Jednym ze skutków budowy gazociągu Nord Stream 2 mogą być wyższe ceny w Europie Środkowej i Wschodniej – przestrzega ekspert brukselskiego think tanku Bruegel. Przekierowanie dostaw rosyjskiego gazu spowoduje, że stratne będą Czechy i Słowacja, a efekt NS2 nie ominie też Polski. Choć mamy już inne opcje i nie jesteśmy tak mocno jak dawniej uzależnieni od dostaw z Gazpromu, to wciąż stawiamy na gaz jako paliwo przejściowe, a wzrost cen nie będzie nam służył. Do tego rosyjski koncern może w przyszłości wykorzystywać nowy gazociąg do przesyłu wodoru, a to z kolei może doprowadzić do tego, że Gazprom zdominuje dostawy dla Europy kolejnego surowca potrzebnego do transformacji energetycznej.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent USA Joe Biden obiecują zagwarantować Ukrainie status kraju tranzytowego nawet na kolejne 10 lat po tym, jak w 2024 r. wygaśnie obecna umowa tego kraju z Gazpromem. Ale zdaniem ekspertów spełnienie tych obietnic już dziś stoi pod znakiem zapytania. Tymczasem gdyby Nord Stream 2 stał się podstawową trasą przesyłu rosyjskiego gazu do Europy, konsekwencje będą daleko idące.
Według eksperta brukselskiego think tanku Bruegel Georga Zachmanna uruchomienie NS2, oprócz zwiększenia zależności Europy od Rosji i od paliw kopalnych oraz podsycenia podziałów w UE, może wpłynąć na ceny gazu. Byłyby one niższe dla zachodniej części kontynentu, a wyższe dla Europy Środkowej i Wschodniej. Skorzystają na tym zachodnioeuropejskie spółki energetyczne i Niemcy, które staną się gazowym hubem dla całej kontynentalnej Europy. „Będzie to gra o sumie zerowej – Niemcy mogą zyskać tylko kosztem sąsiadów, którzy zapłacą więcej jako końcowi odbiorcy dostaw płynących do nich przez RFN” – podkreśla Zachmann w analizie. Na uruchomieniu NS2 zyska też Gazprom, który – jak ocenia ekspert Bruegla – uzyska nowe, subtelniejsze narzędzie presji na nasz region. Możliwość wyłączenia tradycyjnych tras dostaw będzie oznaczać podwyżkę cen.
Na największe straty jest narażona Ukraina, która pobiera nawet 2 mld dol. rocznie za przesył rosyjskiego gazu. Korzyści ze statusu tranzytowego utracą też Słowacja i Węgry. Oprócz utraty przychodów regionowi grozi zwiększenie kosztów pozyskania surowca na własny użytek. Największe zagrożenie niesie to dla Ukrainy, która w ostatnich latach mogła zrezygnować z kupowania gazu bezpośrednio z Rosji, posiłkując się tzw. wirtualnym rewersem od zachodnich sąsiadów. Jeśli jednak NS2 zostanie uruchomiony, a tradycyjne trasy dostaw wyłączone, dostawy z Zachodu na Ukrainę musiałyby być uruchomione fizycznie, co będzie kosztować.
„W takiej sytuacji Moskwa mogłaby, w najgorszym scenariuszu, naciskać na ograniczenie eksportu gazu z Zachodu na Ukrainę, a z całą pewnością podyktować wyższe ceny za gaz posłany w tak daleką podróż” – pisze Zachmann. Część ekspertów wskazuje, że ze względu na ograniczenia przepustowości infrastruktury przesyłowej Europie Środkowej i Wschodniej grozi w takim scenariuszu deficyt gazu na skalę co najmniej 10 mld m sześc. rocznie, co w największym stopniu może dotknąć Ukrainę jako ostatniego odbiorcę gazu płynącego przez NS2. Jak ocenia Zachmann, alternatywą dla Kijowa będzie wówczas powrót do bezpośredniej zależności od Rosji: związanie się umową gwarantującą niższe ceny gazu w zamian za polityczne ustępstwa.
Uruchomienie gazociągu najbardziej zagraża Ukrainie
Do podobnych wniosków prowadzą badania przeprowadzone przez grupę naukowców z węgierskiego Centrum Studiów Ekonomicznych i Regionalnych z wykorzystaniem teorii gier. Uruchomienie NS2 umożliwia Rosji ograniczenie kosztów związanych z wyłączeniem dostaw przez Ukrainę. Według ich wyliczeń głównym beneficjentem przekierowania dostaw będą Niemcy, których szacowane korzyści z handlu gazem wzrosną nawet o 1/4, najwięcej stracą Ukraina, Czechy i Słowacja, a w nieco mniejszym stopniu Węgry i Europa Południowo-Wschodnia (ich straty może częściowo zrekompensować uruchomienie dostaw gazu z Turk Streamu). Co istotne, według węgierskich badaczy nasz region nie zyska na uruchomieniu gazociągu nawet w przypadku, gdyby tłoczony nim surowiec był znacznie tańszy niż ten z innych tras przesyłowych.
