Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów

● Czarne prognozy mówią, że z powodu opcji walutowych zbankrutować może nawet kilka tysięcy polskich firm, a kilkaset tysięcy osób straci pracę. W takiej sytuacji bankowcy proponują, by państwo udzieliło gwarancji i udogodnień podatkowych firmom, które mają problemy z opcjami. Co pan sądzi o tej propozycji?

- Zastanawiam się, co Związek Banków Polskich miał na myśli, mówiąc o udogodnieniach podatkowych. Być może chodzi o to, by przedsiębiorcy mogli uwzględnić koszty rozwiązania umów opcyjnych przy obliczaniu podatku dochodowego CIT. Chodzi więc w praktyce o przejęcie przez podatnika kosztów związanych z opcjami. Jestem przekonany, że ta propozycja spotka się z wetem ze strony ministra finansów i całego rządu. W sytuacji gdy jest kryzys i budżet państwa ma problemy finansowe, przejmowanie odpowiedzialności finansowej przez państwo za błędy popełniane przez szefów konkretnych firm byłoby nierozsądne. Nie może tak być, aby za błędy zarządów firm odpowiadał podatnik, który nie brał udziału w podpisywaniu tych umów. Ja rozumiem, że gwarancje rządowe i udogodnienia podatkowe dla firm, które straciły na opcjach, to z punktu widzenia banków bardzo wygodne rozwiązanie. W skali całego kraju byłoby to jednak niebezpieczne, bo zachęcałoby firmy i banki w przyszłości do podejmowania lekkomyślnych decyzji, bo skoro już raz koszty ryzykownych decyzji są przejęte przez państwo, to być może zostaną przejęte kolejny raz. Do tego nie możemy dopuścić. Bankowcy nie mogą mówić, że rząd nie ma wyjścia i jeśli nie będzie gwarancji, to będzie wielkie nieszczęście gospodarcze. Tego typu żądanie jest niewłaściwe. Oczywiście mogą być sytuacje nadzwyczajne, kiedy państwo pomaga konkretnej firmie lub bankowi, jeśli jej upadłość groziłaby destabilizacją dużej części gospodarki i w ostateczności wiązała się z kosztami dla wszystkich podatników, większymi niż pomoc dla tej firmy lub banku. Tylko w takich nadzwyczajnych okolicznościach rząd może zdecydować się na nadzwyczajną pomoc. W tej chwili takiej sytuacji nie mamy. Pomocy publicznej nie można adresować do całej grupy przedsiębiorstw, które padły ofiarą złych decyzji swoich zarządów.

● Bankowcom nie podobają się propozycje polityków, by całkowicie unieważnić opcje walutowe. Według ekspertów koszty unieważnienia byłyby wyższe niż wartość samych opcji.

- Nie wiadomo, ile przedsiębiorstw podpisało tego typu niedobre kontrakty i dokładnie na jaką sumę one opiewają, ale mówi się o 15 mld zł. Jaka część tych pieniędzy będzie realną stratą dla przedsiębiorstw, tego nie wiemy, ale unieważnienie opcji również nie wchodzi w grę. Na szczęście mieliśmy sygnał z Pałacu Prezydenckiego, że taka ustawa, nawet gdyby została uchwalona przez Sejm, będzie zawetowana. Również kierownictwo PO ma inne zdanie niż władze PSL, które wysunęły tę propozycje. Nie widzę więc zagrożenia, by tego typu ustawa weszła w życie. Nawet jednak gdyby ona powstała, to zapewne byłaby zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Z prawnego punktu widzenia unieważnienie zawartych umów byłoby bowiem czymś niesłychanym. To podważałoby system prawny w Polsce, ale, tak jak mówiłem, nie widzę takiego zagrożenia.

● Ale ktoś chyba musi ponieść konsekwencje zawarcia niebezpiecznych umów opcyjnych? Co w tej sytuacji mogą zrobić firmy, które ucierpiały z powodu opcji?

- Jeżeli firma została na opcjach naciągnięta przez przedstawiciela banku, to powinna zwrócić się do sądu gospodarczego o rozpatrzenie sprawy. Jeśli są mocne podstawy, to w sądzie można proces z bankiem wygrać i nie trzeba wówczas płacić za rozwiązanie opcji walutowych. Taką pomoc prawną organizuje m.in. BCC. Z drugiej strony dyrektor do spraw finansowych jakiegoś przedsiębiorstwa, który nie wie o tym, że kursy walut mogą się bardzo szybko zmienić i prognozy ekonomistów bankowych nie muszą się sprawdzać, nie nadaje się na to stanowisko i powinien być z niego usunięty. Być może pracę powinni stracić też prezesi takich firm. Przy tej okazji rady nadzorcze muszą dokonać oceny profesjonalizmu członków zarządu. Tym bardziej że czasem o zakupie tych opcji ani rady nadzorcze, ani właściciele nie byli informowani. W większości zarządów polskich firm dominują inżynierowie, którzy nie mają odpowiedniego wykształcenia ekonomicznego, a nawet jeśli je mają, to często nie potrafią dobrze ocenić ryzyka inwestycyjnego.

● STANISŁAW GOMUŁKA

główny ekonomista Business Centre Club, były wiceminister finansów i wykładowca London School of Economics