• Działacie na rynku ubezpieczeń kredytów trzy lata. Jak w tym czasie zmienił się rynek?

- Przede wszystkim wzrosła konkurencja. Gdy na początku naszej działalności w Polsce startowaliśmy w przetargach, mieliśmy trzech, czterech konkurentów. Teraz spotykamy nawet 15 towarzystw. To czas dynamicznego wzrostu tego rynku, który wynika z rozwoju rynku kredytów. Takie polisy ma już około 5-7 mln osób. To szacunki, bo twardych statystyk na ten temat nie ma. Oceniam, że w 2008 roku składki z tego typu polis wyniosą nawet 3,5 mld zł, z czego do 1 mld zł z polis majątkowych, a 2-2,5 mld zł z polis na życie.

• Jakie zmiany na tym rynku jeszcze są przed nami?

- Wśród nowych rzeczy na polskim rynku można wymienić ubezpieczenie na wypadek obniżenia dochodów. To dodatkowe zabezpieczenie dla osób, które po utracie zatrudnienia podejmują nową pracę - np. na okres próbny lub po prostu u nowego pracodawcy mają mniejsze wynagrodzenie. Powoli nachodzi też czas upowszechnienia się w Polsce dojrzałego modelu ubezpieczenia kredytu hipotecznego. W uproszczeniu chodzi tu przede wszystkim o zabezpieczenie banku i klientów przed sytuacją, w której spadek wartości nieruchomości spowoduje, że będzie ona niższa niż wysokość pozostającego do spłaty kredytu.

• Jak pan ocenia perspektywy takiego produktu jak hipoteka odwrócona?

- W Polsce ma szansę się rozwinąć, ale jeszcze nie w najbliższych latach. Widziałem prezentację, z której wynika, że dzisiejszy 50-latek, jeśli nie umrze na jakąś poważną chorobę, będzie żył do 79 roku życia, a jego rówieśniczka dożyje 83-84 lat. Oznacza to, że zgromadzony kapitał będzie trzeba dzielić na coraz więcej miesięcznych części. Stąd spodziewam się, że znajdą się chętni na zagwarantowanie sobie dodatkowych środków na emeryturze dzięki posiadanej nieruchomości.

• Jak na potrzeby takich produktów wycenia się nieruchomość?

- Bierze się pod uwagę wszystkie elementy wpływające na wartość nieruchomości, czyli jej wiek, lokalizację, plany rozwoju okolicy, rodzaj budownictwa itp. Z analiz wynika, że jeszcze przez kilka lat, do 2012 roku, ceny nieruchomości będą rosnąć. Później trzeba być przygotowanym na możliwe korekty. Na rynku brytyjskim ceny nieruchomości spadły w stosunku do końca 2006 roku o około 20 proc. To efekt tego, że wraz z rosnącymi kosztami kredytów coraz mniej osób kupuje nieruchomości. Część klientów ma kłopoty ze spłatą kredytu i postanawia sprzedać nieruchomości. Niestety te osoby muszą pozbywać się swoich nieruchomości według tzw. wartości szybkiej sprzedaży - czyli znacznie niższej niż niedawna wycena rynkowa. Szacuje się, że z takiej sprzedaży uzyskują ok.60 proc. kwoty, jaką wydali półtora roku temu. Na naszym rynku ryzyko takich zmian cen jest minimalne, niemniej informacje te są niepokojące, zwłaszcza dla osób, które zaciągają kredyt, mając niski wkład własny.

• A jak kryzys finansowy na świecie może wpłynąć na polski rynek nieruchomości i kredytów?

- Na razie wpływ jest niewielki. Paradoksalnie w dłuższej perspektywie kryzys subprime odczują nawet bardziej kraje europejskie niż USA, bo Amerykanie sprzedali te instrumenty finansowe na całym świecie. Spotkałem się z opinią, że ryzyko jest tak idealnie rozproszone, że nikt na razie nie wie dokładnie, gdzie ono jest. Część strat jest już policzona i znana, ale jeszcze przez wiele miesięcy będziemy informowani o kolejnych stratach instytucji finansowych. Cechą charakterystyczną tego kryzysu jest utrata zaufania. Pieniądz na rynku międzybankowym zdrożał, bo nie ma już wielu chętnych banków do pożyczania pieniędzy. Kilka lat temu banki o znanych markach mogły liczyć na tani pieniądz. Teraz nikt nie jest pewien, czy za kilka dni kolejny bank nie ogłosi miliardowych odpisów na straty związane z kryzysem subprime.

• ADAM H. PUSTELNIK

dyrektor generalny Genworth Financial w Polsce. Wcześniej m.in. członek zarządu w AIG Polska oraz dyrektor ubezpieczeń indywidualnych w Commercial Union