Pierwsza rzecz, jaka zwraca więc uwagę w polskiej strategii, to relatywnie skromna kwota 14,7 mld zł inwestycji w projekty wodorowe na przestrzeni dekady. Na konferencji w czwartek przedstawiciele ministerstwa sugerowali, że to realistyczna ocena tego, ile nowej technologii jest w stanie wchłonąć gospodarka. Uwzględniając wodorową hojność Brukseli i biorąc pod uwagę to, że Polska musi znaleźć czystą alternatywę dla paliw kopalnych w energetyce i transporcie, zdaje się to planem umiarkowanym.
Drugą charakterystyczną rzeczą jest nienadawanie, a przynajmniej nie od początku, priorytetu zielonemu wodorowi. Taki wodór może być wykorzystany na różne sposoby: za pomocą ogniw paliwowych może być zamieniony w energię elektryczną albo magazynowany i wykorzystany jako paliwo transportowe, albo stać się surowcem do syntez chemicznych. Może też być zmieszany z konwencjonalnym gazem i przesyłany siecią.
Twórcy dokumentu zauważają, że aby wodór przyczynił się do osiągnięcia neutralności klimatycznej, powinien być stosowany na znacznie większą skalę, a jego produkcja stać się w pełni bezemisyjna. Ale gdy mowa o wsparciu konkretnych procesów produkcji, to proponują „podejście neutralne technologicznie”. Problem w tym, że Komisja Europejska czy Europejski Bank Inwestycyjny są za wsparciem zielonego wodoru.
Chyba że uda się zmiękczyć ich stanowisko. Według Krzysztofa Kochanowskiego z Polskiej Izby Magazynowania Energii i Elektromobilności, Polska zabiega o zwiększenie dopłat dla szarego i niebieskiego wodoru w okresie przejściowym polskiej dekarbonizacji. Ekspert zaznacza też, że rzeczywista wielkość inwestycji może być większa niż szacunki z rządowego dokumentu. Warunek: branża musi szybko wskoczyć w projekty wodorowe. Wtedy są szanse, by powtórzył się przypadek branży OZE, gdzie – jak się okazało – jest znacznie lepiej, niż można było oczekiwać kilka lat temu.
Bruksela upatruje przyszłości w zielonym wodorze, nawet jeśli przejściowo wesprze też inne kolory. Problem w tym, że zielona technologia jest jeszcze niedojrzała. Obecnie w UE działa 300 elektrolizerów odpowiadających za mniej niż 4 proc. całkowitej produkcji wodoru. W Polsce są jedynie instalacje prototypowe. W projekcie strategii wodorowej resort klimatu zaplanował osiągnięcie 2 GW tzw. zainstalowanej mocy elektrolizerów do 2030 r. Zdaniem ekspertów to całkiem ambitny plan, zważywszy że Francja planuje 6,5 GW, a Hiszpania 4 GW. Założono też 500 wyprodukowanych w Polsce autobusów napędzanych wodorem w 2025 r. i powstanie co najmniej pięciu dolin wodorowych „ze znaczącym elementem infrastruktury przesyłowej wodoru”.
Jednak wszyscy pamiętamy plan miliona aut elektrycznych. Wiemy też, co z tego wyszło. Powodzenie strategii wodorowej zależy od tego, czy i jak szybko uda się stworzyć w Polsce branżę wodorową. Do tego potrzebne będą przyjazne prawo, infrastruktura i współfinansowanie pierwszych projektów. Stworzenie dokumentu to krok w dobrym kierunku. Problem w tym, że wodór w Polsce na razie nie ma mocnej pozycji u rządzących. Ich wyobraźnię bardziej rozpala atom, choć po 10 latach mało owocnych przygotowań wygląda na mniej realny niż rynkowa produkcja zielonego wodoru.

Kolory wodoru w zależności od stopnia emisyjności jego wytwarzania

Szary, jeden z dwóch rodzajów konwencjonalnego – powstaje ze zgazowania węgla lub jest produktem ubocznym w procesie produkcji węgla koksowniczego (przekształcanie termiczne węgla).
Niebieski, drugi rodzaj konwencjonalnego – powstaje z gazu ziemnego w procesie tzw. reformingu parowego. Emisyjność zarówno szarego, jak i niebieskiego wodoru można znacznie zmniejszyć, stosując technologie wychwytywania i składowania lub dalszego wykorzystania dwutlenku węgla. Podnosi to jednak znacznie koszty.
Zielony, inaczej odnawialny – powstaje drogą elektrolizy z wykorzystaniem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, czyli farm wiatrowych lub fotowoltaicznych.