Szahaj: Królestwo tandety jest nieuchronnym rezultatem procesu stopniowej degrengolady płacowej kapitalizmu

autor: Andrzej Szahaj12.08.2017, 11:00

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W programach radiowych, prasowych tekstach i wywiadach, z którymi od czasu do czasu przychodzi mi się zapoznać, pojawia się interesujący wątek związany z problemem ewentualnych regulacji rynku kapitalistycznego. Ostatnio dzieje się tak często w związku z inwazją Ubera i reprezentowanego przez niego „modelu biznesowego”, jak to określają niektórzy ekonomiści. Oto, gdy tylko w dyskusji pojawia się głos, z reguły nieśmiały, nawołujący do tego, by jednak poddać tego typu aktywność pewnym regulacjom, które mogłyby spowodować, że szanse różnych podmiotów na rynku zostałyby wyrównane (taksówkarze stoją dziś na z góry przegranych pozycjach), natychmiast pojawia się kontrgłos, że przecież dzięki Uberowi i tego typu „modelom biznesowym” konsument dostaje pewne usługi taniej. Jeśli ktoś domaga się regulacji, to chce, aby było drożej. I w ten prosty sposób zamyka się usta wszelkim krytykom uberyzacji gospodarki. Zbyt pospiesznie i niemądrze.

Reklama


Zapomina się, że sprawa ta ma różne aspekty. Przede wszystkim wypada się zastanowić, czy naprawdę kryterium jak najniższej ceny dla potencjalnego konsumenta jest rozsądne i do czego prowadzi jego konsekwentne stosowanie. Łatwo się domyśleć, że będę argumentował na rzecz tezy, która mówi, że kryterium owo ma ciemne strony i jego zastosowanie wywołuje opłakane skutki. Dowcip polega na tym, że jego konsekwentne zastosowanie sprzyja narodzinom „śmieciowego kapitalizmu”, przez który rozumiem kapitalizm produkujący głównie tandetne produkty dla mało wymagającego konsumenta, który jest zatrudniony na śmieciowych umowach o pracę, niepewny swej przyszłości i zdany na kaprysy pracodawcy. Stanowi więc pewien szczególny przypadek konsekwentnej drogi na dno, zarówno jeśli chodzi o produkty, jak i warunki pracy i płacy.

Twierdzę zatem, że drugą stroną tanich produktów jest wciąż pogarszająca się sytuacja pracowników. I nie jestem w tym twierdzeniu odosobniony, pogląd ten coraz bardziej się rozpowszechnia. W czym rzecz? Ano w tym, że tani produkt to rezultat taniej pracy. Rzecz ta jest dziś ewidentna zarówno w wymiarze pracy krajowej (niskie ceny w Polsce, z których jesteśmy tak dumni, to druga strona bardzo niskich płac), jak i globalnym (tanie produkty odzieżowe to druga strona półniewolniczej pracy w Chinach, Wietnamie czy Bangladeszu). Jeśli zatem ktoś w Polsce używa jako rozstrzygającego wszelkie spory ekonomiczne kryterium niskiej ceny, musi pamiętać, że, czy chce, czy nie chce, opowiada się za tym, aby spora część pracowników pozostawała tam, gdzie jest – na płacowym dnie. Przy czym paradoks polega na tym, że często na niskich cenach zależy właśnie im, wszak ich niska siła nabywcza powoduje, że chcą oni kupować jak najtaniej. W ten sposób zaklęty krąg niejako się zamyka: masowy konsument domaga się niskich cen, bo ma niską płacę, a ma niską płacę, bo rynkiem rządzi niska cena.

Ponieważ zaś za niską ceną idzie często niska jakość towarów, można zaryzykować tezę, że wciąż poszerzające się królestwo tandety (śmieciowego jedzenia, jednorazowych sprzętów AGD, niskiej jakości odzieży, lotów, które zamieniają się w torturę z powodu braku miejsca na nogi itd.) jest nieuchronnym rezultatem procesu stopniowej degrengolady płacowej kapitalizmu. Przy czym paradoksalnie degrengolada ta jest witana z radością przez tych, przeciwko faktycznym interesom których działa, co wynika z ich pozycji ekonomicznej. Ponieważ zaś owa sytuacja powszechnego tanienia wszystkiego jest także na rękę tym, którzy zarabiają dobrze albo bardzo dobrze, okazuje się, że nikt nie jest zainteresowany odwróceniem owych procesów drogi na dno.


Pozostało jeszcze 64% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS

Polecane

Komentarze (3)

  • BK Kraków(2017-08-14 08:39) Zgłoś naruszenie 00

    A ja myślę że taksówkarze zapomnieli na czym polega ich zawód - nie można się dodzwonić, a jak już to nie wiadomo kiedy przyjedzie - najczęściej te 5-7 minut przedłuża się do 20, a jak za krótka trasa, to od razu odmawiają. Tu nie chodzi o niską płacę tylko o podejście do klienta i wykonywanie swojej pracy z przyjemnością. Klient prawie zawsze doceni zaangażowanie i odwdzięczy się - co zaprocentuje większymi zarobkami i satysfakcją z pracy.

    Odpowiedz
  • Piotr B(2017-08-13 09:34) Zgłoś naruszenie 00

    Rzecz ta jest dziś ewidentna zarówno w wymiarze pracy krajowej (niskie ceny w Polsce, z których jesteśmy tak dumni, to druga strona bardzo niskich płac)...Słucham ? Jakie niskie ceny w Polsce ? Proszę jechać chociażby do Niemiec i iść do sklepu . Problem w tym że w PL tanio wyprodukowane rzeczy sprzedaje się drogo .

    Odpowiedz
  • BB (2017-08-12 16:12) Zgłoś naruszenie 00

    Jest jeszcze trzeci aspekt. Na pewno nie powierzę swojego życia i zdrowia amatorowi za pośrednictwem kantu biznesowego. Nieważne czy będzie to przewóz ludzi, fryzjer lub kosmetyczka. Jeżeli ktoś za pięć złotych woli aby zamiast koncesjonowanego przewoźnika wiózł go amator pojazdem o niewiadomym stanie, to wolna droga. Przypuszczam iż początkowy zachwyt minie, i ludzie pójdą po rozum do głowy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama