■ Dlaczego w energetyce zmiany personalne zaczęły się od Taurona Polska Energia i Energi, a nie od takich firm jak Polska Grupa Energetyczna czy Enea?
- W Tauronie i Enerdze zmiany mogły nastąpić szybciej, bo to spółki odległe od prywatyzacji.W ich przypadku w grę wchodzi debiut giełdowy dopiero w 2009 roku i oceniam, że raczej w drugiej połowie. Natomiast Enea i PGE są bardziej zaawansowane w przygotowaniach do debiutu w tym roku i byłoby czymś złym, gdybyśmy chcieli wymieniać zarządy, kiedy spółki są w połowie przeprawy. Nie wnikam, czy bardziej polityczny jest zarząd Enei czy PGE i czy członkowie zarządu Enei brali udział w konwencjach partii do niedawna rządzącej. Kurs jest prosty - zarządy muszą potwierdzić się biznesowo, czas komisarzy politycznych kończy się bezpowrotnie.
■ Co wydarzyło się w Tauronie i Enerdze, że zmiany w ich władzach odbyły się bez konkursów, które dopiero teraz mają się zacząć?
- Zmiany musiały tam nastąpić, bo te firmy i całe grupy według przekazywanej mi wiedzy szarpane były konfliktami wewnętrznymi, w tym - jak w Tauronie - również w zarządzie i radzie. Poza tym te firmy mówiły, że jest świetnie, a jak schodziliśmy po informację w dół, na przykład do spółek parterowych Energi, to okazywało się, że jednej zagraża utrata płynności, inna ma wielomilionowe straty. Poza tym zaczęły się donosy, pojawiły się informacje o lawinowym narastaniu umów outsourcingowych i okazało się, że wśród usługodawców spółek Skarbu Państwa, nie tylko energetycznych, powtarzają się te same dwie, trzy firmy.
■ A w przypadku Zespołu Elektrownii PAK, w której akcjonariuszami są Skarb Państwa i firmy Zygmunta Solorza-Żaka, nie powinniście reagować równie szybko?
- To złożona sprawa, ale zakładam, że w I kwartale 2008 r. ją załatwimy. Teraz czekamy na decyzję rządu w sprawie wniesienia do Enei kopalni węgla brunatnego Adamów i Konin. Te kopalnie zaopatrują PAK w węgiel, a więc jeśli rząd zdecyduje się na połączenie kopalni z Eneą, wtedy stanie się jasne, że konsolidacja Enei z PAK jest bardzo prawdopodobna.
■ Rozmawialiście o tym z Elektrimem (spółką Zygmunta Solorza-Żaka), który operacyjnie kontroluje PAK?
- Nie rozmawialiśmy z Elektrimem, a prywatyzacją PAK z jego udziałem nie jestem zafascynowany. To jednak biznes i sądzę, że Elektrim chyba już dojrzał do stanowiska, że lepiej dla niego tę sytuację rozwiązać niż tkwić w PAK-u za wszelką cenę. Wniesienie PAK-u do Enei czy innej grupy jest lepsze niż kontynuowanie pata, bo PAK, jak wszystkie elektrownie, potrzebuje inwestycji.
■ Czy będą zmiany w konsolidacji już powstałych grup?
- Na zasadnicze zmiany jest za późno. Niemniej z powstałych grup chcemy na zasadach biznesowych maksymalnie dużo wyłączyć do operatora systemu przesyłowego, czyli PSE Operator. Chodzi między innymi o nieczynne transgraniczne linie przesyłowe wysokich napięć łączące Polskę z Białorusią i Ukrainą, które teraz należą do PGE, i o istotne dla operatora linie przesyłowe należące do spółek dystrybucyjnych. Zależy nam na tym, żeby to, co niezbędne do przesyłu energii, zostało w rękach państwa.
■ I to koniec przewidywanych zmian?
- Trwają jeszcze analizy, czy wydzielić z PGE samodzielny podmiot Elektrownie Szczytowo-Pompowe, które miałyby budować grupę zajmującą się produkcją energii ze źródeł odnawialnych, czy - jak przekonuje PGE - zostawić to tak, jak jest. Poza tym PGE nadal chce Energę, bo ma nadwyżkę mocy nad możliwościami sprzedaży energii w grupie, czyli jest odwrotnością Energi.
■ Czy prywatyzacja energetyki będzie podporządkowana zapewnieniu maksymalizacji środków dla grup?
- Nie ma sztywnego planu, jest zgoda na upublicznienie spółek, a głębokość prywatyzacji będzie wynikała z potrzeb inwestycyjnych spółek i jednak budżetu, bo planowane na następne lata przychody z prywatyzacji w wysokości 30 mld zł trudno byłoby osiągnąć bez sprzedaży akcji spółek energetycznych. Jednak najpierw grupy muszą przygotować pakiety inwestycyjne i z tego wyjdzie, ile potrzebują środków i jak je można pozyskać.
■ Jakie szanse na zakup grup mają zagraniczni inwestorzy branżowi?
- Na początek pewnie będzie relatywnie niska emisja akcji na podniesienie kapitałów, bo musimy poznać faktyczną wartość grup. W drugim etapie, gdy akcje będzie prawdopodobnie sprzedawał Skarb Państwa, nie wykluczam, że będzie możliwość nabycia 20-30 proc. pakietów przez inwestorów branżowych. Tu jest jednak problem, bo wielu europejskich graczy to koncerny państwowe i prywatyzacja z ich udziałem nie byłaby prywatyzacją. W związku z tym bardzo dużo będzie zależało od tego, czy polskie grupy podołają wyzwaniom, przed którymi stoi energetyka, a tym samym bezpieczeństwo elektroenergetyczne Polski, czy jednak nie i od oceny, czy oddanie kontroli nad grupami mogłoby tę sytuację poprawić.
Rozmawiał IRENEUSZ CHOJNACKI
■ JAN BURY
prawnik, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, odpowiedzialny w resorcie skarbu m.in. za energetykę i górnictwo
ikona lupy />
Jan Bury, prawnik, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, odpowiedzialny w resorcie skarbu m.in. za energetykę i górnictwo / DGP