Sprzedać tanio to nie sztuka. Do takiej operacji nie trzeba mistrza. Tymczasem Ministerstwo Skarbu chwali się sprzedażą 11,9 proc. akcji Tauronu poniżej ceny rynkowej, tak jakby chciało za to dostać ekonomicznego Nobla.

Transakcję przeprowadzono błyskawicznie, w jeden dzień. Akcje energetycznego giganta poszły we wtorek po 6,15 zł. W piątek inwestorzy płacili już za nie na giełdzie 6,46 zł. Chyba nie był to interes życia kierownictwa MSP.

Oczywiście, trzeba pamiętać, że akcja była przeprowadzana w ramach tzw. accelerated book building – budowania przyspieszonej księgi popytu, w której reguły są trochę postawione na głowie. Chodzi w niej przede wszystkim o to, żeby sprzedać akcje określonej grupie inwestorów, szybko i tanio. MSP to spec od takich operacji. W zeszłym roku resort skarbu pozbył się w ten sposób udziałów PGE za 4 mld zł, Lotosu za 406 mln zł i Mennicy Polskiej za 347 mln zł.

Accelerated book building to z reguły żaden powód do chwały. Raczej akcja ratunkowa, szybki interes, w którym chodzi o zebranie pieniędzy, bo sprzedającemu prawdopodobnie pali się grunt pod nogami. Czy z Tauronem było podobnie?

Oczywiście, cena jest sprawą względną, zależy od tego, ile chce zapłacić rynek. Jednak ten w przypadku Tauronu nie żałuje grosza. Akcje spółki rosną, a analitycy wystawiają im dobre rekomendacje. Według raportu UniCredit z 15 marca są one warte 7,2 zł. Citigroup wycenił je 4 marca jeszcze wyżej, bo na 7,46 zł. W lutym analitycy z Espirito Santo dawali im 7,5 zł, a Credit Suisse 8,60 zł (z takim komentarzem: „Tauron pozostaje najtańszą firmą utility w Europie”). Kto by nie chciał takiej spółki?

Rządowi udają się sprawy proste i oczywiste. Gorzej jest w materii skomplikowanej, takiej jak Enea, gdzie w grę wchodzi kontrola nad spółką, opór związkowców i polityka. Podobne preferowanie prostych rozwiązań widać przy sprawach budżetowych: zamiast skomplikowanych i trudnych reform są cięcia w OFE.

Operacja „Tauron” pewno jeszcze rok temu nie byłaby warta uwagi, jednak teraz rząd z powodu OFE jest pod szczególną obserwacją. Po co spieszył się z Tauronem? I to w sytuacji, gdy w styczniu zwiększył zadłużenie państwa aż o 10,2 mld zł? Do czego było mu potrzebne 1,3 mld zł, które dostał za Tauron? Sytuacja budżetu może być bardziej dramatyczna, niż nam się wydaje.