Jak tłumaczyć ten nagły wzrost troski o to, by powiadomić konsumentów, że produkt może być dla nich groźny? – To skutek tego, że producenci (dystrybutorzy) mają większą świadomość konsekwencji braku takiego powiadomienia – nie ma wątpliwości UOKiK. A chodzi m.in. o kary: prezes UOKiK może nałożyć na przedsiębiorcę karę administracyjną w wysokości do 100 tys. zł.

Efekt przyniosła także nowa polityka urzędu: większe nastawienie na tzw. działania miękkie. – Przedsiębiorcy częściej współpracują z UOKiK i podejmują dobrowolne działania, wypełniają nasze zalecenia i usuwają uchybienia – twierdzi urząd. Świadczy o tym mniejsza liczba produktów wpisanych na listę niebezpiecznych przez prezesa UOKiK. Spadła aż o 50 proc. – z 33 w 2015 r. do 16 w roku ubiegłym.

Dlaczego przedsiębiorcy chcą współpracować? Bo przepisy pozwalają uniknąć kary, kiedy przedsiębiorca wykazuje dobrą wolę. I to nawet wtedy, kiedy prezes UOKiK wszczął postępowanie administracyjne po tym, jak informacja o produkcie trafiła do niego z rynku: od konsumenta czy od konkurenta.

Dlatego zapewne coraz częściej będziemy słyszeć o akcjach wycofania z własnej inicjatywy rozmaitych produktów z rynku. I to nie tylko tak głośnych i spektakularnych, jak ostatnio w przypadku leżaków firmy IKEA. Pod koniec stycznia IKEA ogłosiła, że wycofuje z rynku niebezpieczny produkt: leżak Mysingsö, który – jak informowała – niekiedy może samodzielnie składać się i powodować urazy palców. Do takich wypadków doszło w Finlandii, Niemczech, USA, Danii i Australii. „Wszystkich pięć zgłoszonych incydentów wymagało udzielenia pomocy medycznej” – poinformowała w komunikacie IKEA. Zaapelowała również do polskich klientów, którzy kupili felerny mebel, by oddali go w najbliższym sklepie firmowym, gdzie otrzymają pełen zwrot kosztów zakupu.

W styczniu także Decathlon wycofał hulajnogę z łamiącą się kierownicą, która to wada mogła prowadzić do poważnych urazów. O groźnych defektach ostrzegali ostatnio często również producenci samochodów, m.in. 7 lutego Toyota Motor Poland informowała o groźnych dla użytkowników wadach samochodów modelu Proace, m.in. mogących prowadzić do nieuzasadnionego wybuchu poduszek powietrznych.

Podsumowując: obawa przed wysokimi karami spowodowała, że prezes UOKiK rzadziej musi sięgać obecnie po ostateczność, jaką jest wpisanie przez niego produktu na listę niebezpiecznych. I znów się okazało, że liczy się nie tylko wysokość sankcji, lecz także jej nieuchronność. Przedsiębiorcy już wiedzą, że bardziej opłaca się produkt wycofać z własnej inicjatywy, niż czekać, aż prezes sam to zrobi. Zyskują na tym też konsumenci: wcześniej trafiają do nich ostrzeżenia.

Jak zatem przeprowadzić procedurę wycofania z rynku? Kto jest za to odpowiedzialny? Jakie obowiązki spoczywają na producencie? Jak kłopotliwą sytuację odwrócić na swoją korzyść? O tym na kolejnych stronach.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT W TYGODNIKU E-DGP >>