Wyliczenia Węgrów wskazują, że Polska nie należy do krajów, które najboleśniej odczują skutki zmian na rynku gazowym. Także Wojciech Jakóbik z Collegium Civitas wskazuje, że NS2 nie jest dla Polski „zagrożeniem egzystencjalnym”, bo mamy alternatywę: terminal LNG, który będzie rozbudowany, gazociąg Baltic Pipe czy pływający terminal LNG. Ekspert zauważa jednak, że problem rynkowy pozostaje, czyli możliwy wzrost cen w regionie, zwłaszcza jeśli Moskwa będzie grać gazem przed sezonem grzewczym. Jakóbik przyznał, że nie da się oznaczyć gazu z NS2 w gazociągach, więc będzie on krążył w całym systemie europejskim.
– Zmniejszyliśmy do minimum zakupy przez kontrakt jamalski do 8–9 mld m sześc., ale 1–2 mld m sześc. kupujemy z giełdy niemieckiej. Jeżeli więc będzie na niej gaz z NS2, prawdopodobnie trafi też na rynek polski. Najważniejsze, by nie być zmuszonym do podpisania długoterminowego i szkodliwego kontraktu, jakim był kontrakt jamalski – podkreśla ekspert. Zdaniem Janusza Steinhoffa, wicepremiera w rządzie Jerzego Buzka, niemiecko-amerykańskie porozumienie, które otwiera drogę do uruchomienia NS2, to „porażka racjonalnej polityki europejskiej, polityki solidarności”, ale również wolnego rynku i konkurencji. Jak podkreśla, Rosja niezmiennie używa gazu jako narzędzia nacisku, a Polska przez kilkanaście lat płaciła rentę za brak alternatywy, ponosząc miliardowe straty. Były one wynikiem zawyżonej ceny gazu i zaniżonych stawek za tranzyt gazociągiem jamalskim, którego Polska jest współwłaścicielem.
Trwa manipulacja cenami gazu w Europie
Opracowanie specjalnego mechanizmu sankcyjnego, który miałby być uruchamiany przez Berlin w razie agresywnych działań Rosji lub stosowania szantażu z wykorzystaniem błękitnego paliwa, to jeden z elementów ostatnich uzgodnień między Niemcami a Amerykanami. Tymczasem Kreml już dziś wywiera gazową presję na Europę.
Gazprom od miesięcy nie realizuje dostaw ponad te, do których jest zobowiązany w długoterminowych kontraktach. W obliczu mroźnej zimy i zwiększonego popytu na paliwo związanego z postpandemicznym odbiciem unijnych gospodarek skutkuje to wyczerpywaniem się zapasów gazu w europejskich magazynach i wzrostem cen surowca. Niektóre kraje Unii Europejskiej zmusiło to wręcz do zwiększenia wykorzystania węgla w energetyce. W ostatnim czasie Rosja podbiła ten efekt, przerywając pod pretekstem remontów przesył Nord Streamem i Jamałem. Według niektórych ekspertów strategia ta stanowi element nacisku na Europę, żeby jak szybciej umożliwiła uruchomienie Nord Stream 2.
– Teraz jesteśmy bezpieczni, ponieważ możemy importować gaz z różnych miejsc na świecie i kupować go od krajów, które oferują konkurencyjne ceny. Co nie znaczy, że rosyjski gaz nie będzie funkcjonował na naszym rynku, bo po wygaśnięciu kontraktu jamalskiego polskie firmy będą mogły sprowadzać gaz z Rosji na zasadach spotowych, choć nie będzie tego robiło państwo – zaznacza były wicepremier w rozmowie z DGP. Według Jakóbika NS2 może także przynieść zagrożenie rusyfikacją transformacji energetycznej regionu. – Polska chce częściowo oprzeć przekształcenie energetyki na gazie jako paliwie przejściowym. W dalszej perspektywie zamiana gazu na wodór w NS2 może zamienić zależność UE od gazu na zależność od rosyjskiego wodoru. Komisja Europejska przyznaje, że tylko kilka procent wodoru potrzebnego do osiągnięcia neutralności klimatycznej jesteśmy w stanie wytworzyć u siebie. Resztę musimy sprowadzić – mówi.