Portale społecznościowe, telewizje obywatelskie, blogi – internet miał wyzwolić świat od dyktatury tradycyjnych mediów. Te, kontrolowane przez koncerny albo rządy, od dawna traciły w starciu z siecią. To Twitter jako pierwszy podał informację o zabiciu Osamy bin Ladena, a nie AFP, AP czy Reuters. Tam, gdzie nie docierał korespondent, pojawiał się bloger albo „obywatelski publicysta”. Nowe media miały być szybsze, bardziej autentyczne i etyczne.

Dobra passa – albo dobra prasa – nie mogła trwać jednak wiecznie. W tym tygodniu gazety tradycyjne opisały, jak za pomocą bloga można kłamać. Albo szerzej, jaka jest definicja deficytu prawdy w nowych mediach.

Bombę odpalił doktorant z Uniwersytetu w Edynburgu. Przyznał, że wcielił się w rolę syryjskiej blogerki Aminy Arraf i celowo „tworzył rzeczywistość”, opisując wydarzenia w Damaszku z perspektywy homoseksualisty. Pomysł z punktu widzenia zachodniego odbiorcy był genialny. Kobieta z arabskiej satrapii i do tego lesbijka. Dobrze władająca angielskim i wrażliwa. Opisuje życie w zamkniętym reżimie, patrząc na niego oczami pogardzanej jednostki. Miód na skołatane serce zatroskanego o stan wolności na świecie offowego londyńczyka czy artysty geja z Manhattanu.

Szczyt popularności blog Aminy osiągnął po jej fikcyjnym aresztowaniu w czerwcu tego roku. Wirtualna lesbijka stała się na Zachodzie symbolem rewolucji w Syrii. W końcu okazało się, że Amina to studiujący w Wielkiej Brytanii Amerykanin Tom MacMaster. Cała blogodebata o walce o wolność okazała się nic niewarta.

Amina była twórczym rozwinięciem innej wpadki nowych mediów. Ta również dotyczyła Bliskiego Wschodu. W 2009 r. w internecie krążyło nagranie pokazujące moment śmierci Nedy Agha-Soltan. Problem w tym, że ilustrowano je zdjęciem innej Nedy, Nedy Soltani – znawczyni prozy Josepha Conrada na uniwersytecie w Teheranie, a nie prodemokratycznej aktywistki. Historia żyła jednak swoim życiem. Neda była Nedą i koniec. Nie pomagały dementi. W efekcie żywa Neda musiała uciekać z kraju przed represjami bezpieki.

Te dwie bliskowschodnie historie warto zapamiętać. Rozbujały temat na skalę międzynarodową. Ultraszybkie nowe media pokazały, jaka jest ich siła. Łącznie ze wszystkimi skutkami, które towarzyszą produkcji opowieści.