Przedsiębiorcy okresu transformacji mają dylemat – jak zorganizować firmy, by prosperowały jeszcze wiele lat po ich odejściu na emeryturę. Sukcesorów upatrują najczęściej w dzieciach. Te nie garną się jednak, by pójść w ślady rodziców. Może to grozić upadkiem wielu najmniejszych, jednoosobowych podmiotów.
W pocie czoła i codziennym trudzie budowali swoją pozycję od zera, często zaczynając w garażu i stopniowo zdobywając lokalny rynek. Mowa o właścicielach mikro, małych i średnich firm. Według szacunków resortu rozwoju kierują ponad milionem różnych podmiotów. Część z nich to rodzinne biznesy, za których sukcesami niejednokrotnie stoją jednostki – założyciele i właściciele jednocześnie. Pokolenie pierwszych przedsiębiorców z czasów polskiej transformacji nieuchronnie zbliża się do wieku emerytalnego. I musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie mają być dalsze losy ich firm. W redakcji DGP odbyła się na ten temat dyskusja podczas debaty „Czy polski biznes jest gotowy na zmianę pokoleniową i nowe modele zarządzania?”.
Beata Gorajek, dyrektor departamentu handlu i usług Ministerstwa Rozwoju, wylicza, że ok. 80 tys. przedsiębiorców wciąż jeszcze prowadzi działalność, mimo że przekroczyli już 65. rok życia. Dziś stoją przed nimi zupełnie inne wyzwania niż te, z którymi mierzyli się na początku swojej drogi. – Dwadzieścia lat temu przedsiębiorcy uczyli się ustawiać nowoczesne linie technologiczne, inwestowali w systemy IT i próbowali skutecznie wdrażać pierwsze działania marketingowe – stwierdził Paweł Dobrowolski, ekspert Instytutu Sobieskiego. Dodał, że dzisiaj muszą poradzić sobie z poukładaniem swoich firm tak, by były one odporne na nieuniknione zmiany kadrowe i organizacyjne. Beata Gorajek zauważyła, że wielu z nich często nie zdaje sobie sprawy, iż jeżeli zawczasu nie podejmą odpowiednich kroków i nie zapewnią swoim firmom wystarczająco trwałych fundamentów, to ich biznesowy dorobek życia może odejść w zapomnienie.