To ważny dzień dla konsumenta, bo to on będzie zwycięzcą – tak przedstawioną w piątek ofertę sieci komórkowej Play zachwalał jej szef Chris Bannister.


– Będziemy zmieniać ofertę co sześć, osiem tygodni. Jeśli konkurenci są przerażeni tym, co dziś zobaczyli, to niech poczekają sześć tygodni – dodał. Cennik opiera się na stawkach opublikowanych w piątek przez GP: rozmowy po 49 gr za minutę oraz SMS i MMS po 15 gr. Zgodnie z naszymi zapowiedziami są bonusy w postaci dodatkowego doładowania konta klienta. W przypadku użytkowników telefonów na kartę bonusy dostaje się przy doładowaniu nie niższym niż 50 zł. Za dwie minuty połączeń przychodzących klient dostaje jedną minutę tzw. darmowych rozmów. – Oferta jest na pierwszy rzut oka atrakcyjna, ale przeczytanie cennika sprowadza nas na ziemię. Telefony wcale nie są takie tanie. To w pewnym sensie kalka jednej z taryf brytyjskiej sieci T-Mobile – mówi GP ekspert telekomunikacyjny. W trakcie trwania umowy abonent nie może zmienić taryfy na kontrakt z niższą miesięczną opłatą. Jeśli abonent nie wykorzysta w miesiącu kwot opłaconych abonamentem, to pieniądze przepadają. Przepadają też bonusowe doładowania oraz minuty uzbierane z połączeń przychodzących. W innych sieciach niewykorzystane pieniądze są do dyspozycji przynajmniej przez kolejne 30 dni, a czasem w nieskończoność. Także w ofercie przedpłaconej Play przepadają pieniądze niewykorzystane w okresie, gdy klient miał aktywne połączenia wychodząca. W ofertach konkurentów – PTC i Polkomtela – te pieniądze są na koncie póki karta nie zostanie definitywnie wyłączona. W PTK Centertel możne je odzyskać, doładowując konto w ciągu pięciu dni od zablokowania połączeń wychodzących. Bonusy przyznawane za wyższe doładowania konta Play oraz za rozmowy przychodzące są dostępne tylko przez 30 dni. Są wykorzystywane w pierwszej kolejności przed kwotą doładowania. – Cena transmisji danych jest bardzo wysoka – mówi GP Witold Tomaszewski z branżowego portalu Telepolis.pl. – 1 MB danych kosztuje 5 zł. U innych operatorów jest to z reguły nieco ponad 1 zł. – To celowy zabieg. Ceny spadną, gdy będziemy mieli własną sieć. Dziś mamy mniej niż 20 własnych stacji bazowych, ale z tygodnia na tydzień będzie ich przybywać. W Warszawie przed końcem roku może być ich nawet 300-350 – tłumaczy GP menedżer P4, operatora Play. Dziś Play działa na zasadzie roamingu krajowego. Jego klienci używają sieci Polkomtela, za co P4 płaci konkurentowi. – Play w pierwszym okresie będzie szybko zdobywał klientów, a potem wzrost się zatrzyma. Będą to przede wszystkim najmniej lojalni klienci usług przedpłaconych innych sieci – twierdzą Krzysztof Kaczmarczyk z Deutsche Banku i Paweł Puchalski z BZ WBK. – W tym roku będziemy mieli 5-proc. udział w liczbie pozyskanych w ujęciu brutto klientów – zapowiada Chris Bannister. Analitycy wyliczyli, że będzie to ok. 500 tys. osób.