Rozmowa z Wojciechem Kuśpikiem, prezesem Polskiego Towarzystwa Wspierania Przedsiębiorczości, organizatora Europejskiego Kongresu Gospodarczego

Za trzy tygodnie w Katowicach rozpoczyna się III edycja Europejskiego Kongresu Gospodarczego. W ciągu trzech odbędzie się 100 debat z udziałem 4,5 tys. gości. Jakie są najważniejsze cele na ten rok?

Wszystkie kongresowe dyskusje w tym roku będą się skupiały wokół dwóch głównych zagadnień. Po pierwsze: konkurencyjna gospodarka w Europie. To szerokie hasło, ale będziemy chcieli rozmawiać o tym, jakie działania podjąć, żeby Europa była w stanie konkurować z gospodarkami Chin, Brazylii czy Stanów Zjednoczonych. Jakie zmiany w Europie i w Unii powinny nastąpić, żeby było to w ogóle możliwe? Drugim tematem – osią kongresu będzie europejski wspólny rynek energii i nieco szerzej, polityka energetyczna Wspólnoty.

Tania energia decyduje dziś o konkurencyjności gospodarek. Jak sprawić, żeby głos państwa, którego energetyka opiera się na nielubianym w Komisji Europejskiej węglu, był słyszalny wśród przewodzących w unii państw postindustrialnych, które dymiące kominy zastąpiły już innowacyjnymi rozwiązaniami?

Zgodnie z ideą założycieli Wspólnoty Europejskiej, Unię ma łączyć wspólny interes. Wiemy, że w niektórych obszarach tak nie jest i poszczególne kraje realizują własną politykę, która często bywa sprzeczna z celami innych krajów. Od lipca to Polska jednak będzie przewodzić Radzie Unii Europejskiej, a to oznacza realny wpływ na podejmowane decyzje w UE. Polska jest dużym krajem, który coraz bardziej liczy się w Europie. Przy organizacji kongresu widzimy wzmożone zainteresowanie tym, jakie poglądy przedstawią politycy i biznes na półtora miesiąca przed rozpoczęciem polskiej prezydencji.

Kongres stanie się poligonem, na którym ostatecznie wykrystalizuje się nasza strategia na te pół roku?

Biorąc pod uwagę rangę gości, a ze strony polskiego rządu będzie premier, wicepremier, ministrowie, wielu wiceministrów i wielu znaczących polityków, to mamy szansę usłyszeć śmiałe deklaracje. Jestem pewien, że to, co oni będą mówili, będzie nawiązywało do polskiej prezydencji. Tym bardziej że katowicki kongres będzie jedynym tak dużym i prestiżowym wydarzeniem tuż przed objęciem przez nas przewodnictwa w UE.

Proszę pamiętać, że na Śląsk zjedzie również bardzo mocna reprezentacja rządów krajów Europy Centralnej. Będą premierzy Czech, Słowacji, prawdopodobnie Węgier. Jeśli dodamy do tego szefów większości największych firm z tej części Europy, to taki głos musi mieć znaczenie.

W tym roku zaplanowano ponad 100 paneli. Nie obawia się pan szumu informacyjnego, tego że informacje istotne zginą wśród nadmiaru tych mniej ważnych?

W ubiegłym roku zaobserwowaliśmy, że echa kongresowe były słyszalne jeszcze przez wiele miesięcy. Mnóstwo tematów poruszanych w maju wracało w kolejnych miesiącach, nawet późną jesienią. Faktycznie jest wiele paneli dyskusyjnych, ale one wszystkie w jakimś stopniu odnoszą się do tych dwóch głównych tematów, o których wspomniałem wcześniej. Bo jeżeli będziemy mówić o konkurencyjnej gospodarce Europy, to zaraz obok będą odbywać się dyskusje dotyczące infrastruktury, bo nie ma konkurencyjnej gospodarki bez sprawnej logistyki. Jeśli podczas inauguracji kongresu powiemy o polityce energetycznej, to zaraz potem o inwestycjach w energetyce. Ale jakie te inwestycje? Jaki rodzaj energetyki wybrać? Atom czy węgiel? A jak węgiel to z państwowych kopalń czy prywatnych? Tematów jest mnóstwo.

Kongres poprzedzi również jesienne wybory parlamentarne. Nie obawia się pan politykierstwa?

Nie można prowadzić poważnych dyskusji o gospodarce bez udziału polityków. Zależy nam na ich udziale, bo to przecież od nich w głównej mierze zależy to, co aktualnie dzieje w gospodarce. Biznes musi sobie radzić z konsekwencjami ich decyzji. Albo zmagać, albo czerpać korzyści. Być może jest trochę tak, że politycy przed wyborami chętniej chcą do nas przyjechać, ale ja wierzę, że dzieje się tak dlatego, że oni po prostu docenili fakt, że warto być na naszym kongresie i warto uczestniczyć w dyskusjach.