Dlaczego projekt ustawy, której celem jest odpolitycznienie spółek z udziałem Skarbu Państwa, utknął w Sejmie?

Projekt ustawy najpierw trafił do komisji sejmowej, a potem – na wniosek komisji – rząd dokonał w nim poprawek. Wydawało się zatem, że nawet opozycja powinna go zaakceptować. Dzięki tej ustawie spółka z udziałem Skarbu Państwa ma się stać równoprawnym uczestnikiem gry rynkowej. Wydobywamy ją z grupy przedsiębiorstw będących na specjalnych zasadach i wymagających odrębnych regulacji. Mówię tu na przykład o wybieraniu rad nadzorczych czy wysokości wynagrodzeń. Projekt przewiduje też utworzenie komitetu nominacyjnego, który rekomendowałby kandydatów na kluczowe stanowiska w spółkach Skarbu Państwa.

Tymczasem w spółkach tych zmieniają się właśnie zarządy. Oznacza to, że zmiany, które wprowadzi ustawa, zaczną obowiązywać za kilka lat, kiedy nastąpi nowa kadencja zarządów.

Nie sądzę. W tych spółkach szczególnie ważną rolę odgrywają rady nadzorcze, bo to tam jest punkt styku między Skarbem Państwa a innymi akcjonariuszami. Właśnie tam jest dyskutowana polityka rozwoju przedsiębiorstwa. Podnosimy rolę rad nadzorczych. Idziemy krok po kroku w dobrą stronę. Na przeszkodzie stoi jednak brak ustawy.

Może politycy nie są zainteresowani takimi zmianami?

Dla każdego polityka patrzącego długofalowo ważne jest, aby proces nominacji kandydatów do spółek Skarbu Państwa był przejrzysty. Powołanie komitetu to jedyny sposób, aby te procesy odbywały się przy podniesionej kurtynie. Członkowie komitetu nominacyjnego dzięki swej wcześniejszej reputacji i wypracowanej pozycji na rynku kapitałowym będą najlepszymi gwarantami wyboru dobrych kandydatów.

A może lepiej wyedukować tych, którzy już są w spółkach z udziałem Skarbu Państwa?

Minister skarbu Aleksander Grad zorganizował pierwsze warsztaty dla członków rad nadzorczych i zarządów spółek. Ich celem jest przedstawienie funkcjonowania podobnych spółek w innych krajach i czerpanie z ich najpłeszych praktyk korporacyjnych. Chcemy przekonać menedżerów, że stoją przed wielkim wyzwaniem. Dobrze zarządzany majątek publiczny podniesie rentowność o 10 mld zł rocznie, a podwyższenie VAT o 1 pkt proc. wzbogaciło budżet o 4,5 mld zł.

Czy Rada Gospodarcza zajmuje się czymś jeszcze poza zmianami w OFE i nadzorem właścicielskim?

Zastanawiamy się też, jak poprawić klimat dla przedsiębiorczości. Ten temat idzie nam opornie. Pewne działania są widoczne, np. w procesie rejestracji firmy czy zniesieniu obowiązku posiadania NIP.

Dlaczego to idzie opornie?

Gdy chcemy skrócić jakiś proces, to zawsze pojawiają się kontrargumenty. Spójrzmy na prawo upadłościowe. Przez rzetelne, ale bardzo długie działania odzyskujemy tylko 25 proc. wartości spółki. W krajach skandynawskich, gdzie szybko doprowadza się do porozumienia między stronami, udaje się odzyskać nawet ponadtrzykrotnie więcej.

Czy uda się poprawić konkurencyjność polskich firm i warunki, w których działają, poprzez uczestnictwo Polski w rozszerzonym pakcie dla euro?

Nie spodziewam się szybkich efektów, ale pakt kładzie nacisk na wyższą wydajność pracy. To jest zmiana w dobrym kierunku.

Jak się panu pracuje w Radzie Gosodarczej przy premierze? Jak długo jeszcze będzie pan jej szefował?

To jest działanie raczej z dziedziny wolontariatu, a sama rada będzie istniała do końca kadencji rządu.

A jeśli po wyborach będzie ten sam układ polityczny?

O tym nie myślmy. Doprowadźmy obecne prace do końca. Jestem wdzięczny 11 członkom rady, którzy poświęcili jej wiele czasu. Dzięki radzie wzmocniliśmy poziom debaty ekonomicznej w Polsce.

Czy jest pan zmęczony tą półpolityczną funkcją?

Wręcz przeciwnie, jestem zadowolony, że moglem służyć jako wolontariusz.