Fundusz Bain przejmował przedsiębiorstwa de facto za darmo. Nie był zainteresowany produktem, pracownikami ani nawet klientami, nie miał też pojęcia o danym biznesie. Nie potrzebował perspektywy długoterminowej. Liczyły się tylko krótkoterminowe zyski.

By przejęta firma mogła obsłużyć dodatkowe zadłużenie, musi zostać zrestrukturyzowana. Pod tym eufemizmem kryje się zazwyczaj wyrzucenie wielu pracowników, redukcja świadczeń, ograniczenie płac i wyprzedaż aktywów. Jeżeli firma nie udźwignie tych ciężarów, jej aktywa mogą zostać wykorzystane do spłacenia należności wobec banku. Przedsiębiorstwo może również zostać odchudzone, a to, co z niego pozostanie – przekształcone w nową spółkę. Tak czy inaczej Bain sprzeda firmę z godziwym zyskiem, z którego wypłacona zostanie sowita dywidenda i prowizje dla menedżerów. American Pad and Paper został przejęty przez Bain w 1992 r. za 5 mln dol. i przyniósł funduszowi 100 mln w ciągu czterech lat. Później zbankrutował. KB Toys został przejęty tuż przed tym, zanim Romney sprzedał swoje udziały w Bain. Fundusz zarobił 18 mln dol., a banki 302 mln. Bain obciążył KB długiem, ale i tak zdołał z niego wyciągnąć 120 mln dol. w gotówce. KB w efekcie zbankrutował. Trzeba uczciwie powiedzieć, że destrukcja nie jest jedynym sposobem działania funduszu, ale gigantyczne zwiększanie zadłużenia jest jego typową metodą działania.

Bain nie jest najgorszy. Zatrudnia zespół konsultantów od spraw restrukturyzacji i reorganizacji przejmowanych firm, ale zasadniczo ten proces nie ma na celu tworzenia miejsc pracy. Chodzi raczej o maksymalizację zwrotów finansowych dla Bain i jego klientów, bez względu na konsekwencje dla lokalnych społeczności.

Gros zysków osiąganych przez firmy przejęte przez fundusze private equity, pochodzi z kieszeni podatnika. Dziwaczne prawo podatkowe sprawia, że zastąpienie kapitału długiem generuje znaczące zwroty w postaci dywidendy, bo ta jest opodatkowana, a odsetki od długu można odliczyć od podstawy opodatkowania.

Stratami z tytułu przychodów podatkowych fundusze private equity obciążają społeczeństwo. To koszty bezrobocia, zarówno społeczne, jak i finansowe, ograniczenia pensji, straty podatkowe, kiedy firma jest zarejestrowana w rajach podatkowych, a w dłuższej perspektywie szkody dla potencjału produkcyjnego kraju.

Co za paradoks. Kandydat na prezydenta USA krytykuje nadmierne zadłużenie rządu i leje krokodyle łzy nad bezrobociem, mimo że jego kariera i majątek zostały zbudowane na długu i niszczeniu miejsc pracy. Którego fortuna powstała na pożyczonych pieniądzach i ciężkiej pracy innych, ale który płaci podatki znacznie niższe niż większość obywateli. Warto też przypomnieć powód, dla którego zadłużenie kraju, tak ostro przez niego krytykowane, jest tak wysokie. W dużej mierze to wynik łupieżczej polityki klasy finansowej, której jest eksponowanym przedstawicielem. Nie mogę się już doczekać drugiej debaty prezydenckiej.