszystkich przedsiębiorstw w UE. Cytuje także badania Deloitte „Millennial Survey 2016”, z których wynika, że „dla młodego pokolenia w biznesie ważniejsza jest koncentracja na człowieku – pracowniku, kliencie – niż na zysku”.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Komentarze (5)

  • adekwatny komentarz(2017-09-16 17:09) Zgłoś naruszenie 44

    Co za przemiana. Nie chcą zarabiać na mieszkanie, auto, dobre życie. Chcą pracować dla dobra ludzkości. Pan Sebastian Stodolak opowiada klituś bajduś. Firma jest po to aby zarabiać. Trzeba opłacać ZUS, podatki, mieszkanie no i jedzenie dla siebie i rodziny, Kapitalizm z bankierami to najlepiej przeprowadził demonetyzacja w Indiach. Skuteczny zaś najbardziej jest na bliskim wschodzie.USA to kapitalistyczny kraj. U władzy są bankierzy. Najlepiej USA pomaga ludziom po huraganach np. Katrina i tych ostatnich.

    Odpowiedz
  • mam ten kraj w tyle(2017-09-16 19:23) Zgłoś naruszenie 43

    Zakazać dzieciom jadać w stołówkach, dziadostwo nadchodzi i omijać firmy cateringowe

    Odpowiedz
  • Janek(2017-09-17 10:33) Zgłoś naruszenie 21

    Jakby świat był urządzony normalnie, to gospodarka byłaby skoncentrowana na zaspokajaniu potrzeb, a nie na maksymalizowaniu zysków, a jeśli jakieś firmy nie działają dziś przede wszystkim dla zysku, to jest to może nie istotny margines, bo w kapitalizmie zysk jest „bogiem”. Niestety kapitalizm (zwany dziś eufemistycznie gospodarką rynkową) potrzebuje, jak każdy z nas powietrza, popytu! Dlatego powinniśmy więc jak najwięcej kupować, w tym między innymi jak najczęściej wymieniać telewizory, lodówki, pralki, smartfony itp., nawet jak tego wcale nie potrzebujemy, a nachalna reklama tak nami manipuluje, żebyśmy uwierzyli w te brednie, że takie są nasze potrzeby, no i... póki co niewiele da się zrobić! Dla mnie jest oczywiste, że drogą do prawdziwego dobrobytu jest... ograniczenie konsumpcji. Kupujemy bowiem mnóstwo rzeczy, które tak na prawdę są nam nie potrzebne, co oczywiście jest bardzo korzystne dla gospodarki, ale nie tworzy dobrobytu. Mnóstwo ludzkiej pracy i innych zasobów jest tak na prawdę marnotrawione na produkcję np. różnym gadżetów, bez których moglibyśmy się doskonale obyć. No, ale z tego bierze się PKB, wzrost gospodarczy, spadek bezrobocie etc., a przy okazji musi występować znaczna polaryzacja ekonomiczna społeczeństwa, przy czym najwięcej zarabiają nie ci, którzy wykonują jaką użyteczną pracę, tylko ci,którzy potrafili wykorzystać rynkowe instrumenty dla osiągania zysków. W obecnym systemie się inaczej nie da. Trzeba by najpierw wymyślić system alternatywny, który nie byłby ustrojem totalitarnym, no i znaleźć sposób na przekonanie możnych tego świata (którzy są przecież beneficjentami obecnego systemu!), że trzeba go wdrożyć w życie. Wtedy moglibyśmy mniej pracować, mniej produkować (bo po cholerę nam aż tyle ciuchów, smartfonów, telewizorów, lodówek, pralek itd.?), mielibyśmy więcej czasu dla siebie, mniej stresu, więcej dobrego, szczęśliwego życia. Ale nie wiem, czy nie byłoby już łatwiej np. podzielić przez zero, albo zbudować jakieś kwadratowe koło... A więc jesteśmy skazani, póki co, na to, ze jakiś cwaniaczek potrafiący dobrze kręcić i kombinować, albo, nie przymierzając, tzw. celebryta nic pożytecznego nie robiący, będą zarabiać krocie, a my – nieudacznicy, mamy ciężko pracować na ten cały system, zadowalać się skromnymi pensjami i jak najwięcej kupować, także tego, co nam nie jest potrzebne, żeby rósł PKB...

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Klapa (2017-09-16 19:18) Zgłoś naruszenie 04

    Co za brednie

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane

Reklama