• Jak pan ocenia ostatnie dane z gospodarki. Z jednej strony, mamy do czynienia z wysoką inflacją, szybko rosnącymi pensjami, z drugiej, są sygnały słabnącej gospodarki?

- Informacje są sprzeczne, ale to normalne w tej sytuacji. Z tych danych, które do nas docierają, wynika, że nerwowe ruchy ze strony Rady Polityki Pieniężnej (RPP) byłyby nie na miejscu. Rada powinna dalej uważnie obserwować to, co się dzieje w gospodarce i na rynku walutowym. Ostatnie tygodnie przyniosły osłabienie złotego, co z jednej strony przyniosło ulgę eksporterom, ale może też oznaczać niezbyt korzystne otoczenie dla inflacji przy tak dużym udziale towarów importowanych.

Czy, a jeśli tak, to jak RPP powinna reagować na gwałtowne zmiany kursu walutowego?

- To, co się dzieje z kursem, jest jedną z ważniejszych przesłanek decyzyjnych na posiedzeniu RPP. Jeżeli kurs się umacnia, to RPP na ogół nie jest skłonna do podsycania tego procesu przez podwyżki stóp procentowych, mimo że inne czynniki, np. poziom inflacji, mogłyby do tego zachęcać. W ostatnich dwóch latach dzięki mocnemu złotemu uniknęliśmy niejednej podwyżki stóp procentowych. Teraz wygląda na to, że czeka nas okres większych wahań na rynku walutowym pod wpływem gry spekulacyjnej. Będzie niespokojnie.

Największym zagrożeniem dla inflacji nadal pozostaje rynek pracy?

- Jest to nadal problem, ale w sumie to naturalny proces konwergencji płacowej, na szczęście nie jest on zbyt gwałtowny. Poza tym to, co się dzieje w krajach europejskich - czyli spowolnienie gospodarcze - może sprawić, że Polacy mogą zacząć wracać z emigracji zarobkowej, co poprawi sytuację na naszym rynku pracy.

Jak pan ocenia ostatnie dane o inflacji? Nie niepokoi pana wzrost cen w usługach?

- Inflację nadal pchają do góry rosnące ceny nośników energii. Tu raczej nie ma zaskoczenia, choć warto zwrócić uwagę, że korzystnie zaczęła wyglądać sytuacja na rynku ropy, choć nie wiadomo jak długo to potrwa. Myślę, że inflacja w sierpniu może okazać się niższa od oczekiwań ekonomistów właśnie dzięki cenom ropy, a także taniejącej żywności. Wygląda na to, że jesteśmy w okolicy maksymalnych poziomów inflacji, teraz czeka nas spadek tempa wzrostu cen.

Z tego wynika, że podwyżki stóp są mało prawdopodobne?

- Podwyższenie głównej stopy procentowej o 2 pkt proc. w ciągu nieco ponad roku zdaje się przynosić efekty. Choć oczywiście nie jest to zasługa tylko podwyżek stóp procentowych, nie można tego izolować od chociażby spowalniającej gospodarki światowej. Jeżeli inflacja rzeczywiście zacznie spadać, to niełatwo sobie wyobrazić podwyżki stóp procentowych. Do tego dochodzą sygnały o możliwym spowolnieniu gospodarczym.

Spowolnienie będzie głębokie? Czy jeżeli do niego by doszło, otworzyłoby to RPP drogę do obniżek stóp?

- Głębokie nie będzie, ale jeżeli tempo PKB spadnie do poziomu 4 proc., to i tak będzie to więcej niż powszechnie się oczekuje. I jeżeli tempo wzrostu gospodarczego rzeczywiście by spadło do tego poziomu, a inflacja obniżała się zgodnie ze ścieżką zarysowaną w projekcji inflacyjnej, to obniżki byłyby możliwe. Ale to scenariusz na najwcześniej I kwartał przyszłego roku. Ważne jest też to, co będą robić inne banki centralne.

No właśnie, ostatnio czeski bank centralny obniżył stopy procentowe z powodu zbytniego umocnienia się korony. To jakaś wskazówka dla RPP.

- Chodziło mi raczej o główne banki centralne, takie jak EBC, amerykański FED, bank Anglii. Warto na pewno obserwować EBC - jeżeli doszłoby do obniżek stóp w strefie euro, to wsparłoby to podobne decyzje w Polsce. Musimy patrzeć też na różnice stóp między Polską a strefą euro.

STANISŁAW OWSIAK

prof. Akademii Ekonomicznej w Krakowie, od 2004 roku członek RPP