Nowelizacja ustawy o grach hazardowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 88) wejdzie w życie 1 kwietnia 2017 r. Jednak w ostatnich dniach już się pojawiło w internecie jedno z kluczowych rozwiązań zaproponowanych przez posłów. Tyle że, jak informuje nas Ministerstwo Finansów, nie ma ono tak naprawdę nic wspólnego z nową ustawą. Należy je traktować raczej jako kampanię informacyjno-reklamową przeprowadzaną przez część bukmacherów działających na rynku.

Na podatki cenzura

Zgodnie z dodanym do ustawy hazardowej art. 15f minister finansów będzie prowadził „Rejestr domen służących do oferowania gier hazardowych niezgodnie z ustawą”. Pierwotnie miał się nazywać „Rejestrem stron niedozwolonych”, lecz resort finansów ugiął się pod argumentacją, że już w nazwie nowego rozwiązania powinno zostać wprost wskazane, że będzie ono służyło walce wyłącznie z nielegalnymi bukmacherami, a nie stanie się wstępem do poważniejszej cenzury internetu obejmującej różne branże.

W praktyce przyjęte przepisy mają służyć właśnie cenzurze. Do rejestru minister finansów wpisze bowiem nazwy domen internetowych wykorzystywanych do urządzania nielegalnego hazardu. Czyli na przykład witryny, których używają przedsiębiorcy oferujący polskim klientom zakłady wzajemne, mimo braku krajowego zezwolenia na prowadzenie takiej działalności.

Konsekwencje wpisu będą poważne. Każdy przedsiębiorca telekomunikacyjny świadczący usługi dostępu do internetu będzie bowiem zobligowany do blokowania stron korzystających z domen wskazanych w rejestrze.

Politycy, uchwalając przepisy, nie ukrywali, że liczą, iż dzięki nim rynkowi potentaci wystąpią o zezwolenia. A to się w dostrzegalny sposób przełoży na wpływy podatkowe. Obecnie ubytek we wpływach do budżetu państwa z podatków wskutek działalności bukmacherów nieposiadających licencji szacuje się na 600–700 mln zł rocznie.

Nieuczciwa konkurencja

W ostatnich dniach poruszenie wywołała informacja, że rejestr – pod adresem www.rejestrdomenzakazanych.pl – już powstał. Jako żywo przypomina on witrynę prowadzoną przez państwowy podmiot. W lewym górnym rogu znajduje się nawet godło Rzeczypospolitej. W wykazie znaleźć można 50 nazw domen, które „znajdują się na liście zakazanych”. Brakuje zaś informacji o podmiocie, który rejestr stworzył. Nie bez powodu.

„Dostępna w internecie strona rejestr domen zakazanych.pl to strona prywatna, a nie urzędowa. Ponieważ strona ta nie jest oficjalną stroną Ministerstwa Finansów, resort nie ponosi odpowiedzialności za treści tam prezentowane” – czytamy w ministerialnym komunikacie.

Opublikowany już rejestr rzeczywiście stanowi prywatną inicjatywę. To dzieło jednego ze stowarzyszeń związanych z bukmacherami, którzy posiadają zezwolenia na prowadzenie biznesu nad Wisłą. Jak słyszymy od przedstawiciela jednej z firm, chodzi o uświadomienie społeczeństwu, że za grę u podmiotów bez licencji grożą wysokie kary. I że wspiera się tym samym obcy kapitał.

Nie bez powodu jednak rozmówca nie zgadza się na podanie ani nazwiska, ani nazwy firmy, którą reprezentuje, na łamach.

– Nie budzi wątpliwości, że przekazywane za pośrednictwem rejestru informacje są niekorzystne dla grupy przedsiębiorców i pośrednio stanowią porównanie z inną grupą – w dorozumieniu legalną. Sposób przekazu może naruszać dobre obyczaje kupieckie – wyjaśnia adwokat Dominik Jędrzejko, partner w kancelarii Kaszubiak Jędrzejko oraz autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl. Jego zdaniem więc podmioty, które znalazły się w rejestrze, mogłyby szukać ochrony w przepisach ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 153, poz. 1503 ze zm.). Bądź co bądź od stwierdzania prowadzenia nielegalnej działalności są sądy i organy administracji publicznej, a nie rynkowi konkurenci.

Trudności dowodowe

Czy więc szykuje nam się pasjonujący spór prawny pomiędzy bukmacherami, którzy posiadają zezwolenia, a tymi, którzy nazywani są nielegalnymi? Zdaniem mec. Jędrzejki – to wątpliwe.

Prawnik wskazuje, że to, co wygląda dobrze w przepisach ustawy, nie zawsze sprawdza się w praktyce. I kluczowe może tu się okazać właśnie to, że rejestr formalnie stworzyło stowarzyszenie, a nie żadna firma.

– Poza samą kwalifikacją działania rejestru jako czynu nieuczciwej konkurencji pierwszą trudnością jest dowodowe wykazanie, iż konkretny konkurent ma rzeczywisty wpływ na jego powstanie – tłumaczy ekspert. Urzędnicy musieliby więc wykazać, że uruchomienie kontrowersyjnej witryny odbyło się nawet nie tyle za przyzwoleniem części branży, ile na jej zlecenie lub przy wydatnej pomocy.

– Kolejna kwestia – wyjaśnia Dominik Jędrzejko – związana jest z wręcz niemożliwą do wykazania szkodą. Trudno byłoby bowiem przedsiębiorcom, których domeny zostały umieszczone w wykazie, udowodnić, że ktokolwiek postanowił pod jego wpływem zaprzestać obstawiania zakładów właśnie za pośrednictwem danej witryny.

Inna rzecz, że zdaniem eksperta w tym przypadku można powiedzieć, że ci, których zmęczyła nieuczciwa konkurencja ze strony podmiotów bez zezwolenia, sięgnęli po analogiczne metody. ⒸⓅ

Mało firm, duże pieniądze

Mało firm, duże pieniądze

źródło: Dziennik Gazeta Prawna