Ale euforia trwała krótko. W międzyczasie prezes EBC Mario Draghi przyznał, że podjęta kilka miesięcy temu akcja zasilania baków komercyjnych w płynność nie spełniła oczekiwanych rezultatów. Teraz poprzez obniżkę stopy depozytowej EBC chce zachęcić banki komercyjne do wpuszczenia pieniądza w obieg gospodarczy, zamiast deponować je na bezpiecznych – ale teraz już nieoprocentowanych – depozytach w banku centralnym. Bank Danii poszedł nawet o krok dalej, oferując ujemną stopę procentową na depozytach w tej instytucji. W takiej sytuacji bank komercyjny musiałby dopłacać do depozytu lokowanego w banku centralnym, nie wspominając o utracie wartości pieniądza spowodowanej inflacją. Sporo się działo w tym ostatnim tygodniu, pytanie tylko, czy podjęte działania przyniosą oczekiwane rezultaty. Wątpię.

Zauważmy, że zasilenie w płynność europejskiego sektora bankowego na chwilę tylko odsunęło w czasie ryzyko niewypłacalności Hiszpanii i Włoch. Banki komercyjne zasilone w ekstrapieniądz miały masowo rzucić się do kupowania tych mniej dziś bezpiecznych papierów, obniżając w ten sposób ich rentowności do normalnych poziomów. Tak też się stało, ale fiesta ta nie trwała długo. Cóż z tego, że bank ma ekstrapłynność, kiedy obawia się, że części pożyczonych rządowi hiszpańskiemu pieniędzy nigdy nie zobaczy. Jeśli prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest rosnące, inwestorzy odzwierciedlają to ryzyko w wycenie papierów. Jeśli więc rząd hiszpański płaci dziś za dziesięcioletni papier ponad 7 proc., a rząd Włoch ponad 6 proc., to jest to po prostu wycena ryzyka, jakie wiąże się z zakupem. Ile byśmy nie dali bankom pieniędzy, to instytucje te, racjonalnie się zachowując, zawsze będą starały się wycenić ryzyko niewypłacalności pożyczkobiorcy.

Trudno będzie też zmusić banki do finansowania gospodarki, oferując im zerową stopę procentową w EBC. Jeśli ryzyko poniesienia straty w ramach podstawowej działalności komercyjnej banków będzie wysokie, to bezpieczniej będzie przechować krótkoterminową płynność w EBC, a pozostałe pieniądze zaparkować w nieco bardziej atrakcyjne cenowo i podobnie bezpieczne instrumenty, takie jak niemieckie czy amerykańskie obligacje. A dla zwolenników wrażeń zawsze pozostaje szeroka gama papierów rządów krajów rozwijających się, od Polski zaczynając, na Brazylii kończąc.

I znowu szczyt nazwany przełomowym pomógł na tydzień

Przy dzisiejszych globalnych przepływach pieniędzy i globalnym arbitrażu trudno spodziewać się, aby działania podejmowane przez Bank Danii mogły przynieść oczekiwane rezultaty. Zamiast parkować nadwyżki w Danii, można przecież będzie je deponować w EBC, pozostaje tylko ryzyko kursowe. Akcje te będą więc miały ograniczoną skuteczność, bo problemem Europy jest nie brak płynności, ale brak perspektyw wzrostu i związane z tym pytanie, jak poszczególne kraje będą spłacać swe zadłużenie. Oczywiście w przypadku gdyby doszło do zakręcenia kurka z płynnością dla Hiszpanii lub Włoch, największe instytucje świata muszą tę płynność zapewnić. Ale powinno to mieć wyłącznie charakter krótkotrwały, bo to nie rozwiąże w żadnym wypadku problemów fundamentalnych.

Dużo znów mówi się o potrzebie wspierania wzrostu, apeluje się, aby zaprzestać już z tym oszczędzaniem, bo przecież oszczędzanie do niczego dobrego nie prowadzi. Warto jednak, zanim się te uwagi wypowie, ocenić, o jakie oszczędności chodzi. Jeśli bowiem na Sycylii przez lata funkcjonowało biuro ds. odśnieżania, a przypomnę, tam śnieg nie pada, to należy zadać sobie pytanie, czy likwidacja takiej jednostki jest tym złym oszczędzaniem zabijającym wzrost, czy naturalną racjonalizacją. Jak było dobrze, nikt się takimi nieefektywnościami nie przejmował.

Teraz przyszedł czas na głęboki przegląd. Świat urzędniczy przez te lata rozrósł się niewspółmiernie do potrzeb gospodarki, rozrost państwa w wielu przypadkach gospodarki przygniótł. Do tego jeszcze jeśli państwo jest nieefektywne i nie jest w stanie zbierać podatków, których to płacenia podatnicy unikają, to również nie są to żadne oszczędności, a jedynie powrót do normalności. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy we Włoszech przy każdej transakcji, nawet najmniejszej za espresso za jedno euro, otrzymywałem rachunek fiskalny, tak jak u nas. Rok temu nie do pomyślenia. Widocznie w niektórych krajach bez kas fiskalnych nie można liczyć na zbytnią uczciwość i jest to jedyny skuteczny sposób, aby realizować podstawowe funkcje państwa.

Mam wrażenie, że wciąż wielu polityków w Europie nie rozumie natury rynków finansowych i globalnego świata. Stąd też decyzje, które uspakajają rynki na tydzień lub miesiąc. Nie że te decyzje są z gruntu złe, część z nich, jak pakt fiskalny, są bardzo potrzebne na przyszłość, ale istota problemu leży gdzie indziej. Rynki chcą widzieć determinację w dokonaniu w krótkim okresie reform, a nie przeciąganie ich w czasie. Najlepiej widać to na przykładzie Grecji, której znaczna część obecnych problemów wynika z braku realizacji podstawowych reform, a nie ich nadmiaru. Wciąż chyba takie myślenie w Europie jest w mniejszości.