Wasza organizacja lansuje koncepcję czterofilarowego systemu emerytalnego. Dlaczego trzy filary nie wystarczą?

- Bo żyjemy coraz dłużej, co ma bezpośrednie przełożenie na wydolność systemów emerytalnych. Od lat nie wydłużyła się znacząco długość okresu pracy, ale coraz dłużej pobieramy świadczenia emerytalne. Stąd koncepcja, żeby wydłużyć okres aktywności zawodowej o 5-10 lat. Przychody z pracy w tym okresie zapewniłyby dodatkowe przychody na pełnej emeryturze. To byłby właśnie czwarty filar, uzupełniający trzy obecnie funkcjonujące.

Ale czy jest on niezbędny emerytom? Nie lepiej odpoczywać po latach pracy?

- Funkcjonuje takie pojęcie, jak emerytalna gilotyna. Osoby po osiągnięciu wieku emerytalnego nagle przestają pracować, nie wiedzą, co ze sobą zrobić, co ma bezpośredni wypływ na gwałtowne pogorszenie stanu ich zdrowia. Jest wiele badań potwierdzających, że osoby aktywne na emeryturze są w lepszej formie. To też widać w badaniach, które przeprowadziliśmy na niemieckim rynku. Tylko 11 proc. wskazało jako motywację do pracy na emeryturze względy finansowe.

Można jednak zakładać, że w takich krajach jak Polska ten wskaźnik byłby wyższy.

- Prawdopodobnie tak, bo wiele zależy od ogólnej zamożności społeczeństwa, ale nie bagatelizowałbym znaczenia tej pozafinansowej motywacji.

Tylko jak długo można pracować na emeryturze? Przedstawiciele jakich zawodów będą mieli takie możliwości?

- To zależy od indywidualnych warunków, ale generalnie szacujemy, że w rozwiniętych gospodarkach europejskich praca wykonywana na około 80 proc. stanowisk nie jest wymagająca fizycznie. Wszyscy patrzą na taką propozycję przez pryzmat robotnika budowlanego czy pracownika w fabryce. Ale nawet w fabrykach system produkcji zmienił się, wiele prac jest zautomatyzowanych, nie wymaga siły fizycznej. Przykładowe rozwiązanie systemowe może wyglądać w ten sposób, że 65-letni emeryt będzie miał do wyboru albo jeszcze 2,5 roku pracy w pełnym wymiarze, albo 5 lat w wymiarze niepełnym. W tym pierwszym wypadku będzie odnosił korzyść w postaci ciągłej akumulacji kapitału emerytalnego. W drugim, obok wynagrodzenia, będzie dostawał też część emerytury. Takie wydłużenie okresu pracy i gromadzenie większych zasobów na emeryturę jest też o tyle uzasadnione, że coraz większym problemem jest niezdolność do samodzielnego funkcjonowania u schyłku życia. Ubezpieczenia gwarantujące usługi pielęgnacyjne czy same takie usługi są dość drogie i trzeba być na takie wydatki finansowo przygotowanym.

Które kraje są najbliższe wprowadzenia tej koncepcji w życie?

- Najbliżej tego modelu są kraje skandynawskie, szczególnie Finlandia, Szwecja czy Dania i być może Niemcy i Holandia. Tam już działają programy zachęcające do dłuższej pracy. Duże firmy wdrażają też specjalne programy dalszego zatrudniania pracowników przekraczających wiek emerytalny. W efekcie przeciętny wiek przejścia na emeryturę rośnie. W 2000 roku wynosił on około 60 lat, teraz to już 61-62 lata.

To też w części efekt podwyższania wieku emerytalnego i zrównywania go dla kobiet i mężczyzn. Czy Polskę to też czeka?

- Myślę, że to nieuchronna decyzja. W krajach europejskich już wprowadza się, a przynajmniej bardzo poważnie rozważa podniesienie wieku emerytalnego z 65 do 67 lat. Zrównanie wieku emerytalnego już najczęściej zostało dokonane. Podobnie stanie się w Polsce. Szczególnie w sytuacji zmiany systemu emerytalnego, w którym wysokość emerytury zależy od zgromadzonego kapitału. Żaden kraj nie ucieknie od takich decyzji, bo demografia jest nieubłagana.

GENEVA ASSOCIATION

Międzynarodowe stowarzyszenie na rzecz studiów nad rynkiem ubezpieczeniowym, stworzone przez 80 szefów najważniejszych firm ubezpieczeniowych. W lutym we współpracy z PZU organizacja utworzyła w Polsce tzw. biuro łącznikowe, którego głównym celem jest rozwój współpracy z Polską.

PATRICK LIEDTKE

z Geneva Association związany od 1996 roku, od 2001 roku sekretarz generalny i dyrektor zarządzający tej organizacji.