W sondażu przeprowadzonym na zlecenie BBC prawie 80 procent ankietowanych uznało, że powinno istnieć prawo dostępu do internetu. W Finlandii rząd właśnie ogłosił oficjalne prawo do połączenia szerokopasmowego. Koncepcja praw internetowych jest powszechnie dyskutowana przez entuzjastów cywilizacji cyfrowej.

Wydaje się jednak dziwne, że powinno istnieć prawo do połączenia internetowego, podczas gdy nie ma analogicznego prawa do elektryczności, dostaw wody, gazu czy nawet linii telefonicznej. Podejrzewam, że są ludzie, którzy postawieni przed wyborem między połączeniem internetowym a bieżącą wodą zrezygnowaliby raczej z prysznica niż z Facebooka. Zapewne jednak wciąż stanowią mniejszość.

Koncepcja prawa została celnie ujęta przez Ronalda Dworkina: „prawa to atuty”. Istotą prawa jest to, że lekceważy ono rozważania za i przeciw: nie ma dyskusji o korzyściach wykonywania prawa albo o kosztach, jakie ono ze sobą niesie. Prawo wolności wypowiedzi oznacza, że ludzie będą mówili rzeczy, które lepiej, żeby pozostały niewypowiedziane. Prawo do uczciwego procesu rozciąga się na ludzi winnych straszliwych zbrodni. Celem uczczenia fundamentalnych zasad, takich jak wolność wypowiedzi czy uczciwy proces poprzez uczynienie ich prawami, jest odrzucenie pragmatyki.

To wykluczenie pragmatycznych rozważań definiuje różnicę pomiędzy prawami – na przykład do uczciwego procesu – a rzeczami, które miło byłoby mieć – na przykład miejsce parkingowe w centrum handlowym. Dostarczanie jednych usług komercyjnych kosztem drugich powinno być oparte na zbilansowaniu kosztów i korzyści. Nie ma prawa do otrzymywania albo obowiązku zapewnienia benzyny, gazu czy telefonu komórkowego. Generalna zasada prawa europejskiego głosi, że firma dominująca nie może odmówić dostarczenia ci usługi bez obiektywnych przyczyn.

Mylenie praw z rzeczami pożądanymi nie odbywa się bez konsekwencji. W minionej dekadzie pojęcie praw było coraz częściej nadużywane, a jednocześnie tradycyjne i prawdziwie fundamentalne prawa ulegały erozji. Amerykański rząd stosował tortury, a brytyjski rząd na to przystał. Wolność wypowiedzi została naruszona poprzez sądowe procesy o zniesławienie, które chronią oszustów i szarlatanów. Błędne użycie języka praw osłabia ich status. Powinniśmy tworzyć prawa oszczędnie i i bronić ich nieustępliwie.