• Dlaczego potrzebne jest Centrum Partnerstwa Publiczno-Prywatnego? Po co instytucja, skoro nie ma przykładów PPP?

- Właśnie dlatego jest ona potrzebna. Jak już ściągać, to od najlepszych w klasie, a nie od najgorszych. A jeśli chodzi o PPP, to najlepsi są Anglicy. Tam też powstał najpierw zbiór regulacji związanych ze stosowaniem PPP. A ponieważ niewiele się działo, po paru latach powstało właśnie takie centrum przy ministrze finansów, przekształcone potem w spółkę publiczno-prywatną.

Zadania tej spółki są dokładnie takie same jak my planujemy dla naszego Centrum. Mają one prowadzić do szybkiego upowszechnienia partnerstwa publiczno-prywatnego. Chodzi przede wszystkim o tworzenie wzorcowych umów, standardów postępowania.

• Co to ma dać?

- Ma dać większą łatwość poruszania się inwestora publicznego i prywatnego. Centrum ma stworzyć rodzaj przewodnika - jak po kolei postępować. Pozwoli to skrócić okres przygotowania projektów. A jest on zwykle długotrwały, bo projekty są skomplikowane i zawiera się je często na 35, 40, a nawet na 90 lat. Skracając okres przygotowania, zmniejszamy koszty, ułatwiamy działanie inwestorom.

• Nie mamy w Polsce ani jednego przypadku inwestycji PPP według formuły ustawowej. Dlaczego?

- Ustawa uchwalona została już dwa i pół roku temu, ale przez pierwszy rok czekaliśmy na wydanie rozporządzeń. Nadal ich nie ma wszystkich i dlatego pierwsza inwestycja w ustawowej formule PPP - chodziło tu o projekt w Wągrowcu - została zatrzymana dosłownie na ostatnim etapie. Okazało się, że nie ma podstawy prawnej dla stworzenia formularza zgłoszenia projektu PPP do Urzędu Zamówień Publicznych. Sprawa utknęła i tak już tkwi od pół roku.

Myślę jednak, że podstawowym problemem nie jest ani niedoskonałe prawo, ani brak pieniędzy na takie inwestycje, bo pieniądze są, ale zły klimat wokół PPP. Władza publiczna, zarówno na szczeblu lokalnym, jak i centralnym, boi się podejmowania decyzji, im trudniejsza materia, tym obawa większa. A jeśli na dodatek urzędnicy poprzedniego rządu, i to najwyżsi, jeżdżą po kraju i mówią, że PPP powinno się nazywać PPPP, a to czwarte P to prokurator, to żaden urzędnik samorządowy, czy w ministerstwie nie weźmie na siebie ryzyka realizacji projektów w formule PPP.

• Klimat płynący z góry jest już jednak inny. Co wobec tego zrobić ze złymi przepisami o PPP? Wyrzucić do kosza, jak sugeruje poseł Janusz Palikot, czy zmieniać?

- Wygląda na to, że lepiej zmienić. Jakaś ustawa musi być, choćby taka, która będzie zbierała przepisy przejściowe. W ustawie o PPP są m.in. zebrane przepisy zmieniające inne ustawy, m.in. podatkowe. Bez nich podmioty tworzące PPP narażone byłyby na płacenie wyższego VAT, np. przy transferze aktywów przy tworzeniu spółek. Jeżeli nie zachowamy zmian wprowadzonych tą ustawą, pożegnajmy się z PPP.

• Czy to wystarczy?

- Prawo w tej dziedzinie wymaga generalnego uporządkowania. Mamy w tej chwili aż pięć ustaw regulujących prawie tę samą materię: ustawę o zamówieniach publicznych, ustawę o autostradach, ustawę o PPP, ustawę o Euro 2012 oraz projekt ustawy o koncesjach. Konia z rzędem temu, kto powie, którą ustawą ma się posłużyć urzędnik. I jak się on potem wytłumaczy, dlaczego skorzystał z tej, a nie z innej.

• Może więc jednak lepszy kosz?

- Oddzielmy to, co jest potrzebne natychmiast od tego, co wymaga dłuższego porządkowania. Na razie najbardziej potrzebny jest formularz.

• Mówimy wiele o formalnej stronie PPP. A w jakich dziedzinach projekty takie mają w ogóle sens?

- W usługach publicznych. Nie ma takiej usługi publicznej, której nie można byłoby wykonywać poprzez przedsięwzięcia partnerstwa publiczno-prywatnego. Bo co to jest PPP - to podział ról i przypisanie ich tym podmiotom, które potrafią je odgrywać najlepiej. PPP to nie jest prywatyzacja, to jest oddanie w prywatne ręce jedynie samego wykonania usługi publicznej. Odpowiedzialność za standard i jakość usługi pozostaje przy władzy publicznej. W ten sposób można budować, a potem zarządzać drogami, leczeniem, szkołami, mieszkaniami społecznymi, więzieniami.

Dlaczego Anglia wymyśliła PPP? Dlatego, że w latach 70. i 80. stanęła przed problemem rosnących oczekiwań społecznych i braku pieniędzy na ich spełnienie w sytuacji niezrównoważonego budżetu. I wtedy wymyślono: sprywatyzujemy działalność gospodarczą, łącznie z finansowaniem infrastruktury usług publicznych, ale tak spiszemy umowę, żeby odpowiedzialność za poziom świadczenia pozostawała po stronie państwa. To jest właśnie PPP.

• Do rozwoju PPP przyczynił się więc brak pieniędzy. My tymczasem mamy perspektywę napływu dużych środków z Unii Europejskiej. Nie będzie to barierą rozwoju PPP?

- Odwrotnie. Aby móc wykorzystać duże środki unijne, sami musimy wyłożyć bardzo dużo własnych pieniędzy. Biorąc pod uwagę nasze zapóźnienia cywilizacyjne, a więc znaczący niedobór usług publicznych, pieniędzy tych nie ma zresztą wcale tak dużo. A na dodatek musimy ograniczyć deficyt budżetowy, by móc wejść do strefy euro. Poza tym walor PPP polega także na tym, że tak realizowane inwestycje są tańsze w eksploatacji. Prywatny inwestor robi to efektywniej niż podmiot publiczny, bo to są jego prywatne pieniądze.

KONKURS NA PROJEKTY PPP

Firma Investment Support wspólnie z innymi firmami współorganizującymi Centrum PPP zorganizowała konkurs na najlepsze projekty partnerstwa publiczno-prywatnego. Wybrane zostaną najlepsze pomysły na zastosowania PPP w czterech kategoriach projektów: sportowo-rekreacyjnych, sieciowych, małych PPP oraz komunalnych. Wyniki konkursu ogłoszone zostaną w końcu czerwca. Ministerstwo Gospodarki ufundowało cztery nagrody po 250 tysięcy złotych (w przypadku małego PPP - 200 tysięcy złotych) dla zwycięzców, przeznaczone na pokrycie kosztów przygotowania tych projektów. Do konkursu samorządy zgłosiły 42 projekty.

• Irena Herbst

była wiceministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, wiceprezesem Banku Gospodarstwa Krajowego. Obecnie ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan