• Wzrost PKB w I kwartale wyniósł 6,1 proc. Jak pan ocenia strukturęwzrostu z punktu widzenia zagrożeń inflacyjnych?

- Jest w niej kilka ważnych elementów - widać wyraźnie, że wzrost gospodarczy w decydującej mierze wynika ze wzrostu popytu wewnętrznego. Zwiększyła się dynamika konsumpcji indywidualnej w porównaniu z poprzednim kwartałem. Mocna dynamika konsumpcji wpływa na presję popytową i tym samym stwarza zagrożenie wzrostem inflacji. Zwraca uwagę także niewielka ujemna kontrybucja eksportu netto do wzrostu PKB, co dowodzi, że umocnienie kursu, którego jesteśmy świadkami od sierpnia 2007 r., jak na razie miało niewielki wpływ na kondycję eksporterów. Przy takich danych o wzroście gospodarczym trudno jest mówić o rychłym i głębokim spowolnieniu. Tym bardziej że przesłanki do dalszego wzrostu konsumpcji są, patrząc chociażby na wzrost płac czy ciągle wysoki wzrost dynamiki kredytów dla ludności. Najnowsze dane potwierdzają zagrożenia o których mówi RPP od wielu miesięcy i czego wyrazem były trzy podwyżki stóp w 2008 roku.

• To oznacza, że spowolnienia nie będzie?

- Będzie, już je obserwujemy. Szczyt koniunktury był w I kwartale 2007 r. i od tego czasu wzrost PKB spowalnia. W II połowie roku wzrost PKB powinien się utrzymać na poziomie 5,0-5,5 proc. Schodzenie z dynamiką ma jednak charakter niezwykle łagodny i dlatego nie można zbyt mocno liczyć na to, że spowolnienie to pomoże ograniczyć presję na wzrost cen. Poza tym jestem sceptyczny wobec wieszczących jakieś duże spowolnienie w gospodarce światowej i upatrujących w tym głównej przyczyny spowolnienia w Polsce. Jeżeli do tego dojdzie, to może być to wynikiem czynników wewnętrznych np. rosnących płac, które pogorszą wyniki finansowe przedsiębiorstw, a to z kolei zatrzyma ich inwestycje. Między innymi dlatego RPP reaguje na wzrost płac w trosce o konkurencyjność gospodarki.

• Czy czekają nas dalsze wzrosty inflacji?

- Szczyt inflacyjny pojawi się w sierpniu, a potem rozpocznie się bardzo powolna wędrówka wskaźnika tempa wzrostu cen w dół. Jest szansa na to, że wkład cen żywności do inflacji się obniży, zadziałają podwyżki stóp procentowych z zeszłego roku czy też PKB obniży się do poziomu, przy którym nie będą następować napięcia inflacyjne. Ale niestety inflacja w 2008 roku raczej nie spadnie poniżej 4 proc. Do przedziału 2,5-3,5 proc. może uda się wejść w 2009 roku.

• Czekają nas jeszcze podwyżki stóp procentowych?

- Przy takim scenariuszu inflacji, jaki mamy, to widać, że dobrze się stało, że RPP dokonała podwyżek w krótkim okresie, przed szczytem inflacji. Wygląda na to, że do skierowania inflacji z powrotem do celu potrzebna będzie jedna, ewentualnie dwie podwyżki.

• Czy czerwiec to pewny termin podwyżki? A jeżeli miałoby dojść do drugiej podwyżki, to kiedy mogłoby to nastąpić?

- Czerwiec wydaje się dość prawdopodobny jako miesiąc podwyżki. O dalszych krokach zadecydują kolejne projekcje inflacji i kolejne napływające dane makroekonomiczne.

• Kiedy możemy spodziewać się obniżenia oprocentowania?

- W moim przekonaniu utrzymanie stopy na docelowym poziomie 6 proc. lub ewentualnie 6,25 proc. będzie potrzebne przez dłuższy czas. Są małe szanse, by w roku 2009 doszło do obniżek. Trudno obniżać stopy, kiedy inflacja pozostaje powyżej 3,5 proc.

• Martwi pana mocny złoty? Zdaniem eksporterów RPP swoimi decyzjami przyczynia się do nadmiernego umocnienia polskiej waluty.

- Kurs złotego naprawdę nie zależy wyłącznie od decyzji RPP. Czynników jest znacznie więcej. Złotemu sprzyjają czynniki globalne, a nie tylko to, że jest różnica między oprocentowaniem w Polsce i strefie euro czy w USA. Poza tym w ciągu minionego miesiąca wyparowały oczekiwania na obniżkę stóp procentowych w EBC, a w USA szef FED powiedział, że obecny poziom stóp jest odpowiedni. Więc groźba nadmiernego powiększania się różnicy między stopami tu i tam ulega ograniczeniu. Mocny złoty pomaga nam w łagodzeniu skutków chociażby wysokich cen ropy. A jeżeli chodzi o eksport, to na razie wyniki są dobre i nawet jeżeli dojdzie do spowolnienia sprzedaży zagranicznej, to będzie to tylko spowolnienie, a nie załamanie.

• Ostatnio na łamach GP Krzysztof Rybiński przestrzegał, że niedoceniany jest wpływ na inflację trudnej sytuacji w energetyce i prawdopodobnego wzrostu cen prądu. Przychyli się pan do tej opinii?

- Patrząc na przykład Węgier, gdzie rynek jest uwolniony i ceny mocno poszły w górę, to te obawy nie są bezpodstawne. Na Węgrzech okazało się, że też potrzeba modernizacji sieci elektrycznej, co wymaga bardzo dużych środków. Dlatego powinniśmy się liczyć z tym, że dostawcy energii, mając ku temu racjonalne przesłanki, będą podnosili ceny. Ale nie sądzę, by ten czynnik decydująco zachwiał inflacją czy wzrostem gospodarczym.

• DARIUSZ FILAR

profesor Uniwersytetu Gdańskiego, od 2004 roku członek RPP. Wcześniej m.in. główny ekonomista Banku Pekao