Komisja Europejska ma zastrzeżenie do dwóch polskich programów operacyjnych: Infrastruktura i środowisko oraz Rozwój Polski Wschodniej. Dotyczą one przeznaczenia funduszy unijnych na budowę drogi ekspresowej S19, która ma połączyć Białystok z Rzeszowem i stanowić jednocześnie trasę o znaczeniu międzynarodowym, łączącą państwa bałtyckie z południem Europy.

Polski rząd zaplanował, że droga zostanie zbudowana w ramach programu Infrastruktura i środowisko. Na ten cel przeznaczył ponad 2 mld euro. Cała trasa ma zostać ukończona do 2015 roku. Jej budową miałaby się zająć jedna ze specjalnych spółek drogowych, które zamierza powoływać resort transportu.

Tak wyglądają plany, ale KE ma inny pomysł na realizację tej inwestycji. W ostatnich dniach odbywały się pierwsze rundy negocjacyjne obu programów i urzędnicy z Brukseli zaproponowali podczas nich, by projekt został przesunięty do programu Rozwój Polski Wschodniej. Problem jednak tkwi w tym, że jest w nim za mało pieniędzy, by sfinansować tak olbrzymie przedsięwzięcie. Na inwestycje drogowe przeznaczono w nim prawie 700 mln euro (ok. 2,7 mld zł), wraz z środkami krajowym jest to ponad 810 mln euro.

- Przesunięcie projektu spowoduje, że zamiast całości powstaną tylko krótkie odcinki trasy przy dużych miastach, takich jak Lublin czy Rzeszów. Jeśli tak się stanie, to na pewno ta trasa nie będzie miał większego znaczenie regionalnego ani międzynarodowego i jej budowa traci sens - mówi GP osoba zbliżona do negocjacji.

Pieniądze na budowę drogi S19 miałyby zostać zabrane z innych inwestycji infrastrukturalnych, realizowanych w ramach programu dla Polski Wschodniej. KE od dłuższego czasy nieformalnie zgłasza zastrzeżenie do pomysłu sfinansowania tych projektów z funduszy unijnych. Chodzi m.in. o budowę drogi łączącej Kielce z Rzeszowem wraz z nowym mostem na Wiśle czy obwodnice dla największych miast Polski Wschodniej.

Przesunięcie budowy S19 będzie oznaczać, że te trasy nie powstaną. Ponieważ mają znaczenie ponadregionalne (łączą ze sobą co najmniej dwa województwa) nie będą mogły zostać sfinansowane ze środków unijnych, które trafią do samorządów.

Eurourzędnicy domagają się też przeznaczenia większych pieniędzy na tzw. Rail Baltica, czyli modernizację linii kolejowej łączącej Warszawę z państwami bałtyckimi. Polska nie uznaje tej inwestycji za priorytetową i w latach 2007-2013 ma zamiar wyremontować tylko odcinek torów między Warszawą a Tłuszczem.

Mariusz Gawrychowski

mariusz.gawrychowski@infor.pl