Prywatyzacja nie zastąpi reform finansów publicznych, ale może przejściowo ograniczyć tempo narastania długu publicznego i trwale wzmocnić fundamenty naszego rozwoju. Im większy wpływ na działalność przedsiębiorstw mają prywatni przedsiębiorcy, a nie politycy, tym rzadziej decyzje biznesowe wynikają z kalkulacji politycznej zamiast standardowego rachunku ekonomicznego. Gdyby w 2011 r. przychody z prywatyzacji wyniosły 27 mld zł zamiast planowanych 15 mld zł, tegoroczna redukcja składki do II filaru nie byłaby w ogóle konieczna.

Aby poprawa sytuacji finansów publicznych była trwała, szybszej prywatyzacji muszą towarzyszyć reformy, które zmniejszą wydatki sektora finansów publicznych. Ich efekty będą stopniowo ujawniać się w kolejnych latach. Im szybciej i w szerszym zakresie zaczniemy je wprowadzać, tym szybciej będziemy skracać dystans, jaki dzieli Polskę od krajów rozwiniętych.

Rząd dyktuje tempo

Tegoroczne przychody z prywatyzacji mają wynieść 15 mld zł, a w latach 2012 – 2013 łącznie kolejne 15 mld zł. To nie jest ambitny plan. Jego realizacja oznaczałaby drastyczne spowolnienie prywatyzacji w stosunku do 2010 r., kiedy całkowite przychody ze sprzedaży udziałów w państwowych spółkach wyniosły 22 mld zł (chociaż ok. 3 mld zł było pseudoprywatyzacją).

Spadek tempa prywatyzacji można byłoby zrozumieć, gdybyśmy nie mieli co sprzedawać. Ale tak nie jest. W połowie lutego 2011 r. rynkowa wartość akcji największych spółek będących w posiadaniu Ministerstwa Skarbu Państwa i Banku Gospodarstwa Krajowego (bez kolejowych spółek transportowych, nieruchomości, kopalni) wynosiła ok. 110 – 120 mld zł. To tyle, ile rząd planuje zaoszczędzić na trwałej redukcji składek do II filaru przez najbliższe 7 lat.

Istotnym argumentem za przyspieszeniem prywatyzacji właśnie teraz jest dobra koniunktura na rynku kapitałowym, która pozwala uzyskać atrakcyjne wyceny za sprzedawane pakiety akcji, zwłaszcza w przypadku spółek powiązanych z sektorem surowcowym (KGHM, spółki węglowe, Lotos, PKN Orlen).

Przyspieszenie prywatyzacji nie wymaga zmian ustawowych, jej tempo zależy wyłącznie od decyzji rządu. Rząd może z niej skorzystać tu i teraz. Osiągnięcie w tym roku przychodów z prywatyzacji na poziomie 27 mld zł wymagałoby przeprowadzenia części z poniżej wymienionych transakcji. Zestawienie obejmuje projekty szacowane na ok. 40 mld zł. Ich realizacja będzie łatwiejsza przy wsparciu OFE, o ile otrzymają one składki emerytalne w dotychczasowej wysokości.

● sprzedaż pozostałego pakietu akcji Enei (sprzedaż pakietu 53,9 proc. akcji) – ok. 4,5 – 5,0 mld zł

● sprzedaż pozostałego pakietu akcji Energi (sprzedaż pakietu 84,2 proc. akcji) – ok. 7,5 mld zł

● sprzedaż pozostałego pakietu akcji Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin – ok. 1,0 – 1,2 mld zł

● sprzedaż pozostałego pakietu akcji KGHM (31,79 proc.) – ok. 10 mld zł

● sprzedaż 10 proc. akcji PKO BP – ok. 5 mld zł

● sprzedaż 10 proc. akcji PZU – ok. 3 mld zł

● sprzedaż 10 proc. pakietu akcji PGE – ok. 4 mld zł

● sprzedaż 10 proc. pakietu akcji Tauron – ok. 1 mld zł

● sprzedaż 10 proc. pakietu akcji PGNiG – ok. 2 mld zł

● prywatyzacja realizowana przez inne resorty niż Ministerstwo Skarbu Państwa (zgodnie z planem rządu) – 3 mld zł

Prywatyzacja powyższych spółek nie jest skomplikowana technicznie, bo już teraz są one notowane na giełdzie.

Skrócona lista korzyści

Przeciwnikom przyspieszenia prywatyzacji chciałbym zwrócić uwagę na kilka kwestii.

Po pierwsze prywatne przedsiębiorstwa, kierowane przez zarządy wybierane przez prywatnych inwestorów, są przeciętnie bardziej wydajne niż firmy państwowe. Prywatne firmy więcej inwestują, wprowadzają w życie więcej innowacji, płacą więcej podatków i tworzą więcej miejsc pracy niż źle zarządzane firmy zależne od polityków.

Po drugie korzyści z prywatyzacji dla finansów publicznych nie ograniczają się do jednorazowego wpływu ze sprzedaży akcji. Te przychody zmniejszą zarówno dzisiejsze potrzeby pożyczkowe państwa, jak i – z powodu wolniejszego przyrostu długu publicznego – przyszłe koszty jego obsługi. Są to kwoty niebagatelne. Ubiegłoroczne odsetki od naszego długu publicznego pochłonęły ok. 38 mld zł, czyli więcej niż np. wpływy z podatku CIT (34 mld zł).

Po trzecie korzyści z prywatyzacji, która hamuje przyrost długu publicznego, są większe od kosztów z utraty dywidend. W 2010 r. przeciętna rentowność rocznych bonów skarbowych, która stanowi przybliżenie kosztów obsługi długu publicznego, wynosiła ok. 4 proc.

Dla porównania dywidendy wypłacone w ub.r. przez KGHM i PGE stanowiły ok. 3,3 proc. wartości akcji, a w przypadku Enei i PGNiG jedynie ok. 2,3 proc. wartości akcji. Innymi słowy, dochody Skarbu Państwa z dywidend były niższe od odsetek, które trzeba było płacić za obsługę długu publicznego.

Prywatyzacja to bardzo ważna reforma, która szczególnie w okresie wysokiego tempa narastania długu publicznego powinna być pogłębiana, a nie hamowana.