- Właściwie oceniać można jedynie przygotowania i plany prywatyzacyjne, ponieważ przez pół roku nie da się niczego sprywatyzować. Pierwszą ocenę będzie można przeprowadzić po dwóch latach od dzisiaj. Sama deklaracja prywatyzacji i to, że ma ona być prowadzona w szerokim zakresie, jest czymś bardzo pozytywnym. Zahamowanie procesów prywatyzacji to wstrzymanie transformacji gospodarki postkomunistycznej. Konieczne jest doprowadzenie do takiej struktury właścicielskiej, jaka jest w krajach zachodnich, w których udział Skarbu Państwa jest znacznie mniejszy. Drugą istotną i pozytywną sprawą jest to, że jako podstawową drogę prywatyzacji wybrano ścieżkę giełdową. Szczególnie ważne są plany wprowadzania na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie dużych spółek, gdyż to podnosi ich kapitalizację i płynność, która nie jest obecnie najwyższa. W ten sposób przyciągamy na GPW kolejnych nowych inwestorów. Zyskują też upubliczniane firmy, bo podnoszenie kapitałów daje im poważny zastrzyk gotówki na inwestycje. Prywatyzacja poprzez giełdę poszerza też funduszom emerytalnym możliwości inwestowania, pozwala na zwiększenie dywersyfikacji portfela, co sprawia, że stają się one bezpieczniejsze. Bardzo ważna jest też prywatyzacja samej GPW. Z tym że, moim zdaniem, powinna ona być trochę głębsza niż to zakładają obecne plany resortu. Uważam, że Skarb Państwa nie musi mieć pakietu kontrolnego. Ponadto, jeżeli prywatyzacja warszawskiej giełdy będzie przebiegać dwuetapowo, to drugi etap, z inwestorem branżowym, powinien zostać przeprowadzony zaraz po upublicznieniu akcji GPW. To dałoby giełdzie szansę odegrania roli ważnej, centralnej instytucji finansowej w regionie. W przeciwnym przypadku GPW nie będzie mogła uczestniczyć w najbliższych latach w układaniu rynku kapitałowego w Europie Środkowo-Wschodniej.

• Krytycy zarzucają, że nie są prywatyzowane największe i najbardziej upolitycznione spółki jak KGHM, PKN Orlen, Grupa Lotos, PGNiG.

- Osobiście uważam, że KGHM nie ma takiego znaczenia strategicznego, które uzasadniałoby utrzymywanie zaangażowania Skarbu Państwa. Jednak w moim przekonaniu mniej istotne jest to, aby ta i inne spółki były sprywatyzowane do końca. Ważniejsze jest, aby wprowadzić nowe standardy relacji pomiędzy Skarbem Państwa jako głównym udziałowcem, a akcjonariuszami mniejszościowymi. Dobrze by było, aby akcjonariusze mniejszościowy byli bardziej aktywni i upominali się o to, żeby firmy były zarządzane w profesjonalny, nowoczesny sposób, zgodny z zasadami ładu korporacyjnego. Nie słychać, aby akcjonariusze mniejszościowi (fundusze) prowadzili jakąkolwiek politykę właścicielską, tak aby minister skarbu musiał brać pod uwagę ich zdanie. Tak samo jest w przypadku innych firm. Nie słychać głosów sprzeciwu, nawet jeśli spółka np. przez rok nie ma prezesa. A przecież akcjonariusze mniejszościowi w jakimś stopniu mogliby narzucać i przeforsowywać swoje propozycje dotyczące strategii czy też kadr.

Które z wyzwań stojących przed resortem skarbu pana zdaniem są najważniejsze i najpilniejsze?

- W najbliższym czasie dla ministra skarbu jednym z najważniejszych zadań jest uchylenie zbędnej ustawy ograniczającej dochody rad nadzorczych i zarządów spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa (tzw. kominówka). Jest to coś karykaturalnego. Jednym z poważniejszych pytań, jakie zadawano mi, gdy byłem ministrem skarbu, było: jak to jest, że prezes zajmuje pozycję numer na przykład 100 na liście płac w dużej spółce. To zupełne odwrócenie logiki i zasad ładu korporacyjnego. Innym istotnym wyzwaniem jest przeprowadzenie ustawy reprywatyzacyjnej, również niesłychanie ważnej dla porządku gospodarczego Polski.