Wielkie firmy zbrojeniowe zarabiają wielkie pieniądze. W swojej grze o kontrakty chętnie wykorzystują także dziennikarzy. Pieniądze, które się przewijają przy zakupie broni i wszelkiego rodzaju sprzętu dla wojska, są olbrzymie. Także w Polsce. Oto kilka przykładów: na zakup śmigłowców wielozadaniowych mamy wydać ok. 13 mld zł – taką kwotę podawali poprzedni włodarze Ministerstwa Obrony Narodowej z ministrem Tomaszem Siemoniakiem na czele.
Na program obrony polskiego nieba – tzw. tarczę przeciwrakietową do 2022 r. zarezerwowano ponad 26 mld zł. Dwa kontrakty podpisane w grudniu – już przez nowe kierownictwo resortu z ministrem Antonim Macierewiczem – przewidują: 2,5 mld zł na modernizację czołgów Leopard i miliard złotych na zakup zestawów przeciwlotniczych Poprad. Dla porównania: niecałe pół miliarda złotych kosztowało przywrócenia tramwajów w Olsztynie – budowy torowisk, przebudowy dróg, i buspasów, budowy zajezdni oraz zakup tramwajów.
Trudno się dziwić, że przy każdym zbrojeniowym kontrakcie nie przebiera się w środkach, by resort obrony zdecydował się właśnie na zakup „tego jedynego i najlepszego” sprzętu. Bo choć bardzo często broń kupuje się w przetargach, to jednak nie ma się co oszukiwać – tu zawsze wygrywa ten, kto ma wygrać. Czyli ten, na kogo zdecyduje się obecnie rządząca opcja polityczna. Choć oczywiście wszystko odbywa się zgodnie z regułami prawa, ważne są choćby tzw. założenia taktyczno-techniczne. Te ustalają urzędnicy i wojskowi średniego szczebla, nad którymi można popracować.