Urząd Regulacji Energetyki przedłużył na wniosek Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa obowiązywanie taryfy na gaz ziemny do 30 września. Utrzymany został również cennik opłat za przesył gazu pobieranych przez spółkę infrastruktury gazowej Gaz-System. Oznacza, to, że przez najbliższe pół roku polskie przedsiębiorstwa, gospodarstwa domowe i instytucje będą za gaz płaciły tyle samo co teraz – czyli zdecydowanie mniej niż w większości krajów Unii Europejskiej.

Lepiej niż było w 2006 roku

– Przedłużenie obowiązywania taryfy to dobra informacja dla PGNiG, gdyż daje firmie stabilizację warunków działania. Choć prawdopodobnie spółka nadal dokłada do handlu importowanym z Rosji gazem, to jednak już nie tyle co w ubiegłym roku – uważa Ludomir Zalewski, analityk DM PKO BP. Tylko w IV kwartale 2006 r. spółka straciła na regulowanej sprzedaży gazu 225 mln zł. – W tym roku powinno być lepiej. Stały poziom taryf przy obniżających się cenach importowych poprawi sytuację spółki – dodaje Andrzej Knigawka, analityk ING Securities. Analitycy podkreślają jednak, że obecny model ustalania cen gazu, w którym są one wyznaczane urzędowo i nie mają dobrego powiązania z rynkiem, jest zły. Doprowadza on m.in. do tzw. finansowania skośnego, czyli dopłacania do sprzedaży gazu dla jednej grupy odbiorców pieniędzmi uzyskiwanymi od innej. – Gaz dla konsumentów indywidualnych powinien być droższy, bo jego dostarczanie jest bardziej kosztowne, m.in. z uwagi na koszty magazynowania związane z dużą sezonowością popytu ze strony gospodarstw domowych. Obecnie to przedsiębiorcy i inni odbiorcy instytucjonalni „zrzucają się” na pokrywanie tej różnicy – wyjaśnia Ludomir Zalewski. Podobnie, sam PGNiG subsydiuje sprzedaż gazu importowanego wydobyciem znacznie tańszego surowca wydobywanego we własnym zakresie. Taka sytuacja z jednej strony obniża wyniki spółki, a z drugiej blokuje wejście na rynek konkurencji. – Nie posiadając dostępu do krajowych złóż, nie opłaca nam się importować gazu. Pozostają nam jedynie nisze, w które monopolista nie chce wchodzić – mówi pragnący zachować anonimowość menedżer jednej z małych firm działających na polskim rynku. – Czekamy na faktyczną liberalizację rynku – dodaje.

Wolny rynek kontra ceny

W przypadku rynku gazu, liberalizacja oznacza wzrost cen, a nie jak to zwykle bywa, ich spadek w wyniku większej konkurencji. Po uwolnieniu ceny błękitnego paliwa w krótkim czasie skoczyłyby o kilkadziesiąt procent. Dlatego kolejne ekipy rządzące unikają jak mogą tematu faktycznego uwolnienia rynku. Teoretycznie wolny rynek odbioru gazu powinien pojawić się już od 1 lipca 2007 r. Wówczas wszyscy odbiorcy gazu będą mieli status odbiorcy uprawnionego, czyli uzyskają prawo do zakupu gazu od wybranego przez nich dostawcy. Oznacza to, że od połowy roku będziemy mogli kupować gaz, od kogo chcemy. Tyle, że dopóki ceny będą ustalane urzędowo i pozostaną na poziomie niższym od kosztów importu, na polskim rynku nie pojawi się żaden liczący się konkurent dla PGNiG. Polska zużywa około 14 mld m. sześc. gazu, z czego większość z Rosji i krajów basenu Morza Kaspijskiego.