Niektórzy analitycy sceptycznie odnieśli się do zawartej w środę umowy o współpracy przy poszukiwaniu gazu z łupków między PGNiG, KGHM, PGE, Tauronem i Eneą.

Wbrew pojawiającym się tezom, że KGHM i energetycy zostali zmuszeni do współpracy z nami, to partnerstwo ma bardzo racjonalne podłoże. Po pierwsze wszystkie te firmy albo już mają bloki gazowe, albo projektują ich budowę, dlatego chcą sobie zapewnić źródło tańszego surowca do produkcji energii. Po drugie KGHM, podobnie jak my, zajmuje się wydobyciem kopalin. Ich działalność oparta jest na geologii i poszukiwaniach. Zrozumienie władz tej spółki dla wspólnego przedsięwzięcia jest bardzo duże. Wszyscy zdają sobie sprawę, że na tym można zarobić. Poza tym przy okazji takich poszukiwań można znaleźć także inne surowce, którymi KGHM mógłby być zainteresowany.

Trudno jednak rynkowi ocenić to porozumienie, ponieważ nie wiadomo, ile zainwestują poszczególne firmy oraz jaki będą miały udział w przyszłych zyskach z wydobycia.

Nie ujawniamy szczegółów porozumienia, bo prowadzimy rozmowy również z innymi potencjalnymi partnerami. Nie możemy pogorszyć sobie pozycji negocjacyjnej, zdradzając, na jakich warunkach współpracujemy.

Z kim jeszcze rozmawiacie?

Mamy podpisane klauzule o poufności. Powiem tylko, że to światowi potentaci w wydobyciu ropy i gazu, także niekonwencjonalnego.

Kiedy porozumienie?

Rozmowy są intensywne. Wszystko zależy od tego, jak partnerzy ocenią nasz potencjał i kiedy skończymy uzgadniać warunki biznesowe. Jeśli znajdziemy dużego partnera w tym roku, to mówimy o współpracy, która efektywnie zacznie się za kilka miesięcy już pierwszym odwiertem.

To ma być partner strategiczny, z którym będziecie poszukiwać gazu na terenie wszystkich koncesji?

Wszyscy w tej branży zdają sobie sprawę, z jakimi gigantycznymi inwestycjami wiąże się poszukiwanie gazu z łupków. Dlatego na początku będziemy rozmawiać o ustaleniu prac na jednej koncesji.

Łączycie siły ze spółkami energetycznymi, z KGHM, szukacie partnera zagranicznego. Dlaczego nie zawrzecie łupkowego sojuszu z Orlenem?

Prowadzimy rozmowy o współpracy, ale ze względu na to, że Orlen – podobnie jak my – ma już koncesje poszukiwawcze w Polsce, zakres naszej kooperacji może być trochę inny niż z KGHM i firmami energetycznymi. Jesteśmy w miarę blisko osiągnięcia porozumienia.

Czy żeby zrealizować program intensyfikacji poszukiwań i jak najszybciej przejść do etapu wydobycia, nie byłoby lepiej podjąć współpracę z KGHM, energetykami i Orlenem na wszystkich koncesjach?

To nie takie proste. Mówimy o gigantycznych pieniądzach. Na jednej koncesji średnio może być 65, a nawet do 80 padów, czyli obszarów, na których wykonuje się ok. 12 odwiertów. Koszt jednego sięga 15 mln dol. Tylko dla jednej koncesji wydatki mogą sięgać 30–40 mld zł. A PGNiG takich koncesji ma 15.

Jeśli zaczynamy prace na jednej koncesji, to skoncentrujmy się na tym froncie. Łatwiej wtedy zmobilizować sprzęt, niż gdybyśmy działali na dużym obszarze. Oczywiście, gdyby pojawił się inwestor z ofertą 20 mld zł i powiedział: „działajmy na kilku koncesjach”, poważnie bym się zastanowiła.

Poszukiwania w Polsce idą bardzo niemrawo. Dlaczego?

Mogę mówić tylko za PGNiG. U nas prace idą zgodnie z harmonogramem. Wkrótce przeprowadzimy kolejne szczelinowanie na odwiercie pionowym w Lubocinie. Odwiert poziomy chcemy wykonać w sierpniu. Po jego zakończeniu zrobimy szczelinowanie. Potem faza testowa. Do końca roku będziemy mieli ocenę ekonomiczną odwiertu Lubocino. To nasz najbardziej zaawansowany projekt. W sumie w tym roku zrobimy siedem odwiertów, choć mamy potencjał na trzy kolejne. W przyszłym planujemy dużo szerszy front robót.

To znaczy?

Wszystko zależy od trzech czynników. Pierwszy to zobowiązania koncesyjne, które musimy wykonać. To minimum. Ile więcej odwiertów będziemy w stanie zrobić, to się okaże. Wiele zależy od tego, czy pozyskamy kapitał do inwestycji i jak duży on będzie. To drugi czynnik. Jak mówiłam, chodzi o ogromne kwoty. Nawet tak duża firma jak PGNiG, mimo pozostawienia dywidendy przez akcjonariuszy, sama nie wygeneruje takich pieniędzy. Oprócz poszukiwań gazu z łupków musimy finansować też poszukiwania i wydobycie węglowodorów konwencjonalnych, bo to jest coś, co przynosi nam stały zysk.

Poza tym budujemy magazyny gazu i inwestujemy w infrastrukturę dystrybucyjną. Wydatki są ogromne. Stąd pozyskanie strategicznego partnera do gazu łupkowego jest niezbędne. Rozmawiamy też z podmiotami z branży finansowej. Gdy zdobędziemy już inwestorów, skoncentrujemy wysiłki na trzecim z czynników – zdobyciu zgód środowiskowych i przygotowaniu inwestycji. Z tych czynników wyjdzie nam odpowiedź, ile odwiertów wykonamy w przyszłym roku.