Jak często odbiera pan dzisiaj telefony od znajomych prezesów i właścicieli firm z prośbą o pomoc przy zwolnieniach?

- Rzeczywiście, zdarzają się takie telefony od prezesów, ale nie z prośbą o pomoc w zwolnieniach. Menedżerowie proszą dziś o pomoc w opracowaniu strategii antykryzysowej. Niektórzy podkreślają wręcz, że zwolnienia są ostatecznością. I mają rację, bo cięcia zatrudniania do przysłowiowej kości nie są złotym środkiem na kryzys. Jeśli rynek robi się trudniejszy, trzeba dokonać optymalizacji biznesu. Nie polega to tylko na ślepym oszczędzaniu, ale również na szukaniu szans na zarabianie.

Pan mówi prezesom, że zwolnienia to nie wszystko, ale czy oni słuchają? Czy mimo wszystko wolą jednak ograniczyć koszty stałe, czyli pozbyć się części pracowników?

- Myślenie, że zwolnienia załatwią wszystko, wciąż istnieje, ale nie dominuje. Doświadczenie polskich menedżerów jest dziś znacznie większe niż kilka lat temu. Coraz więcej z nich rozumie, że zwykłe ograniczenie liczby pracowników to krótkotrwałe rozwiązanie problemu. Gdy sprzedaż spada, to redukcja załogi pomoże tylko na chwilę. Trzeba myśleć nad strategią, która pozwoli nam zwiększać przychody. Szczególnie gdy rynek zacznie znowu rosnąć i wtedy ponownie potrzebni będą wykwalifikowani pracownicy.

W mediach dominują jednak informacje, że jest tragicznie, bo firmy zwalniają na potęgę. Jak to wygląda rzeczywiście?

- Ton większości publikacji jest przesadzony, ale sytuacja nie jest wesoła. Zwolnień nie unikniemy.

Można w ogóle nie zwalniać i przeżyć kryzys?

- Na to mogą pozwolić sobie tylko ci, którzy dotychczas prowadzili zdyscyplinowaną politykę kosztową. Wiele firm w momencie hossy na rynku wpada w tzw. pułapkę wzrostu. Próbują osiągać założone cele bez względu na koszty. Teraz to odczują.

A jak to wygląda w polskich firmach?

- Różnie. Zrobiliśmy badania, z których wynika, że firmy w Europie Środkowej i Wschodniej rozpoczynają restrukturyzację nawet o kilkanaście miesięcy później niż firmy na Zachodzie. Firmy zachodnie szybciej identyfikują zagrożenia. Największe koncerny już rok temu szykowały się, że w tym roku przyjdzie spowolnienie. Gdy wybuchł kryzys finansowy, który przyśpieszył zmiany na rynku, były do tego lepiej przygotowane.