Zarząd największego polskiego koncernu petrochemicznego wpadł na pomysł, jak upiec kilka pieczeni na jednym ogniu - chce sprzedać na GPW mniejszościowy pakiet akcji swojej spółki zależnej Anwil.

Dzięki takiej operacji PKN może zmniejszyć zadłużenie, pozyskać środki na inwestycje, a jednocześnie uwolnić się od konieczności wyłożenia ponad 100 mln zł na odkupienie od Skarbu Państwa resztówki papierów chemicznej firmy z Włocławka.

- Jeżeli Anwil zadebiutuje na giełdzie, resort będzie mógł sprzedać na rynku swój pakiet - mówi GP prezes Piotr Kownacki.

Jak informowaliśmy wcześniej, ministerstwo przygotowuje się do sprzedaży 5,54 proc. akcji Anwilu. To część planu porządkowania aktywów resortu poprzez sprzedaż tzw. resztówek, czyli liczącej nie więcej niż 10 proc. części kapitału zakładowego spółki stanowiącej własność Skarbu Państwa.

Tylko jedna spółka wchodziła w grę w przypadku sprzedaży akcji Anwilu - jego większościowy udziałowiec PKN Orlen (ma prawie 85 proc. kapitału). Z szacunków GP wynika, że całość Anwilu mogłaby być warta ponad 3,5 mld zł (spółka znalazłaby się pod względem kapitalizacji np. przed Agorą). Wysoka wycena oznacza jednocześnie, że za nic niedający pakiet płocki koncern musiałby wyłożyć co najmniej 175 mln zł. Dla obciążonego kosztami przejęcia i odbudowy Możejek Orlenu nawet tak niewielka kwota stanowiłaby pewien problem. Tymczasem wprowadzając Anwil na GPW, Orlen nie tylko nie musi wykładać pieniędzy, ale może je zarobić.

SZERSZA PERSPEKTYWA - RYNEK

Pierwszy raz w historii wyniki kwartalne Orlenu były gorsze od znacznie mniejszego Lotosu. Płocki koncern rozczarował inwestorów, podając, że w I kwartale jego zysk netto spadł do 49,2 mln zł z 347,7 mln zł przed rokiem. W tym samym okresie Lotos zarobił 56,03 mln zł wobec 102,9 mln zł przed rokiem.

KRZYSZTOF GRAD

krzysztof.grad@infor.pl