Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk

Zwróćmy jednak uwagę, iż w niekończących się debatach o energetyce chyba najczęściej powtarzane jest słowo „alternatywne”. Tak, energię pozyskiwać możemy na wiele sposobów, co daje nam znaczące pole manewru. Jest jednak inne bogactwo dane nam przez naturę, nie mniej potrzebne do życia, które nie ma absolutnie żadnych alternatyw. Tak, to woda, niezbędna w rolnictwie, przemyśle i użytkowaniu komunalnym.

Rolnictwo zużywa 70 proc. dostępnych zasobów słodkiej wody. Dla przykładu – na wyhodowanie jednej kukurydzy potrzeba około 74 litrów wody, jedno drzewko czereśni wypija prawie 40 litrów wody dziennie, a wyprodukowanie 1 kg wołowiny pochłania aż 13 tys. l wody! Na wyprodukowanie dziennego pożywienia dla mieszkańca państw rozwiniętych potrzeba prawie 2 tys. l wody! Około 20 proc. zasobów słodkiej wody zużywane jest przez przemysł – do wytwarzania wielu produktów, chłodzenia maszyn czy czyszczenia zbiorników.

My sami zużywamy pozostałe 10 proc. bezpośrednio – do picia, mycia, zmywania, prania, podlewania roślin, zabaw w parkach wodnych... Ziemia wydaje się obfitować w wodę, która pokrywa aż 70 proc. jej powierzchni, występując w stanie ciekłym (97,5 proc. zasobów to oceany i morza, 0,01 proc. jeziora i rzeki, 0,6 proc. wody gruntowe), stałym (lodowce – 2 proc.) i gazowym (para wodna). Woda podlega stałej cyrkulacji – słońce powoduje parowanie wyrównywane przez opady. Jeśli więc wody jest tak dużo, to w czym leży problem? Oczywiście w fakcie, że zaledwie 2,5 proc. zasobów to woda słodka, często trudno dostępna, a w dodatku nie zawsze nadająca się do spożycia ze względu na zanieczyszczenia.

Zasoby wody są ponadto rozmieszczone na Ziemi bardzo niesprawiedliwie. W niektórych obszarach jest jej nadmiar marnotrawiony bez umiaru, w innych występuje dramatyczny niedobór. Średnie dzienne zużycie wody na osobę wynosi 350 l w Stanach Zjednoczonych i 200 l w Europie, podczas gdy mieszkańcy niektórych krajów afrykańskich zużywają z konieczności mniej niż 10 l! A te 10 l to dużo więcej, niż codziennie marnuje statystyczny Polak, niedbający o szczelność kranów i spłuczek w toalecie. I to żyjąc w kraju, który sam w perspektywie może mieć poważne kłopoty z wodą. Ponad miliard ludzi na świecie nie ma dzisiaj dostępu do wody pitnej – z powodu jej braku bądź zbyt wysokiego kosztu jej uzdatniania. 

Czasy, w których wodą będzie się handlować tak jak dziś ropą, wcale nie muszą być odległe

Prawie połowa mieszkańców globu (3 miliardy!) nie ma dzisiaj bezpośredniego dostępu do zdrowej wody i wydaje ogromne sumy na jej oczyszczanie, zaś według wiarygodnych szacunków w roku 2025 aż 2/3 populacji świata będzie odczuwało jej niedobór. Nie dziwi więc, że już od dawna mamy na świecie poważne konflikty spowodowane sporami o dostęp do wody. Przykładami mogą tu być spory o wodę z Nilu pomiędzy Egiptem a państwami górnego biegu rzeki, problemy Pakistanu uzależnionego od wód rzeki Indus czy Kambodży zależnej od Mekongu.

Cóż więc robić? Po pierwsze, uświadomić sobie rozmiar problemu i traktować wodę jako dobro o ograniczonej dostępności – dzień, w którym w pewnych rejonach świata będzie się nią handlować jak dzisiaj ropą, nie jest być może wcale odległy. Po drugie, musimy oszczędzać wodę, a w szczególności przyspieszyć badania nad uprawami wymagającymi jej mniej. Wzorem mogą dla nas być starożytni Rzymianie ze swym systemem akweduktów i przepisami chroniącymi źródła wody pitnej.

Wspomagać ten proces mogą bardzo skutecznie nowe technologie odsalania wody morskiej i recyklingu wody zużytej – o możliwościach sukcesów na tej drodze świadczy szybko rosnąca wartość giełdowa światowych firm zaangażowanych w przetwórstwo wody. Wreszcie, dla krajów najbardziej zagrożonych, szukać nowych dobrych pomysłów na przeciwstawienie się nieuchronnie nadchodzącym dramatom, przyspieszanym ociepleniem klimatu i rosnącymi populacjami. I aktywnie popierać inicjatywy zmierzające do uczciwego umiędzynarodowienia problemu i poszukiwania skutecznych rozwiązań globalnych.