Dzisiaj o dziewiątej rano mają zacząć się rozmowy związkowców Kompanii Węglowej z zarządem spółki w sprawie podwyżek płac na 2007 i 2008 rok.
- Szukamy kompromisu i chcielibyśmy uświadomić pracownikom, że każdy dzień strajku zawęża pole negocjacji płacowych, bo spółka będzie tracić, a nie zarabiać - mówi Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej, największej polskiej firmy górniczej, i odmawia podania ewentualnych nowych propozycji płacowych.
Dotychczas to, co maksymalnie proponowała KW, to podwyżka płac w 2008 roku o 11 proc. i ewentualnie kolejna po zapoznaniu się z wynikami II półrocza 2008 r. Na podwyżkę wynagrodzeń w 2007 roku o 6,9 proc. zamiast planowanych 4,8 proc. zarząd się nie zgodził.
Czy górnicy ustąpią?
- Nie mogę odpowiedzieć na takie pytanie, bo co to byłyby za negocjacje, gdyby KW poznała nasze stanowisko z prasy, ale na pewno będziemy twardo negocjować - mówi Jarosław Grzesik, wiceprzewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ Solidarność Regionu Śląsko-Dąbrowskiego.
Jeśli porozumienia nie będzie, wówczas centrale związków zawodowych działających w KW mają podjąć decyzję o dalszej formie protestu.
- Jeśli propozycje będą takie jak poprzednio, czyli że na przykład zaproponują nam, jak to było już wcześniej, wypłacenie jeszcze w tym roku 500 zł i potrącenie tego z czternastki, to rozmowy będą krótkie. Ale jeśli spółka zrobi krok do przodu, to nie wiadomo, ile będą trwały rozmowy - mówi Jarosław Grzesik.
Dodaje, że jeśli nie będzie porozumienia, to niewykluczone, że zapadnie decyzja o strajku, ale nie wyklucza też innych, jak to określił, ciekawych form protestu.
Na Ministerstwo Gospodarki czy rząd na razie nikt się nie ogląda.
- To jest sprawa zarządu, właściciel nie ingeruje - mówi Zbigniew Madej.
- My chcemy uzyskać realny wzrost wynagrodzeń. Jeśli miałyby w tym pomóc mediacje rządu czy związku pracodawców, to jesteśmy skłonni do tego się przychylić, ale adresatem naszych żądań jest zarząd spółki, a nie rząd - mówi Jarosław Grzesik.
IRENEUSZ CHOJNACKI