Zresztą tempo, w jakim ekipa Gierka doprowadziła do bankructwa Polski w 1981 r., jest jednym z lepszych w nowożytnej historii. W dyskusji o tym, co działo się z gospodarką w latach 70., za dużo jest wspomnień, a stanowczo za mało liczb. Przytoczę więc kilka podstawowych danych dla zobrazowania spustoszenia, jakiego dokonał Edward Gierek.

W 1970 r. Polska rozpoczynała dekadę z 1,1 mld dol. długu zagranicznego wobec Zachodu, skończyła w 1980 r. z kwotą 24 mld dol., której to kwoty nie była już w stanie na bieżąco obsługiwać, a chwilę później nawet spłacać części kapitału.

Polityka Gierka polegała na otwarciu naszej gospodarki na świat i zbudowaniu jej potencjału na imporcie technologii. Równocześnie sprowadzano dobra konsumpcyjne, choć po pierwszych kilku latach zachwytu władze musiały ich napływ ograniczyć. Boom w gospodarce trwał w latach 1971–1975, potem w latach 1976–1978 dynamika wzrostu szybko malała, a od 1979 r. mieliśmy już do czynienia z recesją. W 1971 r. import z krajów kapitalistycznych wynosił 2 mld dol. rocznie, podczas gdy pod koniec dekady już 10 mld. W tym samym okresie wzrósł także eksport, jednak od 1973 r. Polska miała stały deficyt w handlu zagranicznym na poziomie około 2 mld dol. rocznie. Import miał być źródłem nowych technologii eksportowych. Okazało się, że kupowane technologie nie były nowoczesne, a zdolności ich implementacji dość ograniczone. Skutki tej nieodpowiedzialnej polityki Gierka szybko dały się Polakom we znaki.

W połowie lat 70. polityka zadłużania zaczęła się załamywać, a w 1979 r. zupełnie zbankrutowała. Po pierwszych próbach podwyżek cen rząd ustępuje i decyduje się na rozwiązanie problemu poprzez dodruk pieniędzy, wywołując tym samym inflację. Chwilę później reglamentuje popyt, wprowadzając kartki, ograniczane są dostawy energii. Szacuje się, że jedna trzecia możliwości produkcyjnych polskiej gospodarki była w tym okresie niewykorzystana ze względu na niedobory energii i materiałów produkcyjnych. Czar dekady Gierka zupełnie pryska w 1979 r., kiedy skala długu przerasta płynnościową zdolność jego obsługi przez państwo, a gospodarka uzależniona od importu, na który ją nie stać, nie jest w stanie produkować w skali znanej z okresu otwartych rachunków kredytowych. W efekcie w latach 1979–1981 polska gospodarka kurczy się o jedną trzecią, tyle ile grecka w ciągu ostatnich pięciu lat. W tym czasie obsługę polskiego długu przejmuje w znacznej mierze ZSRR.

W kolejnych latach, już bez Gierka, gospodarka po kilku latach wzrostu na początku lat 80., znów od 1985 r. wpada w recesję. W efekcie w 1989 r. PKB na głowę Polaka jest na poziomie z 1979 r. Skutki polityki prowadzonej przez ekipę Gierka dały się nam we znaki z opóźnieniem. Podobnie jak teraz Grecy płacą rachunki za nieodpowiedzialną politykę poprzedniej dekady.

Wśród najsłynniejszych nietrafionych wielkich inwestycji za czasów Gierka nie można nie wymienić Huty Katowice, opierającej swą produkcję na dostawach surowca z ZSRR, fabryki autobusów Berliet, które nie dość, że nie nadawały się do jeżdżenia w polskich warunkach, to nikt ich nie chciał od nas kupować, oraz fabryki traktorów Ursus, których produkcja w znacznym stopniu była uzależniona od importowanych komponentów.

Nie ma się więc co dziwić, że Polska zbankrutowała. Zapewne jest to jakiś powód do dumy – dokonaliśmy tego jako pierwsi w bloku socjalistycznym. W tym kontekście rok, w którym po raz pierwszy żyjemy bez długów Gierka (w 2012 r. Polska spłaciła ostatnią ratę), rzeczywiście śmiało może być nazwany rokiem tego wielkiego stratega.