• Czy RPP, decydując w kwietniu o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, kierowała się słabszymi danymi o produkcji i sprzedaży detalicznej w marcu?

- Myślę, że to był jeden z powodów, ale dane z jednego miesiąca nie pozwalają na wyciąganie daleko idących wniosków. Musimy poczekać na dane z kwietnia i maja. Owszem, pewne oznaki osłabienia były widoczne w marcu, ale nie wiemy, czy to był początek spowolnienia czy też krótkotrwałe odchylenie od dłuższego trendu. Myślę, że mając informacje z dwóch, trzech miesięcy, będziemy mogli precyzyjniej odpowiedzieć na to pytanie.

• A jeżeli tendencja z marca zostanie utrzymana w kwietniu, to w maju podwyżki nie będzie?

- Myślę, że jeżeli dane z gospodarki za kwiecień będą także słabsze, to podwyżki w maju nie będzie. Trzeba będzie czekać na kolejną porcję informacji. W czerwcu będziemy mieli i kolejne dane i projekcję inflacji, która może pokazywać inną ścieżkę inflacji niż projekcja lutowa, chociażby z powodu silnego umocnienia złotego, co sprzyja obniżaniu tempa wzrostu cen.

• Rozumiem, że obecnie mamy do czynienia z przerwą w podwyżkach, a nie z zakończeniem cyklu zacieśniania polityki pieniężnej?

- Jeżeli dane będą pokazywać, że dochodzi do spowolnienia, to moim zdaniem nie byłoby już potrzeby podwyższania stóp. Oznaczałoby to bowiem, że występujące obecnie podażowe czynniki wzrostu inflacji nie będą wzmacniane czynnikami popytowymi. Rada obawia się sytuacji, w której czynniki podażowe byłyby wzmacniane czynnikami popytowymi i to skłaniało do podwyżek stóp.

• A kiedy byłby możliwy spadek kosztu kredytu?

- Nie sądzę, żeby główna stopa na poziomie 5,75 proc. była stałym poziomem. Jeżeli gospodarka spowolni a inflacja zacznie spadać, co zwiększy realną stopę procentową, to będziemy robić to, co inne banki centralne. Nie sądzę, byśmy musieli utrzymywać stopy znacznie wyższe niż w innych krajach, chociażby ze względu na dysparytet stóp procentowych. Jeżeli EBC zacznie obniżać stopy, to my będziemy też musieli pójść tą drogą, aby nie utrzymywać nadmiernego dysparytetu, który stwarzałby presję na dalszą aprecjację złotego.

• Jaki jest wpływ sytuacji na świecie na działania RPP?

- Trzeba zwrócić uwagę na trzy grupy czynników: wzrost gospodarczy i inflację na świecie oraz to co robią inne banki centralne. Jeżeli chodzi o wzrost gospodarczy, to perspektywy nie są najlepsze, gospodarka amerykańska będzie prawdopodobnie rozwijać się wolniej, europejska również i to na pewno będzie miało wpływ na naszą gospodarkę. Jak duży - trudno na razie ocenić. Ale jednocześnie spowolnienie na świecie wpłynie na łagodzenie napięć inflacyjnych. Obecnie znajdujemy się jednak w okresie podwyższonej inflacji na świecie i chociaż inflacja w Polsce przekracza poziom dopuszczalnych odchyleń od celu, to nie możemy ignorować tego, co dzieje się w otoczeniu polskiej gospodarki. Tak jak kilka lat temu importowaliśmy niską inflację z zewnątrz, tak obecnie importujemy inflację wyższą i polityka pieniężna ma w tych warunkach ograniczone możliwości przywracania inflacji do pożądanego poziomu. Trzecia grupa czynników związana jest z tym, co robią inne banki centralne. A wygląda na to, że najważniejsze banki centralne bardziej dziś troszczą się o perspektywy wzrostu gospodarczego (np. amerykański Fed) niż o zagrożenia inflacyjne. Reasumując, można stwierdzić, że sygnały płynące z gospodarki światowej nie skłaniają do podwyższania stóp procentowych.

• Jeżeli czynniki odpowiedzialne za wzrost inflacji leżą tak naprawdę poza obszarem wpływu RPP, to skąd decyzja o serii podwyżek na początku tego roku?

- Gospodarka na początku roku była nadal rozpędzona, a wzrost przekraczający 6 proc. wydaje się być powyżej potencjału polskiej gospodarki, a więc przyczynia się do powstawania napięć inflacyjnych. Nie chcemy dopuścić do tego, aby na czynniki o charakterze podażowym (ceny surowców, żywności), na które nie mamy wpływu, nałożyły się czynniki o charakterze popytowym, które w sposób bardziej trwały mogłyby podwyższyć poziom inflacji. Sytuacja na rynku pracy też sugeruje, że gospodarka nadal znajduje się powyżej potencjału, co może dać efekty proinflacyjne.

• Jakie jest pana zdanie na temat mocnego złotego?

- Złoty niewątpliwie pomaga w powstrzymywaniu inflacji, więc z naszego punktu widzenia jest to korzystne, bo wykonuje za nas część pracy. Z drugiej strony, ma też negatywne skutki dla gospodarki, co też nas niepokoi. Dalsze umacnianie złotego na pewno nie byłoby korzystne, bo z badań prowadzonych przez NBP już wynika, że dla blisko połowy przedsiębiorstw kurs znajduje się na poziomie, przy którym eksport staje się nieopłacalny, co zapewne odbije się i na samym eksporcie i na wynikach finansowych przedsiębiorstw.

JAN CZEKAJ

profesor Akademii Ekonomicznej w Krakowie, od 2003 członek Rady Polityki Pieniężnej. W latach 2002-2003 podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów