• Pod koniec 2008 roku zapowiadaliście zatrudnienie kolejnych kilkuset pracowników. Wcześniej do pracy przy produkcji Forda Ka przyjętych zostało ponad tysiąc osób. Czyżby recesja omijała Fiat Auto Poland?

- Faktycznie w 2007 i 2008 r. zatrudniliśmy 1500 osób. W tej chwili nie planujemy żadnych nowych naborów. Plany, o których pan wspomniał, to były plany sprzed kryzysu.

• Mówi się, że Ford Ka i Fiat 500 są tak trafionymi rynkowo produktami, że mimo kryzysu nie powinno być problemu z ich sprzedażą. Co w takim razie przed wszystkim wpłynęło na tę zmianę planów?

- Nasza produkcja jest przeznaczona w 97 proc. na eksport. Jesteśmy więc uzależnieni od tego, co dzieje się na rynku włoskim, francuskim, hiszpańskim czy niemieckim. Teraz sytuacja na tych rynkach jest bardzo dynamiczna, może zmienić się praktycznie w każdej chwili.

• Niedawno pojawiły się informacje o kłopotach włoskiego Fiata, czy wpływają one na sytuację w Tychach?

- Kłopoty przeżywa przemysł motoryzacyjny na całym świecie. Największe światowe marki wstrzymują produkcję. Faktycznie we włoskim Fiacie od połowy grudnia do połowy stycznia trwała przerwa, ale nie mam kompetencji, żeby wypowiadać się na ten temat. My jesteśmy uzależnieni od tego, czy są zamówienia, czy nie, a rynek włoski dla Fiata, w tym i dla nas, jak już wspomniałem, jest bardzo ważny. Nasz cel to utrzymać poziom z ubiegłego roku, kiedy wyprodukowaliśmy pół miliona aut.

• Czy w razie pogłębienia się recesji rozważacie państwo możliwość rezygnacji z podwykonawców, co w praktyce oznaczałoby tzw. zwolnienia pozorne, które nie dotknęłyby bezpośrednio kadry Fiata?

- Na razie nie przewidujemy takiej ewentualności, ale nic nie jest wykluczone. Trzeba jednak pamiętać, że nasza firma jest już tak zrestrukturyzowana, że obecnie zajmujemy się czystą produkcją samochodów. Trudno byłoby dbać o jakość w momencie, gdyby nagle pracownicy mieli zacząć pracować na innym stanowisku albo zająć się produkcją czegoś, co do tej pory produkował podwykonawca.

• Mówił pan, że nie planujecie nowego naboru, a czy w planach są lub mogą się pojawić zwolnienia?

- Na razie nie planujemy zwolnień. Nie ma takiej potrzeby. Można sobie wyobrazić, że gdyby sytuacja na rynkach uległa zmianie na tyle, że musielibyśmy zacząć o tym myśleć, z pewnością najpierw rozważalibyśmy wariant, który przerabiały niedawno inne firmy motoryzacyjne, czyli przestoje w produkcji. Chcielibyśmy za wszelką cenę uniknąć decyzji o zwolnieniach.

• A czy firmy mogą skorzystać na tym, że w czasach spowolnienia będzie łatwiej znaleźć pracowników?

- To nie jest takie proste. Jakości nie można uzyskać przy pomocy przypadkowych osób, które nie mają odpowiedniego przygotowania. Stawiamy na wysoko wykwalifikowanych pracowników, ludzi, którzy się sprawdzili i chcą pracować, są związani z zakładem, a produkcja samochodów ich pasjonuje. Od początku inwestujemy w te osoby - przeprowadzamy wieloetapowy proces rekrutacji: od badań, poprzez psychologa, instruktora nauki zawodu, szkolenia. Chcemy mieć pewność, że pracę u nas dostaną najlepsi z najlepszych, a nie przypadkowi ludzie, tzw. z ogłoszenia. To muszą być profesjonaliści, specjaliści na stanowisku, na którym pracują, czy jest to spawalnia, lakiernia, montaż, czy obsługa robotów, których mamy w fabryce ok. 750. Przy zatrudnianiu nie korzystamy z agencji rekrutacyjnych, ale z własnego personelu. Nasi pracownicy mają też dostęp do świadczeń socjalnych - przychodni zdrowia, centrów kultury i rekreacji. Ostatnia rzecz, jakiej byśmy chcieli, to ich zwalniać.

• Jeszcze niedawno pracownicy polskich firm motoryzacyjnych (takżeFiata) skarżyli się, że nie zarabiają tyle, co ich koledzy na Zachodzie. Czy obecnie zarząd firmy myśli o zamrożeniu, czy wręcz obniżeniu pensji do czasu poprawy sytuacji?

- Na temat płac co roku rozmawiamy z przedstawicielami ośmiu działających u nas związków. W tym roku także będziemy z nimi rozmawiać. W roku ubiegłym pracownicy Fiata mieli podwyżki, otrzymali też specjalne nagrody z okazji świąt Bożego Narodzenia.

• Czy mają państwo jakiekolwiek sygnały, że związki obawiają się obniżek płac?

- Nie mogę się wypowiadać za związkowców, ale mogę powiedzieć, że na dziś takich sygnałów nie mamy. Natomiast nasi działacze związkowi to też pracownicy - żyją w realnym świecie, czytają gazety, obserwują, to co się dzieje, i też im zależy, jak wszystkim pracownikom, na dobru firmy. Są świadomi tego, co może się wydarzyć.