Drogi Stefanie, cieszę się niezmiernie, że po czterdziestu latach od wydania „Gry o jutro” napisaliście z Andrzejem „Grę o jutro 2”. Kupiłem wtedy tę pierwszą, przeczytałem i mam ją do dziś. Kilka lat później, już jako młody sędzia, trafiłem w Krakowie na Wasze spotkanie autorskie. Przypadkiem. Przyszedłem za wcześnie do Jaszczurów na koncert jazzowy. Zabrałem głos w dyskusji. Wy, jak zwykle Bratkowscy, byliście entuzjastami jakichś nowych prądów, idei, ja natomiast, nie zaniedbując skądinąd swojej profesji, zdecydowanie już wtedy wycofałem się do świata jazzu, w którym i dzisiaj zresztą najlepiej się czuję.

Sugerowałeś mi ostatnio, bym zostawił temat OFE, Twój współpracownik przesłał mi, z powołaniem się na Ciebie, link do Twojego felietonu na temat OFE w „Studiu Opinii”. Przeczytałem uważnie, niektóre fragmenty kilka razy, przecierając ze zdumienia oczy.

OFE nic nie dostały z ZUS

Piszesz: Do dziś nas nie poinformowano, ile od 1999 roku OFE razem dostały od ZUS-u, i tak dofinansowywanego przez budżet (w roku 2010 – wzięły 22,4 mld zł). Wedle Rocznika Statystycznego ich aktywa w ostatnim roku prosperity światowej 2007 wynosiły 140,6 mld zł, i prawdopodobnie, powtarzam – prawdopodobnie, mają mniej niż w sumie z ZUS-u dostały.

Zatrzymajmy się na tym: „dostały od ZUS”. Otóż OFE nic od ZUS nie dostały. Na tym polega całe nieporozumienie, mącące ludziom w głowach. Przechodzi się bowiem – przy założeniu, że jednak coś dostały – do porządku dziennego nad faktem, że ZUS ani przez chwilę nie miał tych pieniędzy w swoim majątku. Z całości składki (19,52 proc.) ma prawo zatrzymać tylko 12,22 proc., resztę zaś (7,3 proc.) – jako listonosz – ma obowiązek co do grosza i natychmiast przekazać do OFE. Mówi o tym wprost ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych, wyłączając składkę w części na OFE z przychodów FUS. Czy ZUS nie swoją część natychmiast oddaje? Niestety, nie. Przetrzymuje – nawet poza wszelkie dopuszczalne ustawowo terminy. Najlepiej świadczą o tym sądowe procesy cywilne o odsetki z tytułu opóźnienia transferów z ZUS do OFE. Problem ten trafił w moich czasach do Trybunału Konstytucyjnego, a został już po moim odejściu rozstrzygnięty niejako na korzyść ZUS – co wcale nie oznacza, że niesłusznie. Ale to drobiazg, zostawmy go na boku.

W OFE nigdy nie było, nie ma i nie będzie żadnych pieniędzy (środków) ZUS, bo części składki przypadającej na OFE nie wolno mu nawet zaksięgować po stronie aktywów. Ci, którzy zajmują się kwestiami ubezpieczeń, tak mocno tkwią mentalnie w starym systemie, że składkę emerytalną traktują jako podatek, czyli świadczenie przymusowo płacone przez jego płatnika, bez powiązania go z konkretnymi wydatkami. Uważają, że z chwilą pobrania tego parapodatku – jak mówią inni manipulatorzy, państwo jako dysponent społecznych pieniędzy może robić z nimi wszystko, co chce – byle tylko emeryci na tym nie ucierpieli. Przyznam się, że pachnie mi to XIX-wiecznym ekonomem, który uważał, że wystarczy dać chłopu miejsce w czworakach i jedzenie, by ów nie musiał się już troszczyć o to, z czego będzie żył, byle tylko pracował od rana do zmierzchu. W latach 70. ubiegłego wieku Gierek był nawet tak dobry, że dorzucił do menu przypisanym ziemi (z paszportem w MSW) zupę z wkładką mięsną.

To nie jest podatek

Otóż nie. Wszystko się zmieniło od 1 stycznia 1999 r. Ten niegdyś parapodatek, nakładany na fundusz płac, wpisano w wynagrodzenie pracownika poprzez ubruttowienie przypadającej na niego połowy składki; drugą jej część ma płacić pracodawca. Wszystko to ładnie opisał i uzasadnił, dlaczego tak się stało, również Trybunał Konstytucyjny już 10 lat temu (K 17/00). To żaden parapodatek – nie ma takiego słowa w żadnej ustawie, a Trybunał bada ustawy, a nie podręczniki i zawarte w nich teorie różnych specjalistów – w tym od zabezpieczenia społecznego, którzy tak tworzą pojęcia i tak je ustawiają następnie w dyskusji, żeby było im łatwiej udowodnić to, co i tak uważają za słuszne przed jakimkolwiek dyskursem. Nie bada też trybunał konstytucyjności wypowiedzi polityków i artykułów prasowych. I to jest ten osławiony swego czasu impossibilizm.

Otóż to. To nie jest żaden parapodatek, a Ty, Stefanie, nazywasz go wprost specyficznym podatkiem emerytalnym. To jest po prostu i zwyczajnie część wynagrodzenia konkretnego pracownika plus składka jego pracodawcy w równej wysokości. Po pobraniu tych ciężko zarobionych, prawdziwych pieniędzy, wyjętych z kieszeni obydwu, płatnik (pracodawca) wręcza je listonoszowi (ZUS), z poleceniem przekazania 12,22 proc. do FUS (państwowy fundusz celowy) i 7,3 proc. do OFE (otwarte fundusze emerytalne). Koniec, kropka.

A co się dzieje z listonoszami, którzy nie donoszą na czas przekazów, albo ich w ogóle nie dostarczają? Państwo zwykle ściga nieuczciwych listonoszy, a przynajmniej powinno, nie mówiąc już o tym, że codziennie naczelnik poczty powinien ich pod koniec dnia rozliczać co do grosza. Dosyć, dosyć – wyobraźnio nie szalej!

Sprawa ZUS v. OFE ciągnąć się będzie czas jakiś, a jej wynik zadecyduje o gospodarczej i społecznej przyszłości Polski na wiele, wiele lat. Będę do niej stale wracał. Bo jest o czym dumać i pisać i przede wszystkim rozmawiać. Rozpoczęła się fantastyczna debata publiczna, której wynik dotyka każdego z nas i zarazem przyszłych pokoleń. Szczęściem nie toczymy już jej w kontekście memento: wejdą nie wejdą, a tylko już zgadujemy: podpisze, nie podpisze...

Przedrukujesz coś z tego, Stefanie, w swoim „Studiu Opinii”? A może zakwestionujesz jakiś przytoczony przeze mnie fakt albo jakiś element w moim rozumowaniu? Jak zawsze Ci oddany, Twój kolega z konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” – Jerzy Stępień